Piłeś nie zjeżdzaj!

Piłeś nie jedź, piłeś nie idź, i piłeś nie zjeżdzaj, piłeś nie ………!  Coraz trudniej legalnie zapłacić podatek akcyzowy nie uciekając się do pozornego działania (kupowanie alkoholu bez zamiaru jego wypicia).

Bo wypadek to dziwna rzecz.
Nigdy go nie ma,
Dopóki się nie wydarzy
.

                                                                                                                                                                                                                                           Kubuś Puchatek


 

Od nowego roku weszła w życie nowa ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie  w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich. Wymusiła ona zmiany w kilku innych ustawach i zrodziła kilka rozporządzeń.
Wprowadziła ona do naszego życia dwa nowe zakazy (nakazy).

Art. 45. 1. Kto uprawia narciarstwo lub snowboarding na zorganizowanym terenie narciarskim w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, podlega karze grzywny.
2. Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad osobą do ukończenia 16 roku życia, dopuszcza do uprawiania narciarstwa zjazdowego lub snowboardingu przez tę osobę, na zorganizowanym terenie narciarskim, bez kasku konstrukcyjnie do tego przeznaczonego, podlega karze grzywny.
Oczywiście podałem obróbce myślowej przyczyny zrodzenia tych zakazów. Sięgnąłem po  przykładowe dane statystyczne wypadków TOPR działającego na terenie Tatr i Pasma Spisko – Gubałowskiego.  

   Na 880 wypadków jakie w okreslonym roku się zdarzyły (2002 r. – 2003 r.) 505 zakończyło się kontuzją nogi, 211  ręki, 22  barku, 22 kręgosłupa, 80 głowy i 40 innych części ciała. Oczywiscie były różne przyczyny, ktore wywołały te kontuzje. Bezpośrednią przyczyną wiekszości był upadek (817), zderzenie miało miejsce w 39 przypadkach, pozostałe, to różne inne zdarzenia.

    Tak więc w około 5% przypadków zachowanie jednego narciarza naraziło na niebezpieczeństwo inne osoby.

   Niestety statystyki nie podają w jakim stopniu  do tych zderzeń przyczynili się narciarze, po spożyciu alkoholu, posiadający ponad 0,5 promila alkoholu we krwi. Osobiscie przypuszczam, ze było to incydentalne i że wprowadzenia zakazu  jezdżenia po alkoholu pod sankcją kar nie znajduje uzasadnienie w kontekście społecznych kosztów dokonywania kontroli. Skuteczność takich kontroli będzie śladowa i obserwując sytuacje na drogach,  wyciągam wniosek, że prawo będzie  ośmieszane ze względu na brak możliwości jego egzekwowania. Nie znalazłem upoważnienia do dokonywania kontroli kwestii związanych ze spożyciem alkoholu dla  Górskiego Pogotowia. W tej sytuacji pozostaje to w gestii  Policji. Wyobrażam sobie Policjantów, którzy wyłuskali narcziarza w stanie wskazującym na  spożycie alkoholu w nadmiernej ilości i podejmują się sprowadzić go z wysokogórskiej partii szlaku narciarskiego na badanie krwi. Myślę, że w tym czasie, który na to będzie potrzebny, alkohol w pełni wyparuje.

    Ratując prawo przed kompromitacją zapewne zostanie powołana Policja Górska wyposażona w środki górskiego transportu pozwalajacego zawieść takiego „sportowca”  na dół i przetransportować do szpitala na badanioe krwi.
Oj będzie to nas zdrowo kosztować!  
Ciekawe z jakiego źródła wydatki te będa finansowane?

Drugie ograniczenia naszej wolności wprowadzone tą ustawą dotyczy obowiązku noszenia kasków przez dzieci i młodziez do lat 16.
Niestety podział wypadków na grupy wiekowe  dokonywany był według innych kryteriów. Dlatego dane statystyczne nie dają wprost odpowiedzi na pytanie – czy ograniczenie wolności ma jakiekolwiek logiczne i racjonalne uzasadnienie.

