RSS
 

Pożeracz podatków – rozmowa z Krzysztofem Habichem, finansistą (Angora 30.03.1997 r.)

30 kwi

Dzisiaj trochę historii. Wpadł mi w ręce wywiad  z 1997 r. 
Dla młodych ludzi,  pojawiłem się nagle  i nie wiadomo skąd, więc postanowiłem czasami w ramach wpisu uwidocznić jakieś  artykuły z dawnych czasów, wskazujące na moje „korzenie”.
Dziś pierwszy wpis tej serii.
Wywiad ten w pewnych, niewielkich  fragmentach dotyka tematyki poruszonej przez Panią Joannę w wpisie:
Dzień wolnego bloga – Lepsze jest wrogiem dobrego

        Jestem w stanie zwolnić od całkowitego płacenia podatków każdy podmiot gospodarczy.

 

•  Panuje powszechna opinia, że fortu­ny  zawsze  rodzą się w  nieuczciwy sposób?

 W socjalizmie ubóstwo było cnotą. Rodzące się wówczas fortuny musiały więc naruszać przepisy. Ale i dziś prawo skons­truowane jest tak, aby człowiek nie mógł się bogacić. Każdy kto chce dobrze żyć, kto chce swobodnie oddychać musi je na­ruszać. Nie oznacza to jednak, że ktoś z nas łamie normy prawa naturalnego. Jedy­nym kryterium naszej oceny powinno być, czy swoją działalnością naruszamy dobro innych osób.

•  Wszyscy nasi milionerzy, może prócz Marka Profusa, urzędują w luksusowych gabinetach przeszklonych biurowców w najdroższych punktach miast. Pan pra­cuje w dość skromnych warunkach na Pradze, dzieląc ten sam adres z prowin­cjonalnym klubem sportowym.

 Gdy budowałem tę siedzibę, panował jeszcze socjalizm, a wówczas prywatne przedsiębiorstwa nie mogły mieścić się w reprezentacyjnych częściach stolicy. Zmia­na siedziby firmy z różnych względów jest sprawą bardzo bolesną. Ludzie przyzwy­czajają się do adresu i nie można za często go zmieniać. Wreszcie w centrum nie ma parkingów, a tu parkuję przed samymi drzwiami firmy.

•  Jest pan bardzo tajemniczą osobą. Wiadomo na czym zarabiają pieniądze
Zaraska, Zasada,  Gudzowaty,  Pazgan. Ka
żdy coś robi,  produkuje,  przerabia. Pan obraca pieniędzmi.

Jest to skomplikowany proces, którego w Polsce prawie nikt nie rozumie.  Bardzo enigmatyczny. Wyemitowałem obligacje wartości przeszło 16 bilionów starych zło­tych – wszystkie zostały wykupione. Prze­ciętnemu człowiekowi nie mieści się w głowie, że w Polsce można obracać tak wielkimi sumami nie po to, aby kupić jakieś maszyny, lecz dla samego przepływu pie­niądza.

•  Jaka jest z tego stopa zysku?

 To są wszystko mechanizmy pośrednie. Pieniądze muszą płynąć szerokim strumie­niem, a i tak końcowy efekt jest zawsze bardzo odległy.

•  Brzmi to dość podejrzanie.

 Mogę pana uspokoić, że nie jest to „łańcuszek świętego Antoniego”, w którym stale ktoś musi dokładać nowe pieniądze.

•   Co zyskali ludzie, którzy wykupili pańskie  obligacje, te za  16  bilionów starych złotych?

 Z obligacji można mieć odsetki, mogą też stanowić element zastawu do zaciąga­nia pożyczek. Dalej jest już skomplikowana inżynieria finansowa, którą indywidualnie uruchamiamy dla każdego klienta.

•  Podobno to pan wymyślił oscylator?
 Zarabiałem na nim już w 1990 roku.

Prócz mnie oscylator stosował jeszcze wrocławski „Yoker” i „Art-B”. Bagsik z Gąsiorowskim wymyślili tylko nazwę. W przeciwieństwie do mnie nie zarabiali tylko na samych odsetkach, co przecież jest zgodne z prawem, lecz zabrali nie swoje pieniądze i wyjechali. Banki świetnie znały oscylator, jednak nic nie robiły, aby go zlikwidować. Dlaczego? Bo na opieszałości systemu bankowego zarabiały więcej niż traciły na oscylatorze. Teraz wobec swoich klientów oscylator stosują jedynie same banki.

•  Interesuje się pan giełdą?

 Na początku bardzo, Miałem znaczące ilości akcji kilku przedsiębiorstw. To ja stworzyłem największą giełdową hossę mówiąc przed prawie trzema laty w telewi­zyjnych „Listach o gospodarce”, w jakie akcje najlepiej inwestować. Jeszcze tej samej nocy porobiły się społeczne kolejki. Teraz pasjonuję się równoległym, niepubli­cznym rynkiem papierów wartościowych, który w przeciwieństwie do giełdy jest rynkiem naprawdę wolnym.

•  Czy sugeruje pan zbytnie uwikłanie giełdy w układy polityczne?

W Polsce giełdowi gracze w ogóle nie patrzą na kondycje przedsiębiorstw. Pier­wsza lekcja przyjdzie dopiero wówczas, gdy papiery wartościowe okażą się bezwartoś­ciowe, czyli przy pierwszych plajtach. Prze­cież na polskiej giełdzie nie istnieje pojęcie dywidendy. Tylko idiota kupi akcje, o których wie, że zarobi na nich jedynie gdy sprzeda je innemu idiocie. To jest parodia systemu.

•  Jednak na giełdzie grają dziesiątki tysięcy ludzi.

 To kolejne przypływy nowych graczy sprawiają, że cena akcji idzie w górę, lecz ciągle nie ma z tego dywidendy.

•  Możemy więc spodziewać się spek­takularnych bankructw znanych giełdo­wych spółek.

 Tak, i to w najbliższych latach. Wówczas ludzie zrozumieją, że mają bar­dzo niepewny finansowy instrument. Granie na zysku ze zdematerializowanych papie­rów, a nie na konkretnym zysku z przedsię­biorstw powoduje, że znajdujemy się w świecie zupełnej iluzji. W Polsce giełda jest „łańcuszkiem świętego Antoniego”.

 Jest pan najbardziej znanym w kraju specjalistą od podatków. Wielokrotnie chwalił się pan publicznie, że potrafi poradzić sobie z fiskusem.

 Zwalnianie z podatków to nasze podstawowe zajęcie. Jestem w stanie zwolnić od całkowitego płacenia podatków każdy podmiot gospodarczy, każdego kto taką działalność prowadzi. W całości i każdego.

•        Jaka jest pańska cena?
 Połowa sumy, jaką wynosiłby podatek.

•  Kim są pana klienci?

 Są to największe firmy z pierwszej setki w kraju.

•  Przecież w tych instytucjach pracują całe sztaby wysoko opłacanych ekono­mistów i prawników. Za co ci ludzie biorą pieniądze, skoro nie potrafią tego co pan, niedoszły inżynier?

 A dlaczego lekarz leczy się u innego lekarza? W socjalizmie podatek był sprawą wstydliwą. Jeszcze trzy lata temu prawie każdy główny księgowy szkodził swojemu przedsiębiorstwu, gdyż na studiach uczyli go jak ma działać wyłącznie na rzecz państwa. Świat idzie w kierunku specjaliza­cji, a tylko my w Polsce robimy systemy finansowe. Jest to maszyna stworzona do zjedzenia podatków. Do takiej działalności potrzebna jest wiedza i gigantyczne nerwy. Tu prowadzi się brudną grę. Państwo ma władzę i ją wykorzystuje.

•  Sam jednak nie zawsze potrafi się pan wybronić, skoro ma coraz więcej spraw. Ostatnio po raz kolejny ostrzy na pana zęby nie tylko kontrola skarbowa, ale i prokuratura.

 Ja tych spraw nawet nie liczę. Przy­chodzi prokurator i w telewizji ogłasza co zrobiłem. Od razu staje się ważny, udziela wywiadów, zwołuje konferencje. Jednak te sprawy przypominają śniegowe bałwany, które topnieją przy pierwszym wiosennym słońcu. Tak było z tzw. aferą rublową. Gazety pisały nawet o wyroku, ale nikt nie wspomniał, że wszystko zostało umorzone. To samo ze sprawą olsztyńską, która zajęła połowę „Rzeczpospolitej”. Ze względu na mnie co roku zmienia się prawo, a ja i tak pokazuję, że ono jest dziurawe. Gdyby nie ja, przepisy byłyby niezmienne latami.

•  Czy pan jest taki dobry, czy przepisy tak beznadziejne?

 W ministerstwach nikt nie płaci za myślenie, tylko za pisanie. Nikt nie analizu­je skutków. Dlatego, że siedzi tam paru matołów, płaci za to całe społeczeństwo. Gdyby autorzy zawsze motywowali dlaczego zmieniają dany artykuł i podpisywali się pod nim, byłoby inaczej. Jak malarz źle pomaluje, musi poprawiać bezpłatnie, a w Ministerstwie Finansów płaci się tym samym ludziom za kolejną nieudaną poprawkę. Czas, aby społeczeństwo nałożyło opaski strajkowe i przestało im płacić.

•  Wygląda na to, że jest pan bardziej nękany niż inni przedsiębiorcy?

 Chodzi o to, aby zrazić do mnie klienta. Dochodzi do tego, że aby chronić naszych klientów, musimy tworzyć filie, które zajmują się ich obsługą, żeby tylko urzędy skarbowe za wcześnie nie kojarzyły ich z moją osobą. Mam dokument z Ministerstwa Finansów, w którym napisane jest, że wobec mnie w niektórych przypadkach można postąpić nawet zgodnie z prawem! Jesteśmy stale kontrolowani. Czasem jest tu cała armia, do 12 kontrolerów naraz.

•  I co?

 Sądzimy się. Spraw jest dużo, a kolejka paroletnia. Izba Skarbowa nie dotrzymuje żadnych terminów. Bezprawnie blokuje mi konta. Napisałem do ministra, aby ukarał swoich pracowników, a wiem, że telefoni­cznie to on kazał im mnie przetrzymać.

•  Podobno najbogatsi Polacy uciekają z kapitałem za granicę?

A co mają robić? Tu wszystko jest prześwietlane. Państwo może zająć cały majątek i nie wydać żadnej decyzji. Taka sytuacja może trwać latami.

•  Skąd pan bierze swoich pracowni­ków?

Przeważnie z Ministerstwa Finansów. Tam się marnowali. Często ich pytam, dlaczego schrzanili jakiś przepis? Najczęś­ciej słyszę odpowiedź, że dostali na jego opracowanie zaledwie osiem godzin.

•  Wygląda na to, że jest pan wrogiem numer jeden każdego ministra finansów.

 Tylko Balcerowicz zajmował się makroekonomią, pozostali nie zrobili nic. Głów­nym zajęciem pana Kołodki było kopanie po kostkach prezesa Narodowego Banku Pol­skiego. On nie potrafił pracować w zespole.

•   Podobno ma pan udziały w wielu firmach?

 Tak, w salonach samochodowych, zakładach produkcyjnych – także zagrani­cznych, kombinacie budowlanym, firmach obrotu nieruchomościami  To moja tajemnica.

•   Jest  pan  kolekcjonerem,  zbiera dzieła sztuki?

 Coś tam zbieram, ale wolę o tym nie mówić.

•  Jest pan wrogiem podatków, gdyby ich zabrakło, straciłby pan zajęcie.

 Poradzę sobie. Jestem zwolennikiem zostawienia tylko jednego podatku, VAT-u. To i tak jest 50 procent wszystkich wpływów państwa łącznie z cłami. Są towary, w których podatek stanowi 80 procent ich ceny. Przy obecnym systemie rolnikowi z Nowej Zelandii opłaca się sprzedawać w Polsce swoje jabłka, a nie opłaca się to sadownikowi spod Grójca. Mamy jedną z najniższych wydajności pracy w świecie, najwyższy ZUS, pracujemy krócej niż inni. nie zagwarantowane emerytury, wysokie podatki. Wszyscy siedzimy na bombie. Każda władza myśli tylko o swoich dora­źnych korzyściach, gdyż wie, że jej czas szybko minie. Wykorzystuje więc szansę i nie myśli o tym, co będzie w niedalekiej przyszłości. Najczęściej tak jak obecna koalicja nie robi nic. Tak jest bezpieczniej.

•  Czy jest pan liberałem?

 Tak, ale nie takim jak komuniści z dawnego Kongresu Liberalno-Demokraty-cznego. Oni byli strasznie socjalni. Najbliż­szy jest mi Korwin-Mikke. Ludzie śmieją się z Korwina, że protestuje przeciwko jeździe w pasach. Ale to jego wizja gospodarki jest słuszna. Dziś każdy wyciąga rękę. Stocznia Gdańska, fabryka butów w Radomiu, Ursus. Trzeba rzucić ludzi na głęboką wodę,

•  Przy tej okazji sporo osób może się utopić.

Przyjdzie dzień, gdy okaże się, że nie ma już na emerytury, padnie eksport, już nic nie sprzedamy, bo mamy najwyższy koszt płacy, mimo że mniej zarabiać już nie możemy, gdyż nie przeżyjemy do pierwsze­go. Wówczas utopi się całe społeczeństwo.

Rozmawiał KRZYSZTOF RÓŻYCK!

Prześlij innym informacje o wpisie:
  • Blip
  • Wykop
  • Facebook
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Google Bookmarks
  • Flaker
  • Technorati
  • Twitter
 
Komentarzy: 187

Kategoria: Artykuły   Data: 30 kwietnia 2011     RSS Komentarze

 

Zostaw komentarz

 

 
  1. zeki

    30 kwietnia 2011 o 08:58

    4 lata i nic na aktualności wywiad nie stracił… Uhhh bardzo to ciekawe co Pan robi. Wprawdzie nie jestem umysłem ścisłym ale mając takiego mentora chyba bym księgowość polubił :)

    Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

     
    • ProTerran

      30 kwietnia 2011 o 09:10

      14 lat :-)

      Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 5 Thumb down 0

       
    • Krzysztof Habich

      30 kwietnia 2011 o 09:20

      To z przed 14 laty. Czasami umieszczę starsza.

      Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 9 Thumb down 0

       
      • zeki

        30 kwietnia 2011 o 11:26

        ofc 14 jedynka mi wypadła ;)

        Popierasz czy nie? Thumb up 3 Thumb down 0

         
  2. Tomasz Paw

    30 kwietnia 2011 o 09:28

    Ja szczerze gratuluje osiągnięć, wytrwałości i odwagi. Dziękuje też za to, że poświęca Pan czas na prowadzenie bloga.

    Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 6 Thumb down 0

     
    • Karol

      30 kwietnia 2011 o 10:26

      samo się nasuwa pytanie, dlaczego tak wielu ludzi głosuje w taki sposób, żeby oddawać znaczną często część swoich pieniędzy na fabrykę przepisów o wymiarach ogórka

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Razzec

        30 kwietnia 2011 o 10:38

        Wielu ludzi głosuje za oddawaniem własnych pieniędzy z bardzo prozaicznych powodów. Po pierwsze, bo: „kandydat jest ładny.”
        Po drugie, bo: kandydat „obiecał, że im da, a innym zabierze.” Po drugie bo , po raz drugi: przeciętny wyborca nie widzi, że w punkcie drugim straci i ten co dostanie, i ten co mu zabiorą. Zyska za to stado baranów na Wiejskiej.

        Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 4 Thumb down 0

         
      • Krzysztof Habich

        30 kwietnia 2011 o 10:39

        Panie Karolu! Strach przed Wolnością. Za własne podatki kupują sobie niewolę, bo boją się że sami nie podołaja. Wola płacić i scedować odpowiedzialność za siebie i swoją rodzinę państwu. Potem można narzekać na państwo. Można obciążać państwo winą za złą służbę zdrowia, niskie emerytury, niski poziom szkolnictwa, niskie pensje, brak miejsc w żłobkach.

        Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 8 Thumb down 0

         
        • Karol

          30 kwietnia 2011 o 10:52

          Jest większy popyt na zrzędzenie niż na konstruktywne budowanie?

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
      • zeki

        30 kwietnia 2011 o 11:39

        ja się spotkałem przed wyborami prezydenckimi z następującymi wypowiedziami:

        Zagłosuję na tego co ma największe szanse bo szkoda żeby państwo płaciło za drugą turę (to o KomoRUSKIM)

        Napieralski fajnie wygląda i ładnie mówi więc na niego zagłosuję (!@#$% nawet nie ważne co mówi)

        Nagminne było głosowanie PRZECIW OHYDNEMU KACZOROWI (przy czym każde jego działanie lub brak to skłócanie ludzi)

        I parę innych głupszych „kffiatkuff”

        Jak ma być w tym kraju dobrze gdy ludzie tak wyborów dokonują???

        Popierasz czy nie? Thumb up 4 Thumb down 1

         
  3. Q.J.

    30 kwietnia 2011 o 11:45

    A czy mógłby Pan przybliżyć, dlaczego był Pan (jest?) zwolennikiem VAT?