Dzieci do lat 10 uczestniczyły w 52 wypadkach. Najliczneijsza grupą wiekową ulegającą wypadkowi jest grupa od 11 do 20 lat. W tej grupie zanotowano  274 wypadki. Pozostałym wypadkom uległy osoby ponad 20-to letnie. Można pokusić się o postawienie tezy, że  dzieci i młodzież do 16-tego roku życia uczestniczyła w około 180 wypadkach, co stanowi 20% ogólenej liczby wypadków. Wypadki, w których kask  teoretycznie może pomniejszyć skutki (urazy głowy) dotyczyły 10%  osób.  Tak więc obowiązek noszenia kasków w grupie wiekowej do 16 lat może pomniejszyć skutki  wypadków  w około 2% . Oczywiście, powstała w przyszłości Policja Górska będzie legitymować narciarzy w celu wyłuskania tych, którzy nie stosują się do zakazu. Najwięcej problemów będą mieli  młodzieńcy po 16-tym roku życia, młodo wyglądający. Za nimi będą efektowne pościgi przyszłej formacji Polcji Górskiej. Scenariusze do filmów gotowe.
Osobiście wierzyłbym, że o kwestię bezpieczeństwa zadbają rodzice dzieci, szczególnie jeżeli wiedziałyby, że ich zabezpieczeniem emerytalnym jest ich zdrowe i dobre przygotowane zawodowo, na które poniśli już wielkie naklady związane z  kształceniem  i utrzymaniem przy zdrowiu.
Dziś,  jedyną motywacją rodziców jest ich troska o dzieci wynikająca z miłości rodzicelskiej. Powinno to też wystarczyć i mogłoby ograniczyć się do akcji uświadamiającej rodziców o niebezpieczeństwie czychającym  na ich pociechy. 
Jednakże łatwiejsze są ograniczenia wolności. poco uświadamiaxc skoro można karać. Państwu to znacznie lepiej finansowo się opłaca.
W takiej sytuacji, jak wiemy,  państwo ma prawo, zgodnie z teorią Trybunału Konstytucyjnego, ograniczać wolność oczekując, że decyzje rodziców będą nieprzemyślane.
Z prawa tego państwo skwapliwie skorzystało.

Do tematu narciarzy jeszcze wrócimy. Kaski to skutki wypadków. Lepsze jest likwidowanie ich przyczyn. To będzie temat wpisu, gdy za oknami pojawi się śnieg.

Uwaga!!!!
Czas wrócić do stałych pozycji naszego bloga a w szczególności do Waszych wpisów w „Dniu wolnego bloga” ( Pani Joanna już zapowidziała, że  do pisania ich przystąpi). Mam nadzieję, że pozostali blogowicze pójda w jej ślady.
Oczekuję również na propozycje bajek do „Dnia z bajką”.
Prosze Was o bajki pisane przez Was,  bądź o wskazanie bajek, których treść była warta dyskusji na blogu.
Oczywiście mam nadzieję, że również do tej akcji włączy się Paweł Kaliński i bajki te będzie w dalszym ciągu ilustrował.
Dla  autorów  wpisów przewidziane zostały nagrody.
Będą nimi książki „Ostatnich gryzą psy” i „Powietrze na kartki” (Oczywiście po opanowaniu sposobu doręcznania nagród).

20 thoughts on “Piłeś nie zjeżdzaj!

  1. Zgłaszam bajkę- ostatnie orędzie Premiera Tuska wygłoszone w Sejmie po powołaniu nowego rządu,ale martwię się, że nie mam szans na nagrodę bo kto będzie dyskutował o tym na blogu?

    1. Pani Doroto. Nie przypuszczam, żeby nasi blogowicze obawiali się takiej dyskusji. Spróbuje propozycję uwzglednić, ale z nagrodą ma Pani rację. Nie umieszcze jej w „Dniu z bajką”, bo w moim odczuciu byłoby to niestosowne. Bajka jest utworem literackim cechującym się następujacymi cechami gatunkowymi:- Krótka powiastka pisana wierszem lub prozą;
      – Bohaterowie to zwierzęta, ludzie, przedmioty, rośliny;
      – Zawiera pouczenia moralne wypowiedziane wprost lub zasugerowane;
      – Dotyczy tematów uniwersalnych o charakterze moralnym;
      – Historia opowiedziana w bajce jest ilustracją ludzkich doświadczeń, które są powszechne i powtarzalne;
      – Bajka poucza o szkodliwości zachowań, daje etyczne wskazówki;
      – Występujące zwierzęta są personifikacją ludzkich typów; Relacje występujące między nimi są odpowiednikiem relacji społecznych;
      – Alegoryczna treść;
      – Typizacja bohaterów;
      – Dydaktyzm zawarty jest w morale.

      Tak więc Pani Doroto – oczekuję na propozycje utworu o takich cechach.

        1. Panie Krzysztofie, nie czytałam niestety! Na „Ostatnich gryzą psy” polowałam przez 2 miesiące na allegro, bo tylko wtórny rynek wchodzi w grę :) a „Powietrze na kartki” okazało się jeszcze trudniejsze do zdobycia.

          Za to prace Mariana Mazura ku mojej uciesze zaczynają się pojawiać. Na „Cybernetykę i charakter” polowałam 3 lata! (oczywiście wcześniej i tak przeczytałam to, co ściągnęłam z sieci, ale wartościowe lektury wolę mieć u siebie w tradycyjnej już, papierowej postaci), na „Jakościową teorię informacji” jeszcze dłużej. Na inne w dalszym ciągu poluję…

          Jeśli kiedyś będę miała taką możliwość, wydam je wszystkie!!! „Cudze chwalicie, swego…nie znacie”…

          A Pani Dorota ogłosiła konkurs na wkazanie choć jednego, uczciwego i kompetentnego polityka, który mógłby zapanować nad gospodarczo-polityczno-prawnym bajzlem w naszym kraju…

      1. Kochana Pani Joanno mimo wielu starań nie udało mi się znależć Pani odpowiedzi na mój konkurs. Może zmieści Pani odpowiedz jeszcze raz nagroda czeka i proszę sobie wyobrazić, że bedzie to oczekiwana książka Pana Krzysztofa .

        1. Chodziło o Janusza Korwina Mikke, któremu poświęciłam jeden z wpisów na tym blogu – jako polemikę z wcześniejszym wpisem pana Andrzeja.

          Typowanie więc jasne, argumentacja w moim wpisie.

  2. Odnoszę wrażenie, że te przepisy są wynikiem chęci usunięcia z życia patologii zagrażającej ogółowi i nie chodzi wcale o narzucanie łańcuchów zwykłym ludziom. Ale „gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą” – jak mówi sławne za rewolucji przysłowie.
    Na rowery nie wprowadzają obowiązku kasków, mimo że w niektórych krajach takowy istnieje. Myślę, że przyczyną jest wyeliminowanie idiotów za pomocą alkomierzy i po tym jakoś problem bezpieczeństwa zniknął.
    Bo nie o bezpieczeństwo wynikające z jazdy tu chodzi a o eliminację idiotów.
    Niestety… jak życie pokazuje, założenie to jedno a praktyka to drugie. Nie bierze się pod uwagę idiotów po drugiej stronie barykady, którzy skutecznie wykorzystują prawo by KARAĆ wszystkich. Niech za przykład posłuży mój wczorajszy przypadek, gdy chciałem przeciąć Nowy Świat. Jak wiadomo jest tam zakaz ruchu. Stoją więc strażnicy miejscy w miejscu gdzie można przeciąć tę ulicę i łapią. Po co? Żeby KARAĆ i nic więcej, bo żadnego zamieszania ani żadnych utrudnień taki manewr przecięcia tej ulicy nie powoduje. A gdy ich nie ma, ludzie tamtędy jeżdżą, bo po prostu to duże ułatwienie.
    Na stokach, trzeba się więc spodziewać służbistów w służbie prawa, co poza eliminacją idiotów z marginesu, skutecznie wyeliminuje przyjemność jazdy na nartach.

  3. Panie Krzysztofie,

    Ja w sprawie bezpieczeństwa narciarzy.
    Problem istnieje nie od dziś. W latach 70-80-tych wprowadzono (w celu poprawy bezpieczeństwa) wiązania wypinające but narciarski w czasie upadku po to żeby narta nie stanowiła dodatkowego zagrożenia dla narciarza (przede wszystkim stawu kolanowego). Efekt tego był taki, że zdecydowanie spadła ilość kontuzji kolan natomiast wzrosło ryzyko zderzenia ze swobodnie zjeżdżającą nartą, która czasami przypominała lecący w dół stoku pocisk. W związku z tym wymyślono tak zwane skipaski (nie mylić ze skipassem) czyli elastyczne tasiemki, które miały przytrzymać nartę w miejscu wypadku w pewnej odległości od narciarza. Efekt tego był taki, że narty zachowywały się na tych paskach jak na bungee i uderzały w narciarzy z podwójną siłą. Wymyślono więc tzw. ski-stopy które w funkcjonują do dziś.
    Podobnie sprawa ma się z kaskami. Od momentu ich wprowadzenia zmniejszyła się ilość urazów głowy ale wzrosła ilość urazów tułowia, głównie kręgosłupa, który w trakcie zderzenia z innym narciarzem jest szczególnie narażony na uderzenie kaskiem. W związku z tym na zachodzie wprowadza się ochraniacze tułowia itd…itd. Jak widać proces polepszania zabezpieczeń w narciarstwie jest analogiczny do wyścigu zbrojeń i prawdopodobnie się nie skończy. Z jednej strony prowadzi do coraz bezpieczniejszego uprawiania sportu z drugiej producenci sprzętu konstruują coraz szybsze narty, które ryzyko wypadków zwiększają. Błędne koło.