    Zdaję sobie sprawę, że koszty poboru podatku dochodowego sięgają 40% przychodów z niego (przynajmniej w Polsce) – więc odpada na starcie. Ale VAT? Z tego, co wiem: koszty poboru na poziomie ok. 20% przychodów (to chyba też niemało…), konieczność posiadania kas fiskalnych (dla niektórych to duży koszt), trzymania przez lata dokumentacji, ciągłe kontrole: czy mamy kasę, czy sprzedajemy „na paragon”, czy VAT prawidłowo naliczony i odprowadzony… Co w tym fajnego?;p

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • Karol

      30 kwietnia 2011 o 11:50

      coś mi się wydaje, że odpowiedź będzie taka, że na vat najtrudniej przepisać pigułkę a jakieś minimum dchodów państwu trzeba zapewnić

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Q.J.

        30 kwietnia 2011 o 12:02

        A podatek od nieruchomości? Pogłówny? Chyba jeszcze trudniej je ominąć;p

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Karol

          30 kwietnia 2011 o 12:09

          trzeba by się zastanowić co by się stało gdyby zniknął u nas całkowicie vat albo się radykalnie zmniejszył biorąc pod uwagę stawki tego podatku w krajach sąsiadujących i nie tylko. Biorąc też pod uwagę fakt, że z niektórymi de facto nie ma na chwilę obecną granic

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
          • Q.J.

            30 kwietnia 2011 o 15:06

            Gdybyśmy znieśli PIT, CIT, składki na ubezpieczenia społeczne, VAT, akcyzę, cła, opłatę paliwową, podatki i opłaty lokalne…? A oprócz tego znieśli koncesje, certyfikaty, zezwolenia, normy, kontrole…?;]

            Pewnie by nas wyrzucili z UE i strefy Schengen za brak „solidarności podatkowej”, wprowadzili zaporowe cła na nasze (myślę, że przynajmniej ze 3 razy tańsze) produkty (a ich mieszkańcy i tak by przyjeżdżali je kupować / szmuglować i korzystać z naszych usług), wprowadzili dopłaty do swoich produktów eksportowych (co byśmy niecnie wykorzystywali). I oczywiście oskarżali o rasizm, antysemityzm, ksenofobię, dyskryminację kobiet i homoseksualistów – no i handel bronią ze „złymi” krajami;) A my byśmy eksportowali głównie do Chin i Indii (oni jeszcze lubią tanie towary…) i „zadziwiali” świat, że z otwartymi granicami można się tak szybko bogacić.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            30 kwietnia 2011 o 18:42

            Znamy słowa Benjamina Franklina, że podatki i śmierć to jest pewnik. O przynależności do Unii nic nie pisał. Należy domniemać, że nie jest to takie pewne. Więc rozważając teoretycznie nie stawiajmy betonowych słupó, które musimy uwzględniać w naszych rozważaniach skoro można te słupy zburzyć. Dziś Unia jest – jutro Unii nie ma.Czy za wyjście będzie nas krzywdzić. Myśle, że na złość tacie nis każdy chce żeby mu uszy marzły. Więc nie będzie w tej kwestii w Unii jedności. Myślę, że nie byłoby tak źle.

            Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 4 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            30 kwietnia 2011 o 18:54

            Musiałby być jakiś inny podatek. Obniżyć nie problem ( abstrahuję od kwesti dyrektyw Unii). Trzeba przestać żądać od państwa jakichkolwiek usług.

            Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 4 Thumb down 0

             
        • Tomasz Paw

          30 kwietnia 2011 o 17:13

          Wydaje mi się, że chodzi o to, że jeden podatek jest tańszy do ściągnięcia niż parę, dodatkowo nie byłoby trzeba tyle księgowości a to zwiększyłoby dałoby więcej czasu i mniej stresu przedsiębiorcom.

          Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

           
          • Krzysztof Habich

            30 kwietnia 2011 o 18:37

            Najgorszy to dochodowy. Określanie kosztów uzyskania przychodów i przychodów nawet z nieodpłatnych świadczeń. Makabra. Jeden podatek jest tańszy w poborze niż kilka. Dochodowy również w poborze jest najdroższy. Ważne jest bezpieczeństwo podatkowe. VAT może być bezpieczny w 100% dochodowy nigdy taki nie będzie.

            Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 5 Thumb down 1

             
          • Q.J.

            30 kwietnia 2011 o 18:57

            Przepraszam, że znowu się czepiam – ale co oznacza „bezpieczeństwo podatkowe”? Bo nie jestem pewien, czy chodzi bardziej o skuteczność poboru – czy raczej o pewność podatnika, że żaden urząd się do niego nie doczepi?

            Będę niecierpliwie czekał na Pana wpis o VAT;) Bo widzę, że moje poglądy na kwestie podatków są cosik naiwne…

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            30 kwietnia 2011 o 19:52

            Bezpieczństwo to inaczej pewność podatkowa. Oznacza to jasny klarowny podatek, który pozwala nam spać spokojnie, bo wiemuy, że jeżeli zapłaciliśmy, to dobrze go zapłaciliśmy np. dzisiejsza karta podatkowa

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
        • Krzysztof Habich

          30 kwietnia 2011 o 19:07

          Czy ma Pan dom. Jeżeli tak, to zakładam się z Panem, że omija Pan część podatku od nieruchomości. Kontrola prawidłowości określenia tego podatku, to przeszukiwanie nieruchomości, bądź świetnie zorganizowany podgląd satelitarny. Płaci się od budowli. Budowla ma defincję. Powstawać będą takie niby budowle, które nie są budowlami. O domach już pisałem. Basen w domu o wysokości 1,39. A jak Pan myśli, czy wysokość mieszkania liczy się od dna czy od lica wody. Rzeka Bug ma podwójne dno. Natura wymyśliła, to i człowiek też potrafi. Może Bóg chciał opodatkować głęboką wodę? Pamieta Pan Drzymałę i jego wóz?. A moje biuro w kontenerach powstało, bo nie wolno było prywatnej firmie mieć biura w Warszawie. O pogłównym już pisałem. Życie na czarno, (mojemu Ojcu wypisano datę urodzenia o kilka lat późniejszą, żeby nie szedł za szybko do wojska rosyjskiego ( około 1900 r. czyli już kilka lat żył na czarno) kalectwo lub po prostu oznajmienie – nie zapłacę!. Więzienie -czyli chce Pan płacić za kogoś około 18 000 miesiecznie (koszt wieźnia) dlatego, że nie zapłacił 500. Kilku nie zapłaciło i już deficyt w budżecie. Komu podwyższymy podatek, czy zwolnimy kilku urzędników? A jeżeli będzie 182 dni w roku w Polsce to będzie płacił? A jak umarł 30 grudnia to rodzina płaci za rok.

          Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 1

           
          • Q.J.

            30 kwietnia 2011 o 19:52

            Ciężko się z Panem nie zgodzić… W takim razie może sam podatek gruntowy? I każdy właściciel jakiegoś skrawka ziemi musiałby wycenić jego wartość – a więc i tego, co na nim stoi. Rozwiązałoby to problem basenów, niskich sufitów itp. – chyba, że znowu o czymś nie pomyślałem…;) Co do wozu Drzymały, przyczep kempingowych, kontenerów i innych „ruchomych nieruchomości” – w jakimś stopniu chyba również. Co Pan o tym myśli?

            Jeśli zaś chodzi o problemy z niepłacącymi podatków – dopóki będą istnieć podatki, nie będzie się dało od nich uciec. A zamykanie do więzienia, dopóki nie uiści się zaległości, rzeczywiście nie ma sensu w przypadku, gdy do jego pobytu trzeba dopłacać. Ale gdyby więzień musiał zarobić na własne utrzymanie, a oprócz tego na spłatę zobowiązań – jak najbardziej. Wydaje mi się, że gdyby więzienia były prywatne, takie przedsięwzięcie miałoby całkiem spore szanse powodzenia.

            Niestety nigdy nie zastanawiałem się bardziej dogłębnie nad praktycznymi aspektami poboru tych podatków (po prostu uznawałem je za najprostsze i najbardziej przejrzyste) – stąd ciągle nowe propozycje. A z „życiem na czarno” będę się pewnie zżymał jeszcze ładnych parę dni – ale postaram się już nikogo moimi wynurzeniami nie zamęczać. Póki co pozostaje mi przyznać Panu rację i pogratulować imponującej zdolności krytycznego myślenia;]

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 07:58

            Cieszę się, że argument z „życiem na czarno” trafił do Pana. To jest hasło. Twórca przepisów powinien być jak szachista – przewidywać ruchy odbiorców przepisów. Następnie dawac ujście celowe bądx celowo stawiac szlabany. Odmienność sytuacji jest nieskończona. Dlatego nie można iść w szczegóły bo się ośmiesza prawo. Prawo musi być syntetyczne. Jezeli przewiduje się karanie to trzeba dążyć do jego przejrzystości, żeby prawem nie krzywdzić. Legislacja to sztuka połączona z doświadczeniem i wiedzą. Podatek od gruntów to duży problem. Może bardzo krzywdzić. Ma Pan nieruchomość pod kątem podatkowym na „własną kieszeń” ale zrobili coś fajnego i podatek wyrósł z Pana kieszenie. Zabiorą dom i Pana zlicytują albo sam Pan sprzeda. Ciężko przesadzac stare drzewa. Ale przesadziliśmy i historia się powtórzyła. Podatek, który każdego dnia może się zmienić jest zqagrożeniem. Niech Pan sobie wyobraza, ze fajnie Panu się mieszka. Mnie okolica się podobas i zaczynam inwestować tam pod kątem takim, żeby podatek od gruntów wzróśł jak najbardziej. Przykładowo jeżeli jest oparty na cenie rynkowej to ją sztucznie podbijam) Panu i Pana sąsiadom brakuje na podatek. Musicie się wymeldować. Ja zastanawiam sie jak go znów obniżyć. Jest niedopuszczalen żeby podatek robił z ludzi pionki a z ich życia grę.

            Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 6 Thumb down 1

             
          • Q.J.

            1 maja 2011 o 09:34

            Tylko wydaje mi się, że taka manipulacja ceną rynkową kosztowałaby potencjalnego inwestora zbyt dużo – no, chyba że to p.Czarnecki i ogłosi, że zbuduje tam Sky Tower;p Ale ktoś o mniejszych wpływach musiałby raczej realnie zainwestować, żeby mu uwierzyli.

            Choć oczywiście nie można takiej możliwości wykluczyć. Wtedy nie pozostałoby mi nic innego, jak doradzić takim poszkodowanym, żeby sprzedali swoje nieruchomości po takiej sztucznie zawyżonej cenie – a w zamian kupili sobie 2 czy 3 takie same gdzie indziej. Tylko wartości sentymentalnej im nikt nie zwróci…;)

            Ale, jak niżej napisałem, przekonał mnie Pan do VAT – przynajmniej jako rozwiązania tymczasowego;p W każdym razie, gdyby Pan zrobił kiedyś przewrót i obiecał wprowadzić VAT na poziomie 5-10% (w zamian za zniesienie wszystkich innych podatków) – będę organizował Panu wiece poparcia;)

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 1

             
        • uri_brodsky

          1 maja 2011 o 11:01

          W XVIII w. u fizjokratów mówiło się o podatku od gruntu, ale płaconego wg jednej stawki z metr kwadratowy. Żadnych wycen, po prostu ile metrów tyle podatku. Myślę, że byłby to jednak prostu sposób poboru podatku. Podatek pogłówny z pewnością jest najłatwiejszy do poboru, łatwiejszy niż VAT. Oczywiście, że nie jest idealny, ale problemy z poborem pogłównego byłyby już na oko mniejsze niż z VATem.

          Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

           
    • Krzysztof Habich

      30 kwietnia 2011 o 12:31

      Odpowiedż jest taka. Oczywiście podatki muszą być. Zamiast pobierać z wielu źródęł i ponosić koszty wielu podatków lepiej żeby był tylko jeden. Każdy podatek wymaga kontroli czy się płaci. Dochodowy – żeby funkcjonował trzeba posiąść wiedzę o obrocie i o kosztach. Duża praca i dużę koszty, zarówno w fiskusie jak i u podatnika. Ryczałt od obrotów – trzeba znać obroty, tak jak przy VAT ( właściwie różni się od podatku VAT tylko stawką. Pogłówne- problem, że nigdy bnie widziałem jakiegokolwiek zarysu tego podatku pomimo, że prosiłem o to Pana Janusza ( to jedna z naszych różnic programowych) Mogę sobie wyobrazić, że wszystko dobrze, ale zacznie się nie praca na czarno tylko życie na czarno. Mistrzowie do śmierci się nie urodzą. Ci co przez błąd w sztuce się urodza, będa niesprawni do pracy. Trzeba powoływać Komisje do ulg podatkowych z tytłu niesprawności. Ruszy korupcja. trzeba powoływać służby antykorupcyjne itd. Co zrobić z ludźmi po powodzi czy po hurqaganie, czy też mają płacić. Co zrobić jak nie będzie chciał płacić? Karac? Sądy, Prokuratury itp. Podatek od nieruchomości – Obecnie kretynizm. Jakie jego kryteri powinny być żeby był akceptowany. dlaczego jacuzzi w ogrodzie jest opodatkowane a w domu nie! Od powierzchi czy od wartości. Do 2,20 płaci się 50% poniżej 1,40 płaci się 0%. Jeżeli podatke będzie wysoki, to duża część domów będzie miała poniżej 1,40 albo chociaaż poniżej 2,20. Posiadanie nieruchomości będzie jak czarny Piotruś. Pojawią się ogłoszenia oddam nieruchomość za dopłatą. Podatek VAT gdy udzielałem wywiadu był zorganizowany. Jest on łatwy do przeforsowania, bo można ludziom wytłumaczyć, że bogaty płaci więcej, bo więcej kupuje. To dla ludzi jest najważniejsze. Świadomość, że ktoś inny płaci więcej niż on. Dla takiej świadomości jest gotów nawet sam więcej płacić. Jeżeli ktoś nie chce płacic podatku to musi nie jeść, bo płaci przy każdej kupowanej kostce masła czy też bochenku chleba. Przy okazji więcej opiszę.

      Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 6 Thumb down 1

       
      • Q.J.

        30 kwietnia 2011 o 13:11

        „Życie na czarno” – dobre!;D Dziękuję za odpowiedź! Chyba muszę to nieco przetrawić…

        Zawsze mi się wydawało, że skoro państwo jest w stanie kontrolować prawie każdą złotówkę, która przepływa przez nasze ręce (a nawet taką, która nie przepływa – ale Sz.P. Urząd uzna, że to nie ma znaczenia); skoro zna przebieg naszej kariery zawodowej (i wie, dlaczego szef nas wylał); skoro wie, gdzie adresować korespondencję do nas i ile mamy dzieci; skoro wie, że właśnie kupiliśmy sobie dom i wzięliśmy na niego kredyt, albo że właśnie założyliśmy firmę (i wie nawet, kogo zatrudniamy) – to sprawdzenie jedynie tego, czy żyjemy, nie będzie dla niego zbyt wielkim problemem… Ale wyszło na to, że nigdy nie miałem aspiracji na męża stanu;p Może jakiś obowiązek „meldunkowy / wymeldunkowy” dla szpitali położniczych i lekarzy rodzinnych?

        Ale o żadnych ulgach (ani tym bardziej zwolnieniach) nie wspominałem! Jak Cię nie stać, żeby zarobić kilkaset złotych rocznie ponad swoje potrzeby i zapłacić za to, że nikt Cię raczej nie zamorduje, ani nie okradnie – to do paki. I odpracuj. Ile by to zajęło? Dwa tygodnie? I kolejny rok leżenia do góry brzuchem…;)

        A co do podatku od nieruchomości: bardzo podoba mi się koncepcja „napoleońska” ustalania wartości. Każdy sam ustala wartość swoich nieruchomości – i płaci od tego podatek (nie wiem: 0,1% rocznie? 0,05%?). Tyle, że gdy państwo ubzdura sobie, że na tym terenie wybuduje stadion lub autostradę – właśnie taką wartość dostanie jako odszkodowanie. I znów: ŻADNYCH ULG I ZWOLNIEŃ!!!

        I jeszcze jedno: dla mnie bardzo ważne jest uzasadnienie płacenia każdego podatku. Teza o nieekwiwalentności podatku jest, moim zdaniem, jawnym zachęcaniem do rozboju. Pogłówny: za ochronę osoby i mienia; od nieruchomości: za utrzymanie podstawowej infrastruktury i ochronę granic. A od obrotu? Bo żaden sensowny powód nie przychodzi mi do głowy…

        Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

         
    • Krzysztof Habich

      30 kwietnia 2011 o 18:51

      Po pierwsze VAT może inaczej wyglądać. są elektroniczne faktury. Każdy może mięć fiskalną strone na którą można wejść i na której wszystko się bilansuje. Oczywiście fiskus wchodzi a kontrahent tylko na faktury objete jego kodem. Innych nie ogląda. Wszystko sprawdza program komputerowy. Koszty poboru maleją. Dokumentacji nie ma. Fajnego nic nie ma. w żadnym podatku. Ten jest solidnie zbudowany o już niźle zakorzeniony w ludzkiej świadomości. Tworzenie nowego – nowy problem. Nawet jak ktoś nie kupi to i tak państwo dostanie . Jak nie swoje to zje kolegi. Nie on zapłaci, to zapłaci kolega. W kasie wszystko gra! A VAT mały. Rekord świata to rok 1910 w USA gdy podatek stanowił 5% PKB. Myslę, że dziś byśmy mogli się zmieścić w 10% i żadnych innych podatków.

      Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

       
      • Q.J.

        30 kwietnia 2011 o 19:09

        Pomysł z e-fakturami w miejsce kas fiskalnych jak najbardziej mi się podoba (choć mógłby być z tym mały problem w przypadku np. taksówkarzy, straganiarzy itp.). Tylko jak by wtedy rozwiązać kwestię kontroli, czy cały obrót jest ewidencjonowany? Chyba nie dałoby się obejść bez policji skarbowej, pracującej w terenie…

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Krzysztof Habich

          30 kwietnia 2011 o 19:57

          Oczywiście diabeł tkwi w szcegółach. Po pierwsze trzeba budować moralność podatkową. To społeczeństwo powinno eliminować oszustów i innych, którzy podatki omijają ( np. mnie.) Obecnie społeczeństwo nienawidzi fiskusa i podatków. Każdy kto z nimi walczy to pozytywny bohater. Słusznie bo to zzłodziejkstwo i marnotrawstwo pieniędzy. Jednakże gdy stworzymy podatki minmalne, któreych konieczność bedzie dla każdego przekonująca, to zrodzi się społeczna kontrola. Na pewno zabieranie jednym i dawanie drugim nie ma moralnych podstaw, szczególnie gdy ci obdarzani wydają te nasze ciężko zarobione pieniądze na wino marki „wino”.

          Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 1

           
          • Q.J.

            1 maja 2011 o 00:04

            W takim razie podatek pogłówny też ma szanse powodzenia – a może nawet tym bardziej! Tutaj kwoty płacone przez jeden podmiot są znacznie mniejsze: każdy płaci swoją dolę – a w przypadku VAT jeden przedsiębiorca odprowadza podatek za np. tysiąc swoich klientów. Tak więc pokusa unikania podatków przy VAT jest dużo większa – a co za tym idzie: poziom moralności podatkowej, wymagany do uczciwego płacenia podatków, musi być na znacznie wyższym poziomie.

            Swoją drogą, fajnie gdyby udało się Panu „domęczyć” p.Janusza o bardziej szczegółową wizję systemu poboru podatków pogłównego i od nieruchomości. Jako polityk poważnie myślący o głębokich reformach z pewnością takową posiada;)

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 08:17

            Możę sam się za ten podatek wezmę i sklece jakiś projekt ustawy. obawiam się, że panu Januszowi nie wystarczy doświadczenia i zapewne i tak by do mnie z tym tematem przyszedł. T
            worzac taki projekt trzeba jak największe robić wrażenie, ze on realizuje ‘”sprawiedliwość społeczną”. Równo dla nierównych – widać problem. Sprawiedliwość społeczna to równość z uwzględnieniem możliwości a tu równość bez uwzględnienia możliwości. Tworzenie przepisu, który w systemie demokratycznym odpadnie jest bez sensu. Lepiej małymi, realnymi kroczkami zmierzać do celu, niż tworzyć ambitny projekt ustawy, który ośmieszony odpadnie jako owoc polityki nierealnej.

            Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

             
          • Q.J.

            1 maja 2011 o 09:24

            „Tworzenie przepisu, który w systemie demokratycznym odpadnie jest bez sensu. Lepiej małymi, realnymi kroczkami zmierzać do celu, niż tworzyć ambitny projekt ustawy, który ośmieszony odpadnie jako owoc polityki nierealnej.”

            W takim razie przechodzę na Pana stronę;) Faktycznie, jeśli wziąć pod uwagę opinię publiczną, Pana wizja jest dużo bardziej przystępna dla przeciętnego ludzia – jak mniemam. Nie wziąłem pod uwagę demokratycznego sposobu dochodzenia do władzy i problemu z „poparciem społecznym”.

            Niemniej, niezmiernie interesującym doświadczeniem byłoby przeczytanie projektu ustawy o podatku pogłównym / od nieruchomości Pana autorstwa. Mam nadzieję, że gdy przytrafi się Panu taką zaprojektować, nie zapomni Pan o nas;)

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Rumak

            1 maja 2011 o 09:31

            W sprawie tej moralności podatkowej to nie byłbym optymistą. Możliwość oszczędzenia paru groszy jest wartością łatwo rozprawiającą się z moralnością podatkową.
            Sukces Polaków na Zachodzie w czasach szczęśliwie minionych (a i później przecież też) opierał się o pracę na czarno i omijanie podatków przez ich klientów – w krajach, w których moralność podatkowa jest na bardzo wysokim poziomie… (Skandynawia, Niemcy)

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 10:07

            Przykady negatywne nie mogą stać na drodze działania. Kościół potrafi zbierać na tacę. Ludzie dają, bo często krępują się innych, że nie dali. To się nazywa konstruowanie podatków z kosztami ściągania dążącymi do zera.

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Rumak

            1 maja 2011 o 10:37

            a czy pomysł „szarego życia” jako argument przeciwko pogłównemu nie jest argumentem dokładnie tej samej kategorii?

            ja nie jestem jednoznacznie za pogłównym ani przeciwko elektronicznej fakturze w miejsce drukarki fiskalnej jako sposobowi na VAT, a już na pewno nie jestem przeciwko VATowi jako jedynemu podatkowi. Tylko sobie rozważam konsekwencje zgodnie z pana podpowiedzią dotyczącą szachowego podejścia do tematu konsekwencji różnych działań.

            Zgadzam się, że wprowadzenie pogłównego może zaowocować tworzeniem „szarej strefy życia”.
            Ale szczerze mówiąc moim zdaniem bardziej prawdopodobne jest masowe unikanie faktury elektronicznej i unikanie podatków/ukrywanie obrotów [bo to bardzo proste i nie ma daleko idących konsekwencji] niż ukrywanie tego, że się żyje (bo tu konsekwencje mogą być bardzo daleko idące – człowiek jednak jest dość silnie związany z państwem i z tych związków nie da się w dzisiejszych czasach praktycznie wyplątać… stan spraw z przed 100 lat ma się nijak do czasów dzisiejszych w Polsce).

            Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 10:58

            Problem pogłównego , to jego nieakceptowalność w obecnych realiach ustrojowych. Wielokrotnie piszę. Metoda małych kroczków.. VAT ma cechy które powinna mieć sprawioedliwosć społeczna. To ludzie kupią. Pogłównego nie! VAT jest gotów pogłówny nie. Obrót już jest nieźle kontrolowany. Tam gdzie go trudno kontrolować, to trzeba zwalniać od podatku, żeby nie ośmieszac prawa i nie robćc fabryki przestępstw. Obszar zwolniony to obszar o większej konkurencji. Wieksza konkurencja, to sperłnienie marzeń Pani Joanny – niższe ceny dla wszystkich. Czyli od jednych mamy kasę od innych opust w cenie. Całe społeczeństwo korzysta.

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
      • Łukasz Knużyński

        5 maja 2011 o 08:46

        Ja również jestem zwolennikiem pozostawienia VATu. Podatek ten został w końcu wymyślony aby zastąpić wszelkie inne podatki (inna sprawa, że nie wyszło). Do tego w obecnym prawie UE, jedynie podatek VAT jest uznany za niemożliwy do zlikwidowania (ponieważ UE czerpie z VATu część zysku) pozostałe podatki można likwidować, bez konsekwencji wypisywania się z tej struktury (chociaż UE nie lubię, to jednak trzeba docenić strefę bezcłową oraz wolny przepływ siły roboczej)….
        A pogłówny jest dla mnie podatkiem bardzo niesprawiedliwym. Jeśli każdy obywatel będzie miał w obowiązku zapłacić taką samą stawkę na rzecz państwa, to stawka ta zostanie uśredniona. Bogacz zapłaci wtedy np. 500PLN i biedak zapłaci 500PLN. Dla jednego są to grosze, dla drugiego jest to większość jego dochodów – czy dobrze rozumuję? Oznaczać to będzie, że podatek faworyzuje bogatych, a przyciska do głodówki pokrzywdzonych przez los ludzi (nie wspominając nawet o rodzinach wielodzietnych). To ja już wolę podatek liniowy niż pogłówny…oczywiście tylko jeśli miałbym wybierać między gorszym złem.

        Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 2

         
        • LOBEUM

          1 lipca 2011 o 15:41

          Panie Łukaszu

          Małe sprostowanie do Pana postu:

          „chociaż UE nie lubię, to jednak trzeba docenić strefę bezcłową oraz wolny przepływ siły roboczej”

          Strefa bezcłowa oraz wolny przepływ siły roboczej to zasługi Układu Shengen. Można być w Shengen a nie być w U.E. jak na przykład Norwegia. Natomiast Unia Europejska to niechciany i szkodliwy pomysł grupy bardzo wpływowych ludzi.

          Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

           
  4. Q.J.

    30 kwietnia 2011 o 12:01

    „Prze­cież na polskiej giełdzie nie istnieje pojęcie dywidendy. Tylko idiota kupi akcje, o których wie, że zarobi na nich jedynie gdy sprzeda je innemu idiocie.”

    Czy należy przez to rozumieć, że nie uznaje Pan czegoś takiego, jak zysk kapitałowy mający podstawy fundamentalnie? Że wartość przedsiębiorstwa nie może wzrosnąć dzięki zatrzymywaniu całego wypracowanego zysku? Czy było to jedynie zwięzłe podsumowanie tamtej konkretnej sytuacji („hossa głupców”?) – którego nie należy traktować jako ogólnego poglądu?

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 1

     
    • Krzysztof Habich

      30 kwietnia 2011 o 12:47

      Wspaniale jak kapitalizuje się przedsiębiorstwo. Należy wyciagnąć wniosek,że są coraz bogatsze. Bogacą się, bogacą się a z drugiej strony technologicznie się starzeją. Najbogatsza fabryka bednarska nie da zarobić ludziom. Skoro ciągle się bogacą, a ich wartość jest określona ceną ich akcji, to dlaczego nagle tanieją. Bańka spekulacyjna, to nie pieniądze dla firmy. To miraż. Mam akcję przedsiębiorstw, od 16 lat. Nigdy nie wypłaciło dywidendy. Jest bogate. Ale nikt nigdy nie zarobi na nim. Jak wiemy większość firm po kilkudziesieciu latach dochodzi do dna. I co z tymi akcjami? Pana wszystkie pytania wymagają długich odpowiedzi. Czy kupiłby Pan akcje wiedząc, że za 50 lat spółka zbankrutuje i do tego czasu nie wypłaci dywidendy? Kupiłby Pan tylko wtedy gdyby wiedział Pan, że ktoś od Pana drozej kupi je. Ale ten ktoś też miałby tą samą wiedzę. Więc wiedziałby Pan, że nikt od Pana nie odkupi. Aż przyjdzie bankructwo spółki i problemsię skończył. Żeby ktoś kupił, to trzeba znaleść nieświadomego sytuacji i ją przed nim ukryć. Wtedy może kupi. Tylko czy to jest uczciwe? To tak w skrócie.

      Popierasz czy nie? Thumb up 3 Thumb down 0

       
      • Q.J.

        30 kwietnia 2011 o 13:41

        Ale ja wcale nie twierdzę, że kapitalizacja giełdowa jest odwzorowaniem wartości – chyba każdy słyszał o bańkach spekulacyjnych. Ja mówię o przybliżonej wartości, szacowanej na podstawie pozycji konkurencyjnej przedsiębiorstwa, jego majątku, poziomu jego zadłużenia, poziomu wypracowywanego przez nie zysku, itp.

        I przepraszam, że nie zaznaczyłem w poprzednim komentarzu: chodzi mi tylko o sytuację przejściową. Wiadomo, że przedsiębiorstwo, które nie jest w stanie należycie odpłacić za zainwestowane w nie pieniądze, nie jest nic warte (ponad wartość swojego majątku). Ale kiedy zatrzymywanie zysku służy finansowaniu inwestycji (np. początkowe 3-5 lat – albo np. 2 lata przyspieszonego rozwoju dojrzałej firmy), to wg mnie wszystko jest OK. „Realna” wartość tej cząstki przedsiębiorstwa, do której ma prawo akcjonariusz, rośnie (rośnie także zdolność spółki do generowania przepływów pieniężnych) – i dzięki temu za parę lat będzie dostawał np. dwa razy wyższą dywidendę.

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • uri_brodsky

          1 maja 2011 o 11:07

          @Q.J.
          Ja słyszałem o bańkach spekulacyjnych, ale wciąż nie wiem co to jest i jak funkcjonuje. To tak jak ze sprawiedliwością społeczną lub bezpłatną służbą zdrowia. Spróbowałbyś rozjaśnić mi pojęcie baniek spekulacyjnych?

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
          • Q.J.

            1 maja 2011 o 13:24

            Mam dziwne wrażenie, że jestem podpuszczany… Ale nie byłbym sobą, gdybym nie dał się złapać!;p Będę udawał, że mówię do kogoś, kto wie w tym temacie jeszcze mniej ode mnie;)

            Bańki spekulacyjne to zjawisko stare jak giełda (a przynajmniej – jak ograniczona odpowiedzialność). Najbardziej znane przypadki z odległej przeszłości to chyba holenderska Tulipomania z XVII w. (chodziło o cebulki tulipanów) i brytyjski South Sea Bubble z XVIII w. (akcje Kompanii Mórz Południowych, powołanej przez brytyjski Skarb w celu sfinansowania długu państwowego; nawet Izaak Newton dał się złapać;p). Warto sobie o tym poczytać. A całkiem niedawno, na przełomie tysiącleci, mieliśmy tzw. „bańkę internetową” (dot-com bubble) – kiedy niesłychanym powodzeniem cieszyły się akcje każdej spółki z sektora informatycznego lub jemu podobnych.

            Najprościej rzecz ujmując, bańka spekulacyjna to całkowite oderwanie cen akcji (kapitalizacji giełdowej) od jakichkolwiek realnych danych (tzw. czynników fundamentalnych: zysków, dywidend, zadłużenia, popytu,…). To szaleństwo napędzane przez tych, którzy mają w tym interes („naganiaczy”). Ludzie myślą sobie wtedy: „jasne, że ta cena jest zdecydowanie za wysoka – ale tysiące ludzi już na tym zarobiło – a ceny dalej rosną! Kupujemy!!!” No i wyprzedają majątek, a nawet zadłużają się po uszy – byle tylko dostać wymarzone akcje. Coś jak dziecko, które ubzdura sobie, że chce lizaka – i potrafi przez trzy godziny płakać, żeby go dostać. Nieważne, że lizak to tylko 5 minut przyjemności.

            Niestety zawsze potem przychodzi rozliczenie – i ci, którzy akurat mają akcję, budzą się z ręką w nocniku. Do pęknięcia bańki potrzeba naprawdę niewiele – zazwyczaj wtedy bańka ma już monstrualne rozmiary i sporo ludzi przeczuwa, że coś tu śmierdzi. Wystarczy byle plotka, żeby zaczęła się panika. Taki scenariusz powtarza się od wieków – a ludzie i tak dają się łapać; myślą, że będą mądrzejsi od innych i sprzedadzą akcje w ostatniej chwili. Taki hazard.

            Austriaccy ekonomiści wyjaśniają to zjawiskiem bankowej ekspansji kredytowej i emisją pustego pieniądza przez państwo (to dwie różne rzeczy, oczywiście). Powoduje to okradanie ludzi z ich oszczędności – a zyski dla banków i skarbu państwa. Ogólnie to temat na dłuższą wypowiedź;) Tu wystarczy nam powiedzieć, że dodatkowy pieniądz zalewa rynek, jest o niego łatwiej (tańsze kredyty, niższe kryteria przyznawania – banki zarabiają tym więcej, im więcej pieniądza wyemitują) – a przez to różne przedsięwzięcia, które do tej pory nie były opłacalne, zaczynają przynosić „zyski”. Zazwyczaj to poważne inwestycje, które zwracają się dopiero po długim czasie. Ale przy tej cenie pieniądza wydają się zyskowne (odległe w czasie przychody dyskontujemy niższą stopą). No i ludzie, oszukani przez banki i państwo, inwestują swoje pieniądze w spółki, które powinny przynosić straty (a tak naprawdę przynoszą – ale ludzie nie uwzględniają stopy inflacji). Aż dochodzi do tego, że zaczyna brakować środków na dokończenie ambitnych inwestycji – nagle okazuje się, że ludzie zbyt dużo konsumują (tamte inwestycje rozpoczęto z „przymusowych oszczędności”, które „zabrano” ludziom dzięki inflacji – ale tak nie można w nieskończoność i kiedyś rozdmuchana inflacja się kończy). No i trzeba chybione inwestycje zlikwidować. Zaczyna się krach (pęknięcie bańki spekulacyjnej). To bardzo skrótowo – polecam zapoznać się z modelem Misesa-Hayeka.

            Wydaje mi się, że dodatkową przyczyna ogłupienia ludzi jest ograniczona odpowiedzialność wspólników. Oznacza to, że generalnie (są wyjątki) odpowiadają oni za dług spółki tylko tą częścią majątku, który w nią zainwestowali. A to oznacza, że opłaca im się operować na granicy bankructwa (wyższy poziom „dźwigni finansowej” – zysk wypracowany większym kapitałem (powiększonym o dług) trzeba podzielić na mniejszy kapitał własny). Jeśli ktoś kupi akcje jakiegoś przedsiębiorstwa, nie musi się obawiać, że w wypadku jego bankructwa, komornik zapuka do jego drzwi. Może stracić tylko tyle, ile zapłacił za akcje. Nie jest właścicielem – ale inwestorem. Taka spółka nie ma właściciela – za jej zobowiązania nikt nie odpowiada. Dlatego ludzie „grają” na giełdzie. Dla nich nie ma różnicy, czy handlują ziemniakami, czy akcjami – grunt, żeby znaleźć jelenia, który odkupi je od nas drożej.

            Dlatego jestem zdecydowanym przeciwnikiem ograniczonej odpowiedzialności wspólników. Co więcej: jestem zdecydowanym przeciwnikiem takich tworów jak „osoba prawna”. To według mnie przywilej, który wywalczyli sobie najbogatsi, żeby zmniejszyć ryzyko prowadzonej działalności. To Kowalski nie może wybudować sobie hali i zacząć czegoś produkować? A później drugiej, trzeciej…? Albo zacząć czymś handlować? Po co od razu szumnie i urzędowo „zakładać działalność”? (Podatki, zezwolenia, koncesje…) Taka ciekawostka: w kodeksie handlowym, który obowiązywał w Polsce chyba jeszcze w latach 60-tych (XX w.;p), nie było pojęć takich, jak „przedsiębiorca” czy „spółka” – był za to „kupiec”. Konkretny człowiek, który odpowiada za swoje działania.

            Myślę, że pan Krzysztof mógłby na ten temat powiedzieć znacznie więcej, znacznie ciekawszych rzeczy.

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 13:49

            Bajka o małpach czyli filozofia giełdy i bańki spekulacyjnej.

            Dawno, dawno temu, w pewnej wiosce w Indiach pewien mężczyzna obwieścił, że będzie kupował małpy płacąc po $10 za sztukę.
            Wieśniacy, widząc, że małp dookoła jest pod dostatkiem, wyruszyli do lasu, aby je łapać.
            Mężczyzna kupił tysiące małp po $10, ale kiedy ich populacja zaczęła się zmniejszać, wieśniacy zaprzestali starań.
            Mężczyzna zatem ogłosił, że zapłaci za małpę po $20. To sprawiło, że wieśniacy wzmogli starania i znowu zaczęli łapać małpy.
            Wkrótce populacja małp jednak spadła jeszcze bardziej i ludzie zaczęli wracać do swoich gospodarstw.
            Stawka została podniesiona do $25 , ale małp zrobiło się tak mało, że problemem było w ogóle zobaczyć jakaś małpę, a co dopiero ją złapać.
            Mężczyzna zatem ogłosił, że kupi małpy po $50 za sztukę!
            Ponieważ jednak musiał udać się do miasta w ważnych interesach, jego asystent pozostał w wiosce, aby prowadzić skup w jego imieniu.
            Pod jego nieobecność asystent zaproponował wieśniakom:
            Popatrzcie na tę ogromną klatkę i te wszystkie małpy,które skupił.
            Sprzedam je wam po $25 , a gdy mężczyzna wróci z miasta, odsprzedacie mu je po $50 .
            Wieśniacy wydobyli swoje oszczędności i wykupili wszystkie małpy.
            I nigdy więcej nie zobaczyli już ani owego mężczyzny ani jego asystenta – tylko same małpy.

            Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 12 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 15:44

            A może ten temat na blog Pan by przygotował. Bańka spekulacyjna widać, że ciekawi ludzi.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Q.J.

            1 maja 2011 o 15:58

            Temat rzeczywiście ciekawy – ale nie czuję się kompetentny. Moja jedyna (jednodniowa) przygoda z giełdą to debiut GPW – pozostaje więc pozycja teoretyka; a na to brak mi oczytania i mądrych przemyśleń… Poza tym – jak Pan musiał już zauważyć – nie potrafię sam z siebie przedstawić spójnego stanowiska – trzeba to ze mnie wyciągać niemal „na siłę”;) Może to trochę dlatego, że aktualnie mam umysł nieco w rozsypce – i chwytam się za dziesięć rzeczy naraz. Ale obiecuję poprawę!

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 16:08

            Trening czyni mistrza. Nie zgadzam się z Panem widze u Pana dużą wiedze i dociekliwość. Poza tym społeczna postawa to dzielenie sie z innymi swoją wiedzą. dyskusja wiedzę potęguje z korzyscią dla nas wszystkich.

            Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 16:31

            Wracając do bańki spekulacyjnej. Może ona zrodzić się z ssania (przypadek małp). Może ona zrodzić się z tłoczenia. Wzrasta na rynku ilość pieniędzy wykreowanego przez banki. Ludzie zaczynają je lokować. Część lokuje w akcjach przedsiębiorstw. Pojawia się hossa.
            Troche o giełdzie.
            Jeżeli pieniądze idą na rynek to Rada Pieniężna podwyższa oprocentowanie, żeby zmniejszyć kreacje banków a przez to zdolności nabywcze. Ilość pieniędzy się kurczy. Pojawia się bessa. Ceny spadają. Każde z tych zjawisk jest lewarowane oczekiwaniami ludzi i przybiera wartości, które odrywaja się od związku ze źródłem, czyli kreacją. Giełda porusza się w znanym cyklu hossy-bessy. Są różne fazy: obojetności, niewiary, paniki, zniechęcenia, wzrostu, euforii, nasycenia. Cykle tych faz są różne. Do analizowania ich zaprzęgła się matematyka. Bada ona powtarzalne cykle dokonując ich analiz. Istnieją szeregi cykli powtarzalnych, które uzyskały swoje oficjalne terminy. Przykładowo analizy harmonicznych, analizy Fouriera, Niektórzy specjaliści giełdowi stoją na stanowisku, iż teoria i praktyka inwestycyjna oparta na cyklach jest podejściem samowystarczalnym i bardziej obiektywnym aniżeli tradycyjna analiza techniczna Często mówi się o bardzo długim cyklu Kondratiewa (około 54 letnim), 9-cio letnim, cyklu Kitchina (3-4 letnim) itd. Gracze giełdowi muszą przewidzieć co zrobią inni, by zrobić to wcześniej. Receptą na sukces spekulacyjny jest wyłamanie się z trendu, czyli kupno zanim ceny akcji osiągną dno i odbiją od niego, oraz sprzedaż przed maksymalnym pułapem cen, kiedy to akcje są trudno zbywalne, bo wszyscy chcą sprzedać i w efekcie zwiększonej podaży cena zaczyna spadać. A wszystko to przebiega w oderwaniu od kondycji spółek, chyba, że jest ona bardzo widoczna (zła bądź dobra).

            Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

             
          • Q.J.

            1 maja 2011 o 16:45

            Właśnie trafił Pan w mój najsłabszy punkt – moją próżność. W takim razie proszę się spodziewać konsekwencji w najbliższym czasie – akurat mam parę dni wolnego…;]

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 18:48

            Do Q.J. Ciesze się, że podjął Pan taką decyzję i niecierpliwie oczekuję na jej realizację.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • uri_brodsky

            2 maja 2011 o 11:02

            Q.J.
            Cieszę się, że odpowiedziałeś. Podchodzę z dystansem do własnej wiedzy, więc najpierw pytam, zanim zacznę forsować swoje stanowisko. Akurat nie przedstawiłeś nie znanych mi wcześniej argumentów, ale doceniam kompleksowość Twojej wypowiedzi. Rzadko się zdarza, żeby ktoś tak fachowo podchodził do dyskusji na temat baniek, natomiast często ludzie przerzucają się takim pojęciem.

            Osobiście uważam, że coś takiego jak „bańka spekulacyjna” nie niesie żadnej treści. Czy można to wykorzystać do zarobienia ponadprzeciętnych zysków? Czy jeśli ktoś wierzy, że trwa bańka spekulacyjna to czy gra przeciwko niej aż do momentu, aż ceny osiągną „prawidłową” cenę? Czy istnieje „prawidłowa cena” (correct)? Socjaliści kiedyś próbowali ustalać prawidłowe ceny na różne towary, tak na marginesie. Zresztą ostatnio Tusk też coś wspominał o ustaleniu prawidłowej ceny cukru.

            Co do osoby prawnej to mam podobne zdanie do Twojego. Przypuszczam, że obecna koncepcja osoby prawnej może być fundamentem hegemonii korporacji (wielkich firm) na świecie. Ale to tylko taka dygresja.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            2 maja 2011 o 11:18

            Tusk jak chce mieć prawidłową cenę na cukier, to niech skasuje kontygenty na jego przywóz, bo łapówki bardzo podbijają cenę, a skąpe kontygenty nie pozwalają rozbić monopolu Polskiego Cukru.

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Q.J.

            2 maja 2011 o 13:09

            Czy istnieje „realna wartość”? (Odróżnijmy to od „sprawiedliwej ceny”.) To pytanie podobne do tego, czy istnieje obiektywna prawda. Od wieków fascynowało ludzi – ale chyba nikomu nie udało się na nie satysfakcjonująco odpowiedzieć. A zżymały się z tym takie głowy, jak św. Tomasz z Akwinu!

            Moim zdaniem istnieje. Tylko że ludzie mogą ją poznać dopiero post factum – bo nie znają przyszłości. Żeby ją wyliczyć, człowiek musiałby dokładnie wiedzieć, jakie przychody i koszty dany towar wygeneruje w czasie jego posiadania – i po jakiej cenie będzie mógł go potem sprzedać. Dochodzi tu jeszcze problem stopy preferencji czasowej danej osoby, zgodnie z którą będzie dyskontowała przyszłe przychody i koszty. Ale to też chyba temat na grubszą dyskusję;)

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            2 maja 2011 o 20:21

            Obawiam się, że zawęził Pan kwestie ceny i wartości do towarów jako elementów źródła przychodów. To może Pana zaprowadzić w uliczkę bez wyjścia. Chleb dla konsumenta ma warość i cenę. Jego się nie sprzedaje tylko zjada. Przychodów nie wygeneruje żadnych. A usługi jako szczególna forma towaru?

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Rumak

            2 maja 2011 o 19:57

            Bańki spekulacyjne mają fantastyczną siłę.
            Od jakiegoś czasu (miesięcy) obserwuję jedną znaną mi dość dobrze poniekąd od środka, bardzo wyraźnie (z punktu widzenia fundamentalnego) upadającą spółkę na GPW i fazy jej upadku (niestety, nie powiem jaką, bo ktoś mógłby mnie ukrzyżować ;-)). I podrygi jej kursu. Nie ma (oczywiście: moim zdaniem) żadnego fundamentalnego uzasadnienia tych podrygów [w górę], nie ma szansy ratunku dla firmy (bo ona nic nie ma aktualnie poza gigantycznymi długami i sprawami sądowymi). Ale plotki potrafią wciąż podnieść kurs, chociaż na logikę biorąc nie mają szans się ziścić. Ludzie chyba łudzą się, że skoro spółka ma kurs na poziomie kilku % maksymalnego (ale o 100% powyżej minimalnego) to „jakoś” ma potencjał wzrostu. Może analiza techniczna daje jej jakieś nadzieje, ale rzeczywistość raczej nie… i tak trwa to już kilkanaście miesięcy. Myślę, że jak zrozumiem jak to jest możliwe, to posunę się o tygrysi skok do przodu w hmm rozumieniu ludzi…
            Ale tak realnie dla mnie jest to kolejny argument za tym, żeby traktować giełdę jak kasyno a nie poważną instytucje ;-).

            Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

             
          • Q.J.

            2 maja 2011 o 23:28

            Panie Krzysztofie:
            Znów muszę przyznać Panu rację;) Zawęziłem temat do dóbr inwestycyjnych – ale to celowo, bo rozmawialiśmy o bańkach spekulacyjnych. W przypadku dóbr (w tym usług) konsumpcyjnych „przychodem” jest ich użyteczność. Pytanie: na ile ją wyceniamy? To kwestia indywidualna – a do tego wciąż zmienia się w czasie. Na górskim spacerze w upalny dzień mówimy: „Ale masakra! Tak bym się napił zimnego piwka! Nawet dychę bym zapłacił…” A na zwykłych zakupach w spożywczym: „Zdzierstwo! 4 zł/butelkę! Kto by tyle dał?!”. Tak więc dobra konsumpcyjne też mają – poza ceną – jakąś „wartość” (może trochę mniej obiektywną – ale realną).

            Nie chciałem o tym pisać, bo mam dziwne wrażenie, że ostatnio i tak strasznie się rozwodzę;p Ale to Pan zaczął;)

            Rumaku:
            Zapewniam, że giełdę można traktować jako poważną instytucję, pośredniczącą w przepływie praw własności i kapitału – udowadniają to ludzie tacy, jak Warren Buffet. Cała tajemnica tkwi w tym, żeby inwestować na długi termin. Czuć się jak właściciel – a nie handlarz trefnymi papierkami. P.Buffet powiedział, że kiedy kupi jakieś akcje, to – jak dla niego – giełdę można by zamknąć na 3-5 lat. Tyle, że on nie korzysta z analizy technicznej – on analizuje kondycję przedsiębiorstw, profil ich działalności, koniunkturę, kompetencje zarządu, … A to wymaga trochę więcej wysiłku, niż wpatrywanie się w wykresy;)

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Q.J.

            3 maja 2011 o 00:02

            Ale problem rodzi się, jeśli jakieś dobra wykorzystywane są do uprawiania hazardu: akcje, kontrakty giełdowe, metale szlachetne, surowce, nieruchomości, dzieła sztuki – a ostatnio (?) nawet alkohole z najwyższej półki; i pewnie wiele innych. (Mówię: hazard – a nie: spekulacja, bo ta druga ma dla mnie trochę inne znaczenie.)

            Wtedy korzyścią, na którą nabywca zwraca największa uwagę, jest „wartość likwidacyjna”. Nieważne, co ma – ważne, za ile to sprzeda. Czy cena sprzedaży będzie wtedy „wartością realną” tego dobra? Czy może „sztuczną”, napompowaną – a „realną” będzie jedynie wartość użytkowa danego dobra? Były już takie koncepcje – ale chyba żadna się nie obroniła.

            Sęk w tym, że w kasynie wszystko bardzo szybko się zmienia. Czy to możliwe, żeby „realna” wartość spadła w tydzień o 80%? Albo w ciągu jednego dnia wzrosła o 40%? Trochę śmieszne. Może więc należy odróżnić wartość „realną” od „umownej”?

            Muszę nad tym trochę pomyśleć, bo widzę, że moja ad hoc wymyślona teoria ma spore braki… Ale może tylko chwilowe?;)

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            3 maja 2011 o 06:16

            Szanowny Panie. Jak zwykle w ekonomii jest wiele szkół na temat warości i ceny. Chyba, w okresie socjalizmu uczyli mnie, że cena jest to wtrażenie wartości w pieniądzu. Oczywiście jest to błędne. Wartość powinna być, w krótkich okresach czasu, constans. A nie jest jeżeli patrzymy na ceny, które potrafią jednego dnia zmienić się w istotny sposób. Wartość jest pojęciem subiektywnym. To jest źródło funkcjonowania handlu. Zamiana dwóch różnych towarów przez dwie osoby wynika z ich subiektywnego odczucia wartości. O cenie nie mówmy, bo skoro może być bezpośrednia wymiana towarów, to nie musi być określana cena. Czyli cena to ilość pieniędzy za przyjęcie której sprzedający jest gotów zrzec się swoich praw do danego dobra, lub też kupujący jest gotów ją kupić, aby do tego dobra nabyć prawa. Skoro po dokonaniu zamiany „zamienił stryjek siekierkę na kijek” (abstrahuję od rzeczywistej treści wiersza ale ją umieszczę w ktoryś poniedziałek) dwie strony są zadowolone, to znaczy, że dla stryjka większą wartość miał kijek. Kijek pomagał mu w chodzeniu, a siekerka była bezużyteczna i jej nie używał. Jego kotrahent nie miał zapotrzebowania na kijek tylko nieodzowna była dla niego siekierka. Obydwaj wyszli z transakcji zadowoleni. Każdy uważa, że zyskał. Czy nastąpił przyrost wartości? Obiektywnie – nie. Subiektywnie – tak. Cena to narzędzie. Pomaga określić wartość. Z tej definicji wynika, że powinna ona przybliżac się do wartości. Ale skoro warość jest subiektywna a cena constans? To oznacza, że ta sama cena dla każdego jest inna!!! No właśnie. Dlatego dany towar jeden kupuje a drugi go nie kupuje, chociaż dla obudwu jest pożyteczny. Teraz przechodzimy do innej definicji ceny. Cena to cokolwiek z czego dana osoba musi zrezygnować w zamian za jednostkę nabywanego dobra. Nikt nie ma takiej ilości środków płatniczych, żeby kupić wszystko. dlatego pojawia sie problem wartościowania. Często słyszymy; kupiłbym bym sobie rower ale nie mogę, bo zbieram na wakacje. Nasz bohater wycenił rower w utraconych wakacjach i z niego zrezygnował uznając, że cena jest nie adekwatna do towaru. Na tym kończę. Polubiłem Pana „męczyć’”. Na pewno będzie Pan miał duzo swoich, niezwykle interesujących przemyśleń w zakresie ceny i wartości i się Pan z nami podzieli. A bajkę o Stryjku wysyłam do Pawła Kalińskiego, żeby był uprzejmy ja zilustrować.

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Q.J.

            3 maja 2011 o 11:04

            Ha! Dziękuję bardzo! Tak się zagalopowałem w obłoki, że zapomniałem o podstawach. Podstawach ekonomii… Ale zapewniam, że – wbrew pozorom – z socjalistami staram się mieć jak najmniej wspólnego;)

            Oczywiście, że nie ma czegoś takiego, jak obiektywna wartość! Wtedy nie byłoby handlu. W sumie to nigdy tak nie twierdziłem;) Wyszedłem od założenia, że w czasie pompowania bańki spekulacyjnej cena odrywa się od fundamentów. Tylko czym te „fundamenty” są? No więc nazwałem to wartością realną. Problem w tym, że dla każdego jest ona inna. Po co więc szumnie nazywać ją „realną”? To tylko komplikuje sprawę.

            W przypadku dóbr inwestycyjnych sprawa tylko z pozoru jest dość prosta – bo ich główną użytecznością są generowane przez nie przepływy pieniężne. Ale czy na pewno? Dlaczego ludzie wybierają bezpieczniejsze inwestycje od tych średnio bardziej zyskownych? Bo „spokojny sen” też ma swoją użyteczność – dla jednych większą, dla innych mniejszą. Tak samo prestiż. „Pecunia non olet” – ale czy każdy chciałby zostać „królem sedesu”, sutenerem, albo szambonurkiem? Z pewnością istnieje jeszcze milion innych cech każdej inwestycji, które każdy różnie wycenia. Poza tym wiele z nich ma jeszcze inne użyteczności – nawet dzieła sztuki: dostarczają wrażeń estetycznych (które wiele osób wysoko ceni). Dlatego ludzie handlują dobrami inwestycyjnymi.

            Tak czy inaczej, chyba nierozwiązany pozostaje problem: od czego „odrywa” się cena podczas powstawania bańki spekulacyjnej? Moim największym błędem było pomieszanie terminów wartości i ceny – wciągnięcie ceny zbycia do wartości. Więc może należy wyróżnić użyteczność („wartość”) i cenę zbycia? Tylko czy wtedy przychody pieniężne, generowane „po drodze”, można uznać za użyteczność? Ma Pan jakąś koncepcję?;)

            Dlatego nie lubię zbyt długo zostawać sam ze sobą… Uwielbiam krytykę! Nawet diament potrzebuje fachowej obróbki, żeby błyszczeć pełnią blasku. Oczywiście nie twierdzę, że jestem diamentem – ale przecież nawet ze zwykłego, szarego kamienia można wyrzeźbić coś ładnego;)

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            3 maja 2011 o 13:35

            Przypuszczam, że ten wpis o giełdzie otworzy pole do dyskusji o bańce spekulacyjnej. Ja ją zawsze widzę bardziej od strony kreacji pieniądza. Tak, że już przy giełdzie wrócimy do kwestii bańki spekulacyjnej czyli rynku ropy , nieruchomości, cukru.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
      • Łukasz Knużyński

        5 maja 2011 o 08:54

        Tak, ale istnieje jeszcze przypadek zakupu akcji np. młodej rozwijającej się firmy komputerowej pod cenie wykraczającej 4-ro krotność wartości księgowej, z nadzieją na wzrost jej obrotów 20 krotnie w następnych latach. To nie jest oczekiwanie na dywidendę, lecz wiara w spółkę akcyjną, że stanie się drugim Microsoftem, Aplle, Google (no może nie aż z taką ambicją, ale na firmę o dobrej wizji i sukcesach w zdobywaniu rynku)

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Krzysztof Habich

          5 maja 2011 o 11:12

          W porządku. Jednakże czy taka osoba robi to w czynie społecznym czy w celu zarobku. Jeżeli chce zarabiać i wie, że nigdy nie dostanie dywidendy i wszyscy to wiedzą, to co z tego, że firma się rozwija. Oczywiscie kupując na wtórnym rynku, nie przekazujemy kapitałów firmie tylko graczowi giełdowemu. Firma z tego, z zasady, nic nie ma. Nasza jedyna nadzieja na zarobek oparta jest na wierze, że ktoś od nas kupi te akcje za większe pieniądze niż my zapłaciliśmy. Można te akcje zastąpić dowolnym przedmiotem. Istnieje już spekulacja nieruchomościami wirtualnymi. Wszyscy wiedzą, że ich nie ma ale każdy liczy, że znajdzie się ktoś, że za ten nieistniejące nieruchomości na odległej planecie, ktoś zapłaci więcej.

          Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

           
          • Łukasz Knużyński

            6 maja 2011 o 07:59

            Rozumiem, rzeczywiście zakup akcji, które nie dają mi pakietu większościowego ani dywidendy ogranicza się do posiadania „losu na loterii”…. nie daje on żadnych praw i korzyści właścicielowi poza nadzieją na odsprzedanie go innemu graczowi. Nie da się zaprzeczyć – do tego się ogranicza standardowa gra na giełdzie. Osoba, która włożyła w dziesiątki akcji 10mln PLN, nie stała się właścicielem niczego realnego, lecz posiadaczem dziesiątek tysięcy „losów” (o ile nie zakupiła większości akcji jednej firmy). Wszystko zrozumiałem…. tylko że tak można również mówić o pieniądzu. Nie jest on niczym, żadną wartością realną, jedynie symbolem który możemy oddać komuś „naiwnemu” w zamian za realny towar… A posiadacz wielu milionów pieniędzy, jest biedakiem, póki nie zakupi za te pieniądze czegoś istniejącego w rzeczywistości materialnej.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            6 maja 2011 o 14:09

            Dokładnie tak.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
  5. Dominik Skoczek

    30 kwietnia 2011 o 14:11

    Czy będzie pan kandydował w tegorocznych wyborach z list UPR-WIP?? :)

    Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

     
    • Krzysztof Habich

      30 kwietnia 2011 o 18:12

      Nie będę kandydował ani z listy UPR -WIO ani z żadnej innej.

      Hot debate. What do you think? Thumb up 4 Thumb down 6

       
      • Q.J.

        1 maja 2011 o 09:56

        Oj tam, oj tam! Zawsze pan Krzysztof może pozostać zaprzyjaźnionym (tzw. niezależnym) ekspertem. Nie każdy chciałby się „bawić” w politykę – postarajmy się to zrozumieć…

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Krzysztof Habich

          1 maja 2011 o 10:19

          W roku 1995 zebrałem 100 000 głosów, zeby wziąć udział w wyborachh prezydenckich. Jeszcze nie dokonałem zgłoszenia gdy stanąłem przed sądem w Warszawie i dostałem 2 lata więzienia ( tzw.afera rublowa). W 1997 r kandydowałem na urząd senatora. W tym samym momencie w Siedlacach wyladował akt oskarżenia. Oczywiscie każdy z tych przypadków odbywał się przy akompaniamencie mediów podsycanych wywiadami udzialanymi przez prokuratowrów. Wyrok sądu warszawskiego sąd apelacyjny uchylił. 14 lat później prokuratura umorzyła postępowanie ze względu na brak znamion czynu zabronionego. W Sielcach, w 2002 roku, na przedostatniej rozprawie prokuratura wycofała akt oskarżenia twierdzac, że oskarżony (ja) w wystarczający sposób upprawdopodbnił fakt, iż zeznania były zbierane w sposób ograniczający swobodę wypowiedzi. (Teraz zaczynam zbierać te dokumenty. Będę je uwidaczniał na mojej stronie z zajawkami na blogu) Sprawę umorzono. Nie chcę, żeby za moim pośrednictwem kopali prawicę. A mnie państwo nienawidzi i jest gotowe zrobić dużo, żebym ja miał „kuku”. A przy okazji mnie i inni.

          Popierasz czy nie? Thumb up 3 Thumb down 0

           
          • Q.J.

            1 maja 2011 o 11:43

            Przepraszam za swoją ignorancję… O tym, że próbował Pan czynnie zająć się polityką nie miałem zielonego pojęcia. Tym większy respekt za walkę z pasożytem!

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 12:39

            Nie ma za co przepraszać. Po prostu zniknąłem. Wycofałem się w cień. Pan Kamil mnie podstępem wyciągnął. Teraz jeszcze wytwórnie filmowe chcą to spotęgować. Posypały się propozycje filmowe. Bo moje życie nawet dla daltonisty jest niezwykle kolorowe. Dlatego nigdy niczego nie żałuje. Uciekam. Zazwyczaj uciekam do przodu i pamiętam wszystko co miłe i nic więcej.

            Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 6 Thumb down 0

             
      • Q.J.

        1 maja 2011 o 16:36

        Swoją drogą, chyba przypadkiem wymyślił Pan całkiem chwytliwą nazwę dla post-UPRu: Wolność i Odpowiedzialność – w skrócie WiO. I jaka dwuznaczność! WiO darmozjady od koryta – i WiO do przodu;]

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
  6. Tomasz Bieńkowski

    30 kwietnia 2011 o 16:01

    Ciekawy wywiad, można poznać trochę historii, ale nie o to chcę zapytać.

    Kilka razy wspomniał Pan o majowym spotkaniu w Tarnowie, ale bez żadnych konkretów odnośnie czasu, miejsca i tematyki. Przydałaby się w związku z biegnącym czasem informacja ze szczegółami. To tak dla przypomnienia :).

    Pozdrawiam.

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • Krzysztof Habich

      30 kwietnia 2011 o 18:33

      Napiszę dokładnie. Będzie to 16 bądź 17 maja. Temat redystrybucja dochodów jako źródło biurokracji i podatków. Wszystko w atmosferze luzu i z towarzyszeniem muzyki.

      Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

       
  7. Paweł W.

    30 kwietnia 2011 o 21:23

    „Tylko idiota kupi akcje, o których wie, że zarobi na nich jedynie gdy sprzeda je innemu idiocie. To jest parodia systemu.”
    I to jest bardzo celne, zwięzłe i cenne.

    „W Polsce giełdowi gracze w ogóle nie patrzą na kondycje przedsiębiorstw.”
    Dyskutowaliśmy już o giełdzie przy innej okazji. Przyznałem się, że „umoczyłem” trochę pieniędzy na giełdzie i sam, swoim kosztem doszedłem do podobnego wniosku, co Pan.

    Prawdę mówiąc zdziwiłem się bardzo, że jakaś firma może w ogóle nie wypłacać dywidendy. Czyli, że ja, jako akcjonarjusz, czyli współwłaściciel firmy, nie mogę mieć z niej dochodu, mimo, że w nią zainwestowałem!

    A jeszcze bardziej zdziwiło mnie, jakiż to biznes mają w trzymaniu takich aukcji różni „Kulczykowie”? Szczególnie, że nie zauważyłem, aby wyzbywali się znaczących pakietów akcji, gdy cena idzie w górę.
    No chyba, że jeśli ma się pakiet kontrolny akcji, to można kazać się zatrudnić w tej firmie jako prezes i wyznaczyć sobie pensję, jako prezesowi. o_O

    No nic. Cieszę się, że idiotą już nie jestem. Zobaczymy, jakież dywidendy będzie wypłacać GPW S.A. ze swoich akcji? Może będzie to korzystniejsza inwestycja niż lokata bankowa?

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
  8. Tomasz Paw

    30 kwietnia 2011 o 21:56

    Czy dla was ta giełda jest zrozumiała? Kupuje akcje KGHM(czyli jakąś małą cześć tej spółki), wiec należy mi się cząstka tych zarobków. Przypuszczam, że celem każdego przedsiębiorcy jest zysk i rozwój. Nie bardzo rozumiem jak takie firmy mogą przynosić straty leżąc prawie na żyle złota?

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • Krzysztof Habich

      1 maja 2011 o 08:00

      Najlepszą receptą na straty są związki zawodowe. Ceny surowców (miedzi) idą w górę, to żadamy podwyżki Ceny maleją to my nie pozwalamy na obniżki. Pisać dalej czy to już Panu wystarczy?

      Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

       
      • Joanna Mazurczak

        1 maja 2011 o 08:21

        Ha! Kiedyś na pytanie, czy chciałabym więcej zarabiać odpowiedziałam koledze że nie – że wolałabym żeby wszystko było tańsze. Oczywiście nie zrozumiał. Popatrzył na mnie co najmniej jak na kosmitę…

        Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 7 Thumb down 0

         
        • Krzysztof Habich

          1 maja 2011 o 09:12

          Pani Joanno! Doczeka się Pani. Troche inflacji i potem denominacja i już Pani marzenie się spełniło.

          Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

           
          • Joanna Mazurczak

            1 maja 2011 o 10:37

            Już to przechodziliśmy. Straciły babcie co trzymały oszczędności życia w bieliźniarce…

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 11:02

            W tej dziedzinie wszystko juz było. Najlepsza metoda to dywersyfiakcja kapitału. Troche w bieliżniarce, trochę w obrączkach będacych pamiątkami po byłych meżach, trochę w działach sztuki, jakieś fajne nieruchomości (mogą być współudziały wielu oszczędzających) itp. Pani to wszystko świetnie wie.

            Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

             
          • Joanna Mazurczak

            1 maja 2011 o 11:24

            Pamiątki po byłych mężach ;) A to dobre!
            Najgorzej jak ogłoszą konfiskatę kruszców :/ , a po nieruchomości zgłosi się prawowity właściciel z Iz….a
            To też już przećwiczone…

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 12:35

            Pewnym rozwiązanem jest posiadanie ostatniego męża z Izraela. Nie ma zjawisk ekonomicznych na których wszyscy tracą. Zawsze jest grupa, która zyskuje. Taki mąż, to pomnożenie ilości nieruchomości i o drobnycg kruszcach można zapomnieć.

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Rumak

            1 maja 2011 o 15:29

            Myślę, że nie o to chodziło ;-). Ale życie bywa okrutne i spełnia marzenia nadmiernie dosłownie :-))))

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
      • Tomasz Paw

        1 maja 2011 o 09:37

        Napewno to znaczący czynnik, fajnie się bierze a gorzej oddaje.Ale wydaje mi się, że dochodzi tam jeszcze dużo niepotrzebnych wydatków, bo może inaczej wydaje im się kasę, która im lżejszą ręką przyszła? To nie jest kolejny powód?

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
    • Rumak

      1 maja 2011 o 09:35

      Przynoszenie strat to jest często wynik optymalizacji podatkowej ;-). Pan Krzysztof z pewnością mógłby wiele o tym napisać zamiast wykręcać się sianem czyli ZZ [to "siano" też ma swój wkład, nie przeczę] ;-)..

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Q.J.

        1 maja 2011 o 09:53

        Tylko czym innym jest zysk podatkowy – a czym innym zysk księgowy (który się publikuje)… Chociaż podatkowy zazwyczaj jest niższy – bo sporo kosztów księgowych nie jest podatkowymi „kosztami uzyskania przychodu” (tzw. NKUPy). To tak tylko gwoli ścisłości;) A spółki giełdowe jakoś mimo wszystko starają się zawsze jakiś zysk wykazać…

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Krzysztof Habich

          1 maja 2011 o 10:26

          Zysk księgowy to nagroda za dobrą pracę. Dochód (nie zysk) podatkowy to kara za dobrą pracę. Dlatego marzeniem jest mieć zysk i stratę. Oczywiście zysk księgowy a stratę podatkową. To jest sztuka. Zysk księgowy można pompować w nieskończoność jednakże na przeszkodzie stoi dochód podatkowy, który każde takie dopompowanie karze. Jeżeli kara dotyczy rzecztwistego zysku to można to jeszcze znieść. Dzielimy się tym co zarobiliśmy. Jeżeli, zaś kara dotyczy napompowanego zysku, to jest hamulec i to dobrze. Chociaż jestem specjalistą od rachunkowosci kreatywnej i sam tworzyłem w Polsce jej fundamenty, to jestem jej przeciwnikiem. Jest ona stosowana, bo jest taka potrzeba. Dlaczego jest taka potrzeba. O to trzeba zapytać się ustawodawców. Uczestnicy rynku tak tańczą jak im gra orkiestra ustawodawcza. Największym nieszczęściem jest mieć stratę i dochód!!!!!!! Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam.

          Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

           
      • Krzysztof Habich

        1 maja 2011 o 11:19

        Rumaku. Galopując w kierunku strat pod hasłem optymalizacji podatkowej można się zagolopować. Osobiścię wolę zapłacić 19% i wziąć sobie 81% niż nie zapłacić nic i nic sobie nie wziąć. Aż taki zawzięty na podatki, to ja nie jestem. Oczywiście trzeba je obniżać. Cel zyk dążacy do nieskończoności a dochód dążący do zera, Oczywiście nie dotyczy to obszarów zwolnionych z podatku dochodowego. Tam dochód może być tak samo duży jak zysk. Podatki to ciągłe analiza i ciągłe podejmowanie trudnych decyzji. Uciekając od podatków trzeba uruchamiać pralnie pieniędzy, żeby się nie wpakować w podatek od nieujawnionych dochodów.

        Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

         
        • Rumak

          1 maja 2011 o 15:44

          To jasne, że nawet rumak kochający galop może zagalopować się na śmierć. Ale optymalizacja ma prowadzić do optymalnego efektu a nie najmniejszego/największego czy odmrażania sobie uszu na złość urzędowi skarbowemu ;). Niemniej zwykle lepiej płacić podatków mniej niż więcej. Zwykle bardziej optymalnie jest zysk sobie jakoś wyjąć – zamienić go w koszt (nawet jeśli potem też go trzeba opodatkować – ale może mniej, może później, a Pan pewnie umie zrobić tak, żeby wcale), niż opodatkować, podzielić i jeszcze raz opodatkować ;-).

          W każdym razie nie jestem zwolennikiem unikania płacenia VATu poprzez (nie) kupowanie niczego :))).
          Ale usługi bez faktury i bez VATu kupuje niemal każdy. I nie sądzę, żeby wielu zastanawiało się nad moralną stroną tego zagadnienia. (żeby tak nawiązać do innego wątku bez cofania się do niego). Pogłowny – jest bardzo fajnym tematem rozważań, ale zgadzam się z Panem, że to w praktyce nie przejdzie…

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 15:54

            Dzisaj o podatkach mówimy, ze jest to zalegalizowany rodzaj kradzieży. Nie dać sie okraść, to dzielna postawa. Dlatego nie można mówić o moralności podatkowej w żadnym kraju w którym podatek jest złodziejstwem. Żeby mówić o moralności musi on być moralnie czysty. Dlatego dzisiaj, że ludzie go omiają, to nie można wyciągać daleko idących wniosków, że tak będzie zawsze. Oczywiście naturalnym prawem człowieka jest płacić jak najmniej podatku. Jednakże gdyby podatek wynosił nawet te 15% to nie wiem czy byłoby dużo chętnych na jego omijanie. Dziś VAT trzeba omijać, bo wtedy omija się jeszcze podatek dochodowy, akcyzę i często ZUS. Moje stanowisko, to niskie podatki, wyłącznie na utrzymanie państwa pobierane z jednego źródła. Na źródło poboru wskazuję obrót czyli wskazujkę na podatek VAT z dużym obszarem tematycznym wolnym od opodatkowania ( nieznaczny ryczałt).

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
  9. Joanna Mazurczak

    30 kwietnia 2011 o 23:45

    „Panuje powszechna opinia, że fortu­ny zawsze rodzą się w nieuczciwy sposób?”

    Tu też się nic nie zmieniło. Uczy się młodych ludzi na uczelniach że „american dream” to zawsze i wszędzie się może udać, a jak już komuś się w końcu uda, to szczują że lewizna….

    Pamiętam, jak moi rodziciele nie tak dawno temu jeszcze stwierdzili, że żadne z nas (mam kilkoro rodzeństwa) nigdy się nie dorobi dużych pieniędzy – bo za uczciwi jesteśmy i mamy skrupułów masę.

    No i z takiej „schizofrenii” wychodzą potem korporacyjne szczury – co to się chcą dobrymi papierami i awansowaniem finansowo ustawiać. A nawet, jak nic z tego nie wychodzi, to i tak dzielnie brną dalej. Aż żal.

    Popierasz czy nie? Thumb up 3 Thumb down 1

     
    • Q.J.

      1 maja 2011 o 00:09

      Albo to oburzenie, jak można brać pieniądze za coś, co lubi się robić;) Przecież powinno się to traktować jako hobby i cieszyć się samą myślą, ze możemy to robić – a zarabiać w pracy, której nienawidzimy;p A ja i tak mam plan żyć z tego, co lubię!;p

      Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

       
      • Joanna Mazurczak

        1 maja 2011 o 08:26

        No właśnie. Hobbysta nie dość że pracuje z zamiłowania to jeszcze nie patrzy na zegarek i jeszcze gotów do tego hobby dopłacać. Przy tym najczęściej przyzwoicie mu to wychodzi. O jakości życia nie wspomnę.

        Ale tak to jakoś się u nas porobiło, że firmy zamiast hobbystów wolą zatrudniać wyedukowanych specjalistów (o zupełnie innych talentach i zamiłowaniach, ale za to z dyplomem).

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Krzysztof Habich

          1 maja 2011 o 09:28

          Muszę Pani powiedzieć, że jak działałem na dużą skalę jako firma doradctwa finansowego a w szczególności podatkowego, to nigdy nie spytałem kandydata na pracownika czy ma dyplom. Dawałem każdemu temat do opracowania i jak zrobił to super dobrze, to się spotykaliśmy. Dawałem mu tekst przepisu i około 2 tygodni się spotukaliśmy codziennie i pytałem go o to co przeczytał ciekawego czego nie chciał napisać twórca przepisu. Mój rekord, to rozmowy przepisie o amortyzacji Miał wtedy dwie strony.

          Popierasz czy nie? Thumb up 3 Thumb down 0

           
    • Krzysztof Habich

      1 maja 2011 o 08:11

      Pani Joanno. Dziękuję Pani Rodzicom. Niech Pani sobie wyobrazi, że z maturą w ręku założyła Pani sklep. Zarabia Pani, ale co z tego skoro się Pani nie rozwija. My na blogu byśmy zostali skrzywdzeni. Pani wiedza jest naszym skarbem.
      A co do uczciwości. Jest to termin wieloznaczny. Dla jednego człowiek jest uczciwy dla drugiego – ten sam człowiek nie. Omijałem i omijam przepisy podatkowe. Slalom gigant. Czy to uczciwe? Samotna, bezrobotna matka oczekująca na becikowe rozmawiając ze swoim bezrobotnym konkubinem, który własnie wrócił z pracy na „szaro” powiedziała: ” nasze życie jest takie ciężkie, zasiłki dla bezrobotnych niskie, becikowe niskie, służba zdrowia byle jaka. Niedługo bedziemy mieli dziecko. Co ze żłobkiem – podobno podwyższają ceny i trzeba będzei płacić jej ok 15 % . Co potem z przedszkolem? Może też zwiększą odpłatność./ …/ To wszystko przez takich jak Habich. Habich powoduje, ze zarówno my, jak i nasze dziecko bedziemy mieli nędzną przyszłość”.

      Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 4 Thumb down 0

       
      • Joanna Mazurczak

        1 maja 2011 o 08:28

        :) Miłe, co Pan napisał. Dziękuję.

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
      • Rumak

        2 maja 2011 o 20:07

        Nad tym dumam już drugi dzień i nie wiem, czy nie narażę się znowu Panu Darkowi, ale wsadzę i tu swoje 3 grosze:
        - dlaczego to, że pani Joanna poszła do pracy w korporacji [? w każdym razie na etacie] miałoby sprzyjać jej rozwojowi, a otworzenie sklepu po maturze miałoby ją zatrzymać w rozwoju [a czemu nie po studiach? a czemu nie studiować i prowadzić sklep na raz?]?
        To jest wielce dyskusyjna teza moim zdaniem.

        Nie wiem w jakiej korporacji pracuje p. Joanna, ale kariera chyba w niemal każdej korporacji (pracowałem w korporacji krótko, ale moja żona wytrzymała dużo dłużej i sprawdziła kilka z niejakimi „sukcesami”) nie polega na tym, żeby się rozwijać (w takim jednoznacznie pozytywnym sensie, bo w jakimś tam sensie, w tym poniekąd oczywiście pozytywnym, oczywiście rozwijać się trzeba). To z jednej strony.
        Z drugiej – niektórzy ludzie rozwijają się bez względu na okoliczności, a inni nie specjalnie – także bez względu na okoliczności…
        Chyba znowu nie potrafię przyjąć właściwej perspektywy oceny tego stwierdzenia…

        Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

         
  10. Tomasz Paw

    1 maja 2011 o 09:47

    To najprostsze zgonić swoje niepowodzenie na kogoś, można usprawiedliwić swoje miejsce społeczne, brak ambicji. Osoba pracująca 30 lat w Polfie mówi mi, że powinna być solidarność w pracy i pracodawca powinien dzielić się z pracownikami proporcjonalnie dochodem. Spytałem czy równie solidarnie byłaby skłonna oddać swoje oszczędności, gdy firma byłaby na stratach. Odpowiedz to: NIE.

    Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 5 Thumb down 0

     
    • Karol

      1 maja 2011 o 10:02

      pracownik „wtłoczony w maszynerię” na własne życzenie

      (+- 58sek) -> http://www.youtube.com/watch?v=dEheU4mvfCw

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
    • Krzysztof Habich

      1 maja 2011 o 10:36

      Panie Tomaszu. Jeżeli ma Pan jeszcze jakieś wątpliwości to sugeruję zadać za 40 zł pytanie (wiążąca interpretacja) Ja Panu napisze odpowiedź. Oczywiście nie zapłaci Pan podatku, ale lepiej sprzedać w nowym roku podatkowym, żeby nie było widać w jednym PIT kupna i sprzedaży.
      A co do komentarza. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pracodawca to taka sama krowa dojna jak państwo. Pracownikowi się należy. Są pracownicy wspaniali i im się należy i są tragiczni a ich nawet zwolnić się nie da. Sztuka nie naruszania przepisów prawa pracy doprowadzona do perfekcji.

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Tomasz Paw

        1 maja 2011 o 21:31

        Dziękuje Panie Krzysztofie. Moje wątpliwości zostały rozwiane,gdyż otrzymałem „konkretną” odpowiedz od Pana(satysfakcjonującą)!

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
  11. zeki

    1 maja 2011 o 14:05

    Pozwolę sobie pociągnąć wątek VATu. JKM o tym pisał i to chyba jest najlepszy argument w obecnej chwili za VATem. Otóż jako członek (brzydki wyraz) Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (bardzo brzydki POtwór) zobowiązaliśmy się do VATu min 15%. O podatku dochodowym nic w kwitach nie ma więc spoko można go wykosić (ZSRE by się od samego faktu zniesienia podatku dochodowego w jednym z krajów rozpadł co daj Boże).

    Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

     
  12. tko

    1 maja 2011 o 17:53

    Kochani blogowicze, czy nie uważacie za stosowne żeby spotkać się na jakiejś wspólnej imprezie, jak dla mnie to nie potrafię pisać, próbowałem już z 10 razy, napisałem wieczorem a rano po przeczytaniu wyrzuciłem do kosza, felietonisty ze mnie nioe będzie, jestem w stanie zorganizować takie spotkanie gdzieś w środku Polski, mam nadzieję że pan Krzysztof to poprze i będziemy mieli możliwość porozmawiać na żywo i poznać się, może lipiec lub sierpień

    Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 4 Thumb down 0

     
    • Joanna Mazurczak

      1 maja 2011 o 17:59

      Panie Tomku, ja każde pisanie zaczynam kilka razy. Najpierw jak krew z nosa. A potem nagle słowotok. Muzy są kapryśne ;)
      Sprawne pisanie jest uzupełnieniem sprawnego myślenia – jak napisał Hazlitt. I coś w tym jest. Ile cudownych rzeczy by nie powstało, gdyby nie barowe serwetki ;)

      Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

       
      • tko

        1 maja 2011 o 19:16

        Pani Joanno, cieszę się że Pani tak się zdarza, ja chyba jestem inny i nieraz mi się zdarza wena do mówienia w towarzystwie kiedy zawsze mogę na bierząco wyjaśnić co dokładnie mam na myśli, z pisaniem chciałbym być nieomylny w tym co chcę przekazać i nigdy mi się to nie udaje, ale może kiedyś

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Q.J.

          2 maja 2011 o 00:08

          Z „Poradnika młodego pisarza”, pisanego w słonecznym Wrocławiu:

          „… Z pisaniem jest trochę jak z wychowywaniem dzieci. Nie staraj się napisać tekstu idealnego – taki Ci nigdy nie wyjdzie. Staraj się napisać tekst wystarczająco dobry. Dobry do czego? Do tego, żebyś był z niego zadowolony; nie tylko dziś – ale i za rok, kiedy go przypadkiem przeczytasz. Na taki z pewnością Cię stać!

          Nigdy nie pisz na siłę. Jeśli naprawdę nie masz pomysłu – daj sobie z tym spokój. Zawsze możesz zacząć pisać co innego; fachowcy nazywają to
          pisaniem równoległym. Ale jeśli coś Ci wpadnie do głowy – jak najszybciej to zapisz. Formą się nie przejmuj – zawsze możesz to poprawić. Lepszy rydz niż nic. A pomysły często uciekają.

          Jeśli skończysz coś pisać – pójdź sobie zapalić. Jeśli nie palisz – zacznij; albo zrób sobie kawę. Kiedy skończysz, przeczytaj tekst jeszcze raz. Nie puszczaj w świat niczego, czego nie przeczytałeś! Wtedy wykryjesz masę mniejszych i większych błędów. Popraw je – i uzupełnij wykryte braki. Nie krępuj się, jeśli uznasz, że coś trzeba usunąć – choćby to był większy fragment. Gdy Ci go szkoda – ale nie pasuje do całości – zapisz sobie go gdzie indziej. Idź spać.

          Następnego dnia obudzi Cię nieprzeparta chęć, żeby przeczytać wszystko raz jeszcze. Pofolguj sobie. Skracaj zdania, łącz, dziel, wykreślaj, zmieniaj kolejność. Sprawdzaj, czy nigdzie się nie powtarzasz. Jeśli stwierdzisz, że i to nie pomogło – daj sobie spokój. Przeczytaj tekst za dwa dni – całą procedurę powtarzając raz jeszcze. Jeśli stwierdzisz, że i to nie pomogło – schowaj do szuflady. Nigdy nie wyrzucaj! Skąd wiesz, czy jakiś fragment tego tekstu nie przyda Ci się w innym? Poza tym za rok będziesz mógł go przeczytać – a później wypunktować i nazwać jego wady. Żeby pokonać przeciwnika, trzeba go poznać. A znajomość imienia to pierwszy stopień poznania.

          Zwracaj uwagę na interpunkcję – tekst powinien być nie tylko sensowny, ale i przejrzysty. Co prawda, mistrzowie potrafią obyć się bez interpunkcji (jej brak nie skrywa i tak żadnego sensu) – my jednak nie aspirujemy na mistrzów. Jeśli masz problemy z wyborem pomiędzy przecinkiem, myślnikiem, średnikiem a kropką – czytaj. Nie jakieś poradniki młodych pisarzy – ale dzieła mistrzów. Tych, których styl pisania najbardziej Ci odpowiada. W żadnym razie nie staraj się ich podrabiać! Z czasem wyklaruje się Twój własny styl pisania.

          I pamiętaj: świat nie jest czarno-biały. Nie myśl, że kiedykolwiek uda Ci się napisać coś, z czego będziesz zadowolony w każdym calu. Mistrzowie potrafią przez całe życie pisać jedno zdanie. My jednak nie aspirujemy na mistrzów. Zawsze przyjdzie moment, w którym stwierdzisz, że coś Ci nie gra – ale nie wiesz co. To znaczy, że czas uznać dzieło za skończone; przynajmniej na tym etapie Twojego rozwoju. Jeśli uznasz je za wystarczająco dobre – puść w świat. Jeśli za zbyt marne – do szuflady.”

          Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

           
          • Joanna Mazurczak

            2 maja 2011 o 09:19

            Z rady o paleniu nie skorzystam. A z piciem kawy walczę – lubię niestety.

            Pozostałe jak najbardziej warte uwagi ;)

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
      • Krzysztof Habich

        1 maja 2011 o 20:16

        Pani Joanno. Uprzejmie proszę zaczynać już pisanie nowego wpisu. Bo te kilka razy a wpisów potrzeba i potrzeba.

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Joanna Mazurczak

          1 maja 2011 o 20:33

          No to ja chyba muszę wpierw do baru… po te serwetki…

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
          • Krzysztof Habich

            1 maja 2011 o 20:36

            Proszę nie czekać na pogodę barową, bo zycie jest krótkie. Przyniesiemy Pani serwetki, bo Pani wpis jest wart naszego wysiłku.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
    • Karol

      1 maja 2011 o 18:50

      spotkanie = bardzo dobry pomysł

      Popierasz czy nie? Thumb up 3 Thumb down 0

       
    • Krzysztof Habich

      1 maja 2011 o 18:58

      Ja jestem zawsze do Waszej dyspozycji. Jeżeli zaczynam jakąś incjatywę, to – po pierwsze staram się ją ukończyć, po drugie – jak najlepiej ją przeprowadzać. Taki wniosek składałem na spotkanie po Kongresie Nowej Prawicy. Nie „chwyciło”. Jeżeli kiedykolwiek dojdziecie do wniosku, że macie ochotę spotkać się, to oczywiście i ja się pojawię. Termin dla mnie bez znaczenia. Będą zgłoszenia, to powołamy komitet ogranizacyjny i już.

      Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 7 Thumb down 0

       
      • zeki

        1 maja 2011 o 23:36

        szczerze gadam, że chciałem na samo spotkanie z Wami (i oczywiście z naszym Gospodarzem) przyjechać. Na kongresie nie mogłem być ale wieczór już rezerwowałem. Szkoda, że nie wypaliło. Jestem ofc za spotkaniem i jakby było gdzieś w środku Polski to byłbym happy.

        Mam tutaj jedną uwagę techniczną: system komentarzy jest dość kiepski na dogadywanie takich spraw. Może by jakie forum posadzić gdziekolwiek?

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
    • Karol

      1 maja 2011 o 19:12

      Panie Tomku, jakie miasto i jaki termin Pan proponuje, proszę brać pod uwagę, że człowiek żyje tylko średnio kilkaset miesięcy. Im bardziej dręczony fiskalnie tym pewnie krócej, trochę z tych miesięcy już przeżyliśmy, nasze dni są policzone, sprawa jest nie cierpiąca zwłoki !!

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
    • Rumak

      2 maja 2011 o 20:10

      Napisz w piątek i prześlij tekst jeszcze wieczorem Panu Krzysztofowi :-). Niestety Twój „problem” z pisaniem nie jest tylko Twój ;-).
      Człowiek ma w sobie takiego krytyka, którego trzeba wyprzedzić.

      Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

       
  13. tko

    1 maja 2011 o 17:56

    i polecam blog http://blogtechniczny.blogspot.com/

    Popierasz czy nie? Thumb up 3 Thumb down 0

     
  14. tko

    1 maja 2011 o 18:06

    co do VAT jest to jeden z „najsprawiedliwszych” podatków, na razie ma jeden zasadniczy minus, istnieją różne stawki co prowadzi do kombinacji i na praktycznie tym samym produkcie można nic nie zarobić albo zostać milionerem

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • Krzysztof Habich

      1 maja 2011 o 19:04

      Myślę, że o z tymi stawkami trochę Pan przesadził, ale oczywiście stawka powinna być jedna. dochodzić do stawki powinno się sukcesywnie. Obszary trudne do skontrolowania powinny być od VAT wolne. Przykładowo taksówki. Dzisiaj nie mogą być wolne bo rusza handel fakturami w celu zwiekszenia kosztów. Jeżeli nie będzie podatku dochodowego to ten handel zaniknie. Sukcesywność wprowadzania wynika z faktu, iż zapowiedź podwyżki cen zwiększy sztucznie popyt na określone grupy towarowe i gwałtowne obniżenie po podwyższeniu podatku VAT ze względu na podwyżkę cen i na wcześniejsze zaspokojenie potrzeb. Gospodarki nie można wyprowadzac z równowagi bo później długo do niej wraca a koszty zakłócenia ponoszą obywatele.

      Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

       
      • tko

        1 maja 2011 o 19:26

        Panie Krzysztofie jak zwykle ma Pan rację, tego brakuje mi w poglądach Pana Janusza, on uważa że wprowadzenie natychmiast i odgórnie wszystkich zmian na raz natychmiast zmieni rynek, ja raczej nie wierzę w to, trzeba po kroczku ludzi przekonać aby nie było znów nowej rewolucji, no chyba że stanie się coś strasznego i władzę i prawodawstwo przejmie dyktator (oby nie socjalista)

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Krzysztof Habich

          1 maja 2011 o 20:31

          Z gospodarką jest jak z wahadłem. Jezeli ją rozhuśtamy to długo wraca do równowagi, a każde wahnięcie kosztuje kraj. Oczywiscie Pan Janusz ma swoją rację. Jest mnóstwo przepisów, które nie dotycza gospodarki , a które można zmienić szybko i w sposób docelowy. Problem polega na tym, że trzeba wszystko przygotowywać. Kiedy ja tworzę jakiś system z inżynierii finansowej, to jednocześnie rozpracowuję wszelkie jego aspekty. Każdy punkt jednej umowy znajduje stosowne odzwieciedlenie na innych umowach. Każda umowa to jakaś akcja, ktora pociąga reakcję. Reakcja to energia. Energię trzeba wykorzystać dając jej praktyczne ujście. Jednocześnie trzeba zminimalizować negatywne skutki jakie ta umowa może wywołać. To znajduje wyraz w nowych przepisach umowy i znowu trzeba analizować skutki tych blokad i ujść. Tak aż do chwili gdy wygasną nawet najmniejsze wahnięcia. Jest to wiedza, praca, doświadczenie i konsekwencja. Przy prawie jest to samo. Trzeba jednocześnie zmieniać wszystko. Odpowiadać musi jedna osoba, która to koordynuje, z mnóstwem pomocników. Każda zmiana jednej ustawy pociąga za soba zmiany w innych ustawach, oraz rozporządzeniach, zarządzeniach a nieraz i regulaminach. Wszystko to trzeba ogarniać. Inaczej to tak jak człowiek by się ubierał nie patrzac jakie ma spodnie i by wkładał buty. Nie patzrąc na koszulę dobierał krawat itd. Do tego potrzebna jest kadra własna lub najemna. Najemna kadra to pieniądze. Tych prawicy brakuje. Własnej kadry nie ma. Mówienie o zmianach hasłowo nie wzbudza zaufania. Wzbudzenie zaufania to plik aktów normatywnych, spójnych, konsekwetnych, wykonalnych i akceptowalnych przez ogół społeczeństwa przy jego obecnym nastawieniu i oczekiwaniu od państwa, żeby było krową dojną. Inaczej prawica nie ma szans.

          Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 5 Thumb down 0

           
  15. Krzysztof Habich

    1 maja 2011 o 19:13

    W kwestii spotkania i bloga. Pragnę zwrócić uwagę, że grupa zwana przeze mnie „blogowa Rodziną” jest mało liczna. Niezależnie od spotkania warto „popracować nad jej rozszerzaniem. Nie jestem specjalistów od blogów. Jednakże odnosze wrażenie, że tematy muszą być różnorodne i przedstawiane przez zwolenników różnych opcji społecznych. Dlatego liczę na Was,że zachęcicie swoich znajomych do aktywbego udziału w blogu. Nie ukrywam od początku, że trochę chcę Was „wykorzystać” przy pisaniu książki. Blog staje się dla mnie barometrem zainteresowań poglądów i teorii. Potężne kawalki niektórych komentarzy, to gotowe fragjmenty książki. Za to Wam dziękuję. Jednakże małe grono za jakiś czas się znudzi sobą i swoimi znanymi już poglądami i … odejdą od nas. Szkoda jak by tak było, więc starajcie się i prosze o wpisy na blog.

    Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

     
  16. Krzysztof Habich

    1 maja 2011 o 21:30

    Moi drodzy. Pragnę Wam zwrócić uwagęna kwestie wysokości opodatkowania. W roku 1997 podatek dochodowy od osób prawnych wynosił 40% dochodu. Zgodnie z treścią wywiadu za zwolnienie brałem honorarium w wysokości 50% podatku czyli 20% dochodu. Tym samy zamiast 40% dochodu firma płaciła 20% dochodu jako honorarium. Niestety zrodziła się konkurencja. Stanął przeciwko mnie najsilniejszy z możliwych konkurentów – państwo. Co zrobiło państwo. Obniżyło podatek dochodowy na 19% dochodu. Tym samym w oczywisty sposób zostałem wyeliminowany. Po co mi płacić 20% dochodu (50% podatku) jak można państwu płacić 19% dochodu. Widać, że konkurencja czyni cuda. Jednego tylko należy żałować, że nie wyceniłem wtedy swoich usług na 30% dochodu. Państwo obniżyłoby podaatki na 9%. Byłoby fajnie. Inaczej mówiąc, jeżeli ktoś uważa, że podatek dochodowy w Polsce jest za wysoki, to sie przyznaję, że to moja wina. Jeżeli zaś uważa, że jest niski, to nieśmiało mówię – to moja zasługa.

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • Tomasz Paw

      1 maja 2011 o 21:41

      Zawsze lepiej płacić 19% niż 40%, nie wspominając już o dawniejszych czasach. Czy to też było Pana sprawką, że z 85% spadło do 40%? Może będziemy się od Pana sumiennie uczyć i za parę lat zejdziemy do stawki (-10%). Dochodowy połączy się z dofinansowaniem i już oszczędzimy na biurokracji.

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Krzysztof Habich

        1 maja 2011 o 21:51

        Niestety, to nie moja zasługa. Za podatki wziąłem się zawodowo dopiero w 1991 roku., gdy skończyło się zwolnienie podatkowe dla firm polonijnych. Ale sporo przepisów zostało dzięki (przeze mnie) zmienionych.

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
    • zeki

      2 maja 2011 o 07:02

      No dobra ale zapewne są firmy, którym opłacałoby się nie zapłacić 19% tylko fiskusowi figę a Panu powiedzmy te 9% (niech tam mają) Przy dużych sumach oszczędności mogłyby być spore.
      Chyba, że wyjdziemy z założenia, że lepiej zapłacić i mieć spokój od fiskusa niż nie zapłacić i wprawdzie mieć oszczędności ale i kontrole na karku…

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Krzysztof Habich

        2 maja 2011 o 11:22

        Problem, że i zwolnienie z podatku kosztują. Połówka dużego jabłka to dużo. Połówka małego jabłka to też połówka ale to już może być za mało. Dlatego funkcjonuje krzywa Laffera.

        Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

         
  17. Krzysztof Habich

    2 maja 2011 o 00:00

    Ten wywiad „wykopałem” w trakcie porzadków. Ponieważ wywołał ożywioną dyskusję, to za jakiś czas uszczęśliwie Was znowu jakimś kawałkiem historii. Sami sobie jesteście winni. Współczuję.

    Popierasz czy nie? Thumb up 3 Thumb down 0

     
    • Q.J.

      2 maja 2011 o 00:15

      Chcącemu nie dzieje się krzywda!;p

      Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

       
      • Tomasz Paw

        2 maja 2011 o 06:42

        Myśle, że co nas nie zabije …… , więc czekamy :)

        Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

         
        • zeki

          2 maja 2011 o 06:59

          Dzięki, że nas Pan uprzedził :D Będziemy gotowi na wszystko :DDD

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
    • Joanna Mazurczak

      2 maja 2011 o 09:15

      Czekamy na więcej. I na uchylenie rąbka tajemnicy – chodzi mi o wnioski z ostatnio prowadzonych testów…

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Krzysztof Habich

        2 maja 2011 o 11:26

        Pani Joanno! Jeżeli to był komentarz związany z moją osoba, to przyznaję sie bez bicia, że się pogubiłem (wiek daje mi specjalne w tym zakresie prawa, szczególnie, ze korzystam z diety proteinowej). O co chodzi z tymi testami?

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Joanna Mazurczak

          2 maja 2011 o 11:41

          Tłumaczył Pan ostatnio swoją nieobecność na blogu testowaniem służby zdrowia…

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
          • Krzysztof Habich

            2 maja 2011 o 12:07

            Dalej testuję. Wychodzę w czwartek.Wczoraj byłem na przepustce. Dziś już do wieczora zamilknę. Dwa miesiące temu byłem w prywatnym szpitalu – rewelacja. Lepiej niż super. Jednoosobowy pokój, duża łazienka, telefon miejski, łóżko na pilota, telewizzor też na pilota. Sniadania i kolacje przygotowują pilegniarki. Obiad z restauracji. Lekarze poświęcali mi dużo czasu. Teraz jestem w państwowym ale komercyjnie. Ja bym ten szpital zlikwidował natychmiast. NFZ za wielu płai, ktorzy mogliby w ogóle tam nie być. Nocóż darowanemu koniowi … . Pozdrawiam i zapraszam na opóźnioną bajkę w drugiej części środy. Spotkamy się z rozrzutnym Wróbelkiem.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Joanna Mazurczak

            2 maja 2011 o 12:15

            To ja Panu powiem, że testowałam (nie z własnej woli) przez 2 i pół roku – różne placówki. I prywatne i państwowe. Efekt był taki, że dwa i pół roku temu przestałam korzystać i z jednych i drugich, co przychodzi mi o tyle łatwiej, że po zaprowadzeniu kilku nowych zwyczajów w rodzinie ustały problemy zdrowotne. Nie całkowicie niestety – ale mieszkając w środku dużego miasta i stołując się poza domem (czasami) nie wszystkiego można uniknąć.

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
  18. Michael Bolton

    2 maja 2011 o 13:21

    Pytanie laika:
    Czy VAT wliczany w cenę paliwa jest liczony od ceny surowca czy od ceny surowca+akcyza? Innymi słowy czy akcyza jest podlegającą obłożeniu VATą wartością dodaną?

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • Joanna Mazurczak

      2 maja 2011 o 14:13

      VAT naliczają od ceny zawierającej już akcyzę.

      Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

       
      • Tomasz Paw

        2 maja 2011 o 14:28

        To nieźle. Opodatkowuje się podatki. Ale skoro wszyscy równi to akcyza też nie uniknie podatku. Tak na marginesie akcyza to towar czy usługa?

        Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

         
        • Joanna Mazurczak

          2 maja 2011 o 14:31

          Ha ha! Ani nie towar ani nie usługa tylko „przysługa” ;D

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
          • Tomasz Paw

            2 maja 2011 o 16:38

            No fakt….urzędnicy robią to w ramach przysługi „za darmo”, w ramach dobrej woli. Kasę biorą tylko za bezczynne siedzenie za biurkiem a reszta to przysługa :)

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Joanna Mazurczak

            2 maja 2011 o 18:07

            Czy bezczynne czy nie… Niektórzy naprawdę ciężko i uczciwie pracują – i wierzą, że tak trzeba. Nie zastanawiają się za to, czy ta ich praca ma w ogóle jakikolwiek sens.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            2 maja 2011 o 20:28

            Proponuję, żeby łowili ryby. Będzie to nas taniej kosztowało ( o urzędnikach)

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
        • Krzysztof Habich

          2 maja 2011 o 20:26

          Widzę, że Panu Tomaszowi marzą się podatki w szarej strefie. Czyli podatki, które unkają podatków. Jezeli kupiliśmy towar od „nievatowca”. To już Vat naloczony przy nabyciu jest w jego cenie netto. Potem od tej ceny nalicza się akcyzę i od tego, co wyjdzie nalicza się podatek VAT. Podatkowy warkocz: VAT – akcyza – VAT.

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
          • Tomasz Paw

            2 maja 2011 o 21:04

            Szara strefa na dojście do pewnego poziomu jest fajna,ale potem są ograniczenia z rozwojem-przykład czujek chociażby. Kiedyś byłem zdania, że szaro-czarna strefa nie daje spać po nocach,ale powoli zmieniam zdanie, że prowadzenie działalności w niektórych przypadkach bywa bardziej stresujące.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            2 maja 2011 o 21:19

            Pan Tomasz mnie nie zrozumiał. Żartowałem, chodziło mi, że akcyza powinna przejść do szarej strefy, to by nie wpadła w szpony podatku VAT. A tak jest VAT od akcyzy.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
  19. Tomasz Paw

    2 maja 2011 o 19:55

    Zapewne ma pani racje. Wydaje mi się, że ciężko o zadowolenie z takiej pracy, gdyż większość ludzi potrzebuje uznania i docenienia owoców swojej pracy, a takiej „niepotrzebnej pracy” jest to ciężkie do osiągnięcia. No chyba, że załatwia się coś komuś pod biureczkiem….nie uogólniam oczywiście.

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • Michael Bolton

      2 maja 2011 o 20:02

      No skoro to nie jest ani towar ani usługa to może dało by się to wrzucić rzecznikowi spraw obywatelskich? Efektów może nie być, ale niech trochę zamiesza w tym szambie…

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Krzysztof Habich

        2 maja 2011 o 20:39

        problem polega na tym, że podatek VAT nalicz się od ceny sprzedaży, a to jest jej składnik, a nie samoistny, opodatkowany byt.

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Tomasz Paw

          2 maja 2011 o 21:09

          Mam tylko nadzieje,że żadna z osób, które Pan kiedyś zatrudnił z ministerstwa i wyuczył nie zechcą tam wrócić. To byłby nasz koniec.

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
          • Krzysztof Habich

            2 maja 2011 o 21:19

            Są teraz liczącymi się doradcami podatkowymi. Tak, że nie ma problemu.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Rumak

            2 maja 2011 o 21:31

            A czy gdyby wrócili do ministerstwa, to byłby problem? Czy raczej mielibyśmy lepsze prawo? [lepsze - dla kogo ;-)?]

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Tomasz Paw

            2 maja 2011 o 21:52

            No wiec teraz zadaje sobie pytanie,czy prawo jest dla nas czy przeciwko nam?

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • zeki

            2 maja 2011 o 22:06

            PRZECIWKO NAM! Przynajmniej do momentu aż wprowadzimy nasze jedynie słuszne prawo :D

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            2 maja 2011 o 22:06

            Zależy jakie. Jest dla nas i przeciwko nam.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Tomasz Paw

            2 maja 2011 o 22:47

            Czy tylko u nas są takie problemy? Jak się ma do nas reszta Europy Zachodniej w kwestii:
            1. ilości dzienników ustaw
            2. ciężkiego języka prawniczego
            3. odmiennych interpretacji U.S. w podobnych sprawach?

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • zeki

            2 maja 2011 o 22:04

            a po kij by tam mieli wracać??? Kasy dostaną ułamek. Wykazać się nie bardzo jest jak… Awans jak masz plecy… A tu jak dobrze pogłówkują to do końca życia będą mieć wszystkiego ile dusza zapragnie…

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            2 maja 2011 o 22:06

            Odnoszę wrażenie, ze osoba, która pracowała w kwestiach wyszukiwania możliwości podatkowych, tworzyłaby lepsze prawo. Lepsze dla tych, którzy chcieliby je prestrzegać, a żeby to robić , musieliby je znać. Czyli zrozumiałe prawo. Szersze spojrzenie praktyka chroniło by przed różnymi wypadkami przy pracy. Np zryczałtowany podatek od przychodów był, przy sprzedaży biletów miejskich, wyższy niż uzyskiwana marża (fakt taki zaistniał). Efekt – zablokowanie sprzedaży biletówkomunikacyjnych.. Oczywiście trudniej byłoby sie przed ich twórczością ochronić.

            Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

             
          • Krzysztof Habich

            3 maja 2011 o 06:46

            Systemy polityczne na świecie sprzyjają wtykaniu nosa w najdrobniejsze życie cżłowieka. To rodzi potrzebę tworzenia szczegółowego prawa. Szczegółowe prawo z zasady jest niezrozumiałe, bo jest tak obszerne, że nie można go poznać. To też maszyna do tworzenia biurokracji. Jeżeli się państwo nie odczepi od ludzi na wielu płaszczyznach ich życia, to nigdy biurokracja nie ulegnie pomniejszeniu, bo jest ona po to żeby wykonywać prawo. Przygotuję ciekawy wykres ( nie umiem go rysowac na komputerze – może ktoś pomoże). Wzrost ilości prawa a wzrost ilości urzędników.
            To wyjaśnia wszystko. Dlatego nie wierzmy komuś kto mówi, że zwolni urzedników, gdy nie chce uchylić 50% przepisów prawa. Nie wirzmy komuś kto mówi, że obniży podatki , jeżeli nie wskaze jak chce obniżyć wydatki itd.

            Popierasz czy nie? Thumb up 3 Thumb down 0

             
        • Q.J.

          3 maja 2011 o 00:10

          Zresztą chyba podobnie jest z cłem…

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
          • Krzysztof Habich

            3 maja 2011 o 05:52

            Oczywiście. Dlatego moim zdaniem męczenie rzecznika jast zbyteczne. On nie jest od zmiany systemu.

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
    • Tomasz Paw

      2 maja 2011 o 22:01

      A to przepraszam…niepotrzebnie sam się nakręciłem :)

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
  20. Tomasz Paw

    3 maja 2011 o 08:46

    To może gdybyśmy nie mieli natury omijania przepisów prawo byłoby stabilne. Stalibyśmy sobie spokojnie przed murem,ale wiedzielibyśmy gdzie on jest a tymczasem mur ciągle się przemieszcza. Oczywiście on jest wszędzie i najprostszą metoda jest iść prosto i sam się znajdzie, jednak mam świadomość, że na niektórych drogach czai się Robin Hood. Zabiera bogaty i daje biednym a przy okazji najwięcej sobie.

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • maja kotowska

      3 maja 2011 o 09:15

      JKM wyjasnial kiedys dlaczego prawo jest skomplikowane- bo tworza je prawnicy. lezy to w ich interesie aby takie bylo bo dzieki temu beda zatrudniani do interpretacji. A wzrost biurokracji jest z kolei powiazany z demokracja. Partia, ktora jest aktualnie u wladzy zatrudnia wieksza liczbe urzednikow i daje im przywileje zeby sobie zapewnic elektorat na przyszle wybory. a ten elektorat jest naprawde duzy bo biurokracja to nie tylko urzednicy zatrudnieni w urzedach ale np. nauczyciele tez teraz sa urzednikami panstwowymi, i inne grupy zawodowe

      Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 4 Thumb down 0

       
    • Krzysztof Habich

      3 maja 2011 o 09:27

      A czy jak przechodzi Pan przez jezdnie to omija Pan latarnie? Czasami tak. Jednakże są one tak rzadko, że z zasady przechodzi Pan nie musząc ich omijać. Oznacza to, że są dwie postacie omijania przepisów; czynna czyli zamierzona, oparta na perfekcyjnej ich znajomości oraz druga – przypadkowa, oparta na nie trafianiu na nie. W miarę uszczegółowiania tego prawa, zanikają przypadkowe jego omijania. Jednakże różnorodność życia ludzkiego jest tak wielka, że ciągle pojawiają się nowe obszary, którego prawo nie przewidziało. (z ostatnich komentarzy) zakaz budowy domów i nagle okazuje się, ze ktoś jedzie wozem i nawet jak w nim mieszka to nie narusza prawa, bo wóz to nie dom. Rodzi to potrzebę uszczegółowienia prawa.
      Konkluzja I.
      Gdybyśmy byli zdyscyplinowanym (zastraszonym) społeczeństwem to nie omijalibyśmy prawa umyślenie, jednakże byłoby one omijane przypadkowo. Umyślne omijanie prawa przyspiesza jego uszczegółowienie a nie je wywołuje, bo i tak przyszedł by taki moment, w którym ktoś przypadkowo znalazłby się w takliej sytuacji, którą kreował „omijacz” przepisów.
      Konkluzja II
      prawo nie może wciskać się w każda szparke, bo z jednej strojny uniemożliwia omijanie go a z drugiej strony staje się nieczytelne ze wzgledu na jego noeprzebrany gąszcz.

      Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

       
      • Michael Bolton

        3 maja 2011 o 10:27

        Panie Krzysztofie – konkluzja II to masło maślane :-)

        Komplikacja prawa wynika z chęci kontrolowania wszystkiego. Prawo powinno określać precyzyjnie podstawowe aspekty życia społeczności – zestaw minimum np. bazując na X przykazaniach.
        Jednakowoż rządzący uzurpują sobie prawo do prowadzenia „ciemnego ludu” niczym bydło na postronku więc otaczają pastwiska drutami kolczastymi, puszczają prąd w te druty. Dalej… w ogóle nam zabronią wypasania się – pozostanie boks w oborze i robienie pod siebie.
        Ponieważ życie jest przebogate, to ich prawne rozwolnienie trwa w najlepsze próbując za tym nadążyć. Uszczegóławiają, dodają nowe okoliczności, zamykają furtki itd. Co więcej ich działania są często sprzeczne z tym co ustalili wcześniej dzięki czemu dochodzi do sytuacji, że „na każdego znajdzie się paragraf”.
        Reasumując – stanowiący prawo bez względu na szyld polityczny zawsze traktują ludzi jak debili, którymi trzeba sterować. Nie mieliśmy jeszcze w III RP partii (rządzącej) która na pierwszym miejscu stawiała by WOLNOŚĆ – sam tylko lewacki pomiot.

        Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

         
        • Krzysztof Habich

          3 maja 2011 o 10:54

          Może tak Pan odczuł. Mnie chodzi o to, że nie jest dobrą drogą tworzenie gąszczu przepisów. Uszczelnianie nie ma sensu w drobiazgach. W sprawach poważnych szczegółowe prawo (prawo karne) a w innych, jeżeli ktoś omija, to niech omija. Z każdego kranu kapie woda. Można go uszczelnić tylko po co. Jeżeli jedna kropelka na miesią kapie to niech kapie.

          Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

           
    • Joanna Mazurczak

      3 maja 2011 o 10:23

      Najgorzej, gdy bogatym zabiera tyle, że się stają biedni – a wtedy teoretycznie powinien im oddać zabranie ;)

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Joanna Mazurczak

        3 maja 2011 o 10:26

        „zabrane” miało być, a nie „zabranie”…

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
      • Krzysztof Habich

        3 maja 2011 o 11:01

        O to chodzi. Zabieramy jednemu dajemy drugiemu a potem odbieramy drugiemu i dajemy pierwotnemu posiadaczowi. Ma to charakter postępu geometrycnego malejącego. Za każdym razem mniejszą kwotę przekazujemy. Aż wszystko się wyzerowało. Zapanowała równość. Nikt nic nie ma. a co sie stało z pieniędzmi? Poszła na prace naszych urzędników, którzy te pieniądze pracowicie przetaczali.

        Well-loved. Like or Dislike: Thumb up 6 Thumb down 0

         
  21. Tomasz Paw

    3 maja 2011 o 10:59

    Z tego co napisał Pan Krzysztof dochodzę do wniosku, że jeżeli prawo jest tworzone, żeby nam wiązać ręce to my starając się uwolnić szukamy ucieczki. Te ucieczki lub „przypadkowe” poszukanie dziury powoduje próbę uszczelnienia. Więc ludzka kreatywność i przypadki przytrafiające się w życiu nie pozwolą kontrolować społeczeństwa w 100%. Więc możliwości zawsze będą, jeśli będziemy do tego zmuszani. Jedynym wyjściem jest w takim razie stworzenie prawa bardziej przejrzystego, prostszego, nie wnikającego do każdej sfery naszego życia i jednego podatku. Oczywiście grupa niepotrzebnych urzędników powinna odejść i pomyśleć jak się stać bardziej potrzebna dla społeczeństwa.

    Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

     
  22. Przemek Kamiński

    4 maja 2011 o 20:11

    Witam Panie Krzysztofie,
    Czytam Pana blog, komentarzy już nie z braku czasu, więc nie wiem czy ktoś już Pana pytał o to.
    Mianowicie mam do Pana pytanie odnośnie podatku VAT naliczanego do benzyny, alkoholi, papaierosów, itp. Krótko mówiąc, ten podatek jest naliczany od całej ceny benzyny, czyli 5.19 za litr 95-oktanowej, zgodnie z dzisiejszą datą. Problem w tym że w tej cenie jest uwzględniona m.in. akcyza, która zdaje się że wynosi ok 40% ceny benzyny. Jak to więc jest, że VAT jest liczony także od tej akcyzy? Przecież to nie jest wartość dodana, a wręcz podatek, jak można legalnie uzasadnić liczenie podatku od podatku? To samo dotyczy alkoholi i papierosów.
    Pozdrawiam i dziękuję za blog,
    Przemek

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • Krzysztof Habich

      5 maja 2011 o 10:26

      Kto ma władzę ten ma rację. Cena towaru netto zawiera cło i akcyzę. Podatek VAT nalicza się od ceny towaru netto więc naliczają. Dyskusji nie ma – tak mówi ustawa. Zresztą dyskusja jest bezprzedmiotowa. Jeżeli sobie zarzyczymy to Państwo może to zmienić, ale poniewaz i tak musi ściągnąć tyle podatku ile musi, to podniesie inny podatek. A dlaczego musi. Musi sfinansować wydatki, które zgodnie z naszymi żądaniami albo chociaż za naszym przyzwoleniem ponosi. Droga do niższych podatków wiedzie przez niższe wydatki.

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • andrzej baćkowski

        5 maja 2011 o 19:01

        Kto ma wiedzę ten ma władzę.

        Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

         
        • Krzysztof Habich

          6 maja 2011 o 06:34

          Panie Andrzeju! Czy Pana zdaniem i twierdzenie odwrotne jest prawdziwe: kto ma władzę, ten ma wiedzę.

          Popierasz czy nie? Thumb up 1 Thumb down 0

           
          • andrzej baćkowski

            9 maja 2011 o 07:22

            tak

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
          • Joanna Mazurczak

            10 maja 2011 o 19:18

            Ha ha… jeśli ten kto ma władzę ma dostęp do tajnych dokumentów to zazwyczaj wiedzę ma…

            Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

             
  23. Andrzej Rudzki

    16 czerwca 2011 o 14:01

    Wszystko fajnie podoba mi się ale odnoszę wrażenie,że to o czym mówi p Krzysztof i JKM jest w dzisiejszym świecie nierealne a to z tego względu,że UE nie pozwoliłaby na coś takiego.Owszem,jednostki,które znają temat jak K.H. mogą korzystać z dobrodziejstwa urzędniczego nieuctwa ale państwo byłoby natychmiast sprowadzone do parteru.Druga sprawa to pomysły JKM na gospodarkę podobają mi się ale tu jest identyczna historia a jakoś nigdzie nie spotkałem się z propozycją JKM co zrobić z emerytami,rencistami bo przecież trudno 80-latka lub kogoś bez nogi pogonić do roboty a przecież postuluje likwidację ZUS-u a wprowadzić masową eutanazję nikt nie pozwoli.

    Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

     
    • Krzysztof Habich

      16 czerwca 2011 o 20:54

      Osmielę się odpowiedzieć w imieniu PananJanusz. Pan Janusz zawsze podkreśla, że umowy muszą być dotrzymywane. Oznacza to, że nawet taka umowa jmiedzypokoleniowa dotycząca emerytury musi być wykonana. Przypuszczam, że Pan Janusz odpowiedziałby żeby nie traktować ludzi jak bezmózgowców i skasować prz7ymus ubezpieczeniowy. Kazdy mógłby wybierać nie tylko OFE ale i inne metody zabezpieczenia się na jesień życia we własnym zakresie. Emerytury dotychczasowych emerytów i późniejszych proporcjonalnie do okresu panowania systemu finansować ze specjalnego podatku zrodzonego w tym celu i wygasającego w kolejnych latach w miarę odchodzenia na drugi świat osób ze starego „portfela” i cześciow ze startego portfela.

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
    • Krzysztof Habich

      16 czerwca 2011 o 20:57

      Panie Andrzeju. w swoim imieniu nie mogę odpowiedzieć, bo nie napisał Pan o co chodzi. Zawsze staram się mieć rozwiązanie w kwestiach w których zabieram głos. Tak więc proszę przybliżyć mi, co Pan uważa za nierealne.

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
    • Joanna Mazurczak

      17 czerwca 2011 o 07:37

      JKM wiele razy mówił o tym, co zrobiłby z emeryturami gdyby ZUS został zlikwidowany. Majątek przedsiębiorstw państwowych, których utrzymywanie jest dla podatników strasznym ciężarem, na licytację. A środki na fundusz emerytalny. Skoro Ci emeryci latami pracowali i płacili podatki na budowanie tego majątku, to – żeby oddać sprawiedliwość – powinien to być ICH majątek.

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

       
      • Krzysztof Habich

        17 czerwca 2011 o 19:19

        Pani Joanno. Kiedyś taka szansa była. Dziś pozostał tylko specjalny podatek. Majątek został roztrwoniony.
        Ja w 1997 r pisałem ” Reformować system emerytalny trzeba natychmiast. Najtrudniejsze będą pierwsze lata. Kiedy na już potrzebne emerytury nie będzie jeszcze pieniędzy. Dlatego ludzie, których to dotknie, muszą mieć szansę zadłużac sie, ale nie u wnuków, lecz u swoich … przodków. Pieniędzmi z prywatyzacji, czyli majątku wcale nie państwowego lecz tego, który wytworzyli oni sami lub pokolenia jeszcze wczesniejsze”. Cały tekst edytować będę w środę.

        Popierasz czy nie? Thumb up 2 Thumb down 0

         
        • Joanna Mazurczak

          17 czerwca 2011 o 19:30

          Wiem, ze porozkradane wszystko. Tylko napisałam, żeby Pan Andrzej nie miał mylnego wrażenia, że JKM odmachuje się pustymi hasłami.

          Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0

           
    • Joanna Mazurczak

      17 czerwca 2011 o 07:40

      I jeszcze jedno – dzisiejszy świat tworzymy my wszyscy. Świat to nie jest coś oddzielnego od nas. W związku z tym to my decydujemy o tym, co jest realne do pzreprowadzenia a co nie. Problemem jest tylko układ sił, a jego źródłem – niska świadomość.

      Popierasz czy nie? Thumb up 0 Thumb down 0