    P.S
    Być może statystycznie urazy głowy stanowią mniejszość ale zapewniam Pana, że zwykle są najgroźniejsze i bardzo często kończą się tragicznie w przeciwieństwie do urazów innych części ciała. Tak więc Pański wywód o znikomej procentowo ilości urazów głowy uważam za nadużycie.

    Pozdrawiam

    1. To wszystko prawda, tylko nie na temat.
      Chodzi o to, że różne systemy bezpieczeństwa powinny być dobrowolne, a nie wprowadzane pod nakazem. Oczywiście mówimy tu o bezpieczeństwie własnym, a nie innych. Nie można nam odbierać prawa do decydowania o tym, na ile chcemy siebie samych narazić na niebezpieczeństwo kosztem wygody! To jest pogwałcenie podstawowej wolności. Tak się robi z niewolnikami.
      Tym tokiem rozumowania można by zakazać jazdy jednośladami. Albo nakazać stosowanie stroju ochronnego(obowiązkowy jest tylko kask – dodatkowe 2kg, które może i zmniejsza urazy głowy, ale zwiększa ryzyko urazów kręgosłupa szyjnego). Niedługo wychodząc na ulicę będziemy musieli ubierać się w kaski(dla naszego bezpieczeństwa) i w stroje ochronne przypominające ludzika Michellin ;)
      A tak swoją drogą – przypomina mi się książka Lema:”Powrót z gwiazd”(jeśli dobrze zapamiętałem tytuł).

      1. Panie Pawle,
        Mój wpis był dygresją na temat narciarski (w końcu sezon w pełni).
        Ale wywołany do tablicy postaram się ustosunkować do meritum wpisu Pana Krzysztofa. Czy różne systemy bezpieczeństwa powinny być dobrowolne czy nie. Można temat rozszerzyć i zastanawiać się czy wprowadzać różne zakazy i nakazy w społeczeństwie. Moim zdaniem liberalizm posunięty do granic absurdu to utopia. Mówimy o wolności wyboru i decydowania a tymczasem wolność ta zawsze będzie tylko pozorna. Polecam książkę Ha-Joon Changa „23 rzeczy, których wam nie mówią o kapitalizmie” Podam krótki cytat:
        „Kiedy w 1819 roku w Wielkiej Brytanii przyjęto pierwszą ustawę regulującą pracę dzieci w fabrykach, która zakazywała zatrudniania dzieci młodszych niż dziewięć lat, a pracę starszych ograniczała zaledwie do 12 godzin dziennie, ustawa spotkała się z krytyką, że to niedopuszczalna ingerencja państwa w wolny rynek.

        Dlatego to jest taki dobry przykład, bo jeśli ktoś mówi, że jest za pełną swobodą wolnego rynku, warto go zapytać, czy jest także za zatrudnianiem dzieci w kopalniach. Jeśli ten ktoś nie pochodzi z Pakistanu ani z XVIII-wiecznej Europy, zapewne odpowie, że jest przeciw. A więc nie jest tak naprawdę za wolnym rynkiem.

        Wolny rynek to iluzja, która bierze się z tego, że pewne ograniczenia – zakaz zatrudniania dzieci w kopalniach, zakaz sprzedaży trujących samochodów – uważamy za naturalne i przestajemy je zauważać.”
        Tak więc zawsze nasza wolność zawsze jest tylko wolnością „na miarę naszych czasów”,a gdybyśmy spotkali liberała sprzed 150 lat pewnie wsadzilibyśmy go do domu wariatów. Z kolei on uznałby nas za konserwatystów i maminsynków.

        P.S
        Tak dobrze Pan zapamiętał tytuł. W książce wymyślono chemiczny proces zwany „betryzacją” polegający na pozbawieniu ludzi naturalnej skłonności do agresji i ryzyka. Miało to na celu wyeliminowanie ze społeczeństwa zabójstw, wojen itd. Następstwa eksperymentu były opłakane. Ludzkość pozbawiona głównego motoru napędowego została „wykastrowana”. Nie było komu odkrywać nowych planet, podbijać kosmosu itd.

        1. „Kiedy w 1819 roku w Wielkiej Brytanii przyjęto pierwszą ustawę regulującą pracę dzieci w fabrykach, która zakazywała zatrudniania dzieci młodszych niż dziewięć lat, a pracę starszych ograniczała zaledwie do 12 godzin dziennie, ustawa spotkała się z krytyką, że to niedopuszczalna ingerencja państwa w wolny rynek.”

          Rozumiem, że lepiej było pozwolić tym dzieciom umierać z głodu? Niestety w społeczeństwie klasowym żyło sporo ludzi, dla których nie było miejsca w systemie (w Wielkiej Brytanii w XVIII w. takich ludzi żyło ok. 3-4 mln! niestety nie pamiętam źródła, więc nie przytoczę – chyba jakaś książka Ludwika von Misesa). Nic dziwnego, jeśli 80% społeczeństwa jest zmuszonych do utrzymywania się z rolnictwa, a lwią część przychodów kasuje szlachta…

          Przypominam, że rzemiosło w miastach było zmonopolizowane przez cechy rzemieślnicze, a na zamieszkanie w mieście trzeba było uzyskać pozwolenie. Do tego dochodzi zakaz opuszczania ziemi swojego pana. W czasach pańszczyźnianych cała gospodarka była nastawiona na zaspokajanie potrzeb najbogatszych kilku procent społeczeństwa, którym nadano specjalne przywileje. Latyfundia były nastawione na eksport, z którego profity czerpali ziemianie, a rzemiosło i handel dostarczały produkty szlachcie. Gdzie tu miejsce dla „szarego obywatela”?

          Niech Pana nie dziwi, że na początku ludzie (w tym dzieci) godzili się harować jak woły za głodowe stawki – kapitał nie bierze się z niczego, trzeba najpierw zgromadzić oszczędności. To nie wina kapitalizmu – to wina poprzedniego systemu, że większość ludzi musiała zaczynać od zera. Zera absolutnego: mało kto miał gdzie mieszkać, mało kto miał buty, mało kto miał cokolwiek. Jeśli wstrętni kapitaliści rzeczywiście tak wykorzystywali biednych robotników, to jak pan wytłumaczy masowy exodus ze wsi do miast? Może odpowiedź jest taka, że właściciele fabryk budowali osiedla robotnicze i płacili cokolwiek! Gdyby Pan im tego zabronił, większość z tych ludzi umarłaby z głodu (jak to miało miejsce wcześniej)!

          Dopiero w kapitalizmie gospodarka przestawiła się na zaspokajanie potrzeb 100% społeczeństwa – na wolnym rynku każdy konsument ma siłę przebicia proporcjonalną do zawartości swojego portfela. Dlatego tak ważne jest, żeby nie ograniczać swobody działania – dzięki temu każdy może robić to, co mu się najbardziej opłaca (nie musi pracować w fabryce za głodową stawkę, tylko może zacząć np. handlować warzywami na straganie). A każdemu najbardziej opłaca się robienie tego, czego chcą konsumenci – robienie jak najlepiej i jak najtaniej. Dlatego dopiero w kapitalizmie znalazło się miejsce dla każdego człowieka.

          1. Kiedy czytam powyższy komentarz przypomina mi się skecz z Monthy Pytonów : http://www.youtube.com/watch?v=mjEIaE85dU8
            Mówi Pan o gromadzeniu oszczędności i kapitału przez społeczeństwo (w tym dzieci) w XIX Anglii a to jest nieporozumienie. Tu działał układ zerojedynkowy, albo dzieci będą pracować i przeżyją albo umrą z głodu . A kapitał gromadzili właściciele fabryk. Zmiana sposobu zatrudnienia doprowadziła tylko do niewielkiego zmniejszenia gigantycznego zysku z interesu. Jak widać z perspektywy czasu zarówno kapitaliści jak i tworząca się wtedy klasa robotnicza jakoś przeżyli tą zmianę.

            P.S
            Właściciele fabryk rzeczywiście budowali osiedla robotnicze, ale nie robili tego bynajmniej z miłości do robotników. To był czysty biznes. Stały, wykwalifikowany pracownik znajdujący się blisko miejsca pracy był efektywniejszy niż ten wiecznie głodny i niewyspany bez mieszkania. Świetna jest historia Tomasza Baty opisana w książce „Gottland” przez Mariusza Szczygła. W Czeskim Zlinie zbudował jedną z pierwszych w świecie dzielnic robotniczych.

          2. No to widzę, że co do faktów się zgadzamy;) Tylko że wyciągamy z nich zupełnie odmienne wnioski… No cóż, skoro każdy ma prawo mieć swoje zdanie – to i pewnie swoją logikę;)

  4. Witam Wszystkich blogowiczów w Nowym Roku!

    Co do policji górskiej to jestem ciekawy jakie teraz będą statystyki,gdy skacowani narciarze na widok policji z przerażenia będą skakali w przepaść?
    Myśle,że ten przepis zmotywuję Polaków do spędzania urlopów w polskich górach, dzięki czemu statystyki się poprawią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *