Dzień wspomnień – to były piękne dni -spotkanie z prozą (część I)

Lenin uczył, że z analfabetyzmem socjalizmu zbudować nie można.

Dziś, w ramach „Dnia wspomnień” fragmenty książki  „Nauczyciel w walce o socjalistycząe przebudowę wsi polskie”. Autorem tego wielkiego dzieła jest Aleksander Lewin. Nazwisko Wam jest znane. Z tego, co wiem, często śpiewacie ” Pieśń przodowników pracy” napisaną przez Lewina i edytowaną na tym blogu. Jednakże to jest tylko przypadkowa zbieżność nazwisk.

Aleksander Lewin urodził się w rodzinie żydowskiej. W latach 19371939 i 19461979 pracował w Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej 92 w Warszawie, w którym zetknął się z Januszem Korczakiem. Swoje relacje z tamtego okresu zawarł w wydanej w 1997 książce Takim go zapamiętałem. Podczas i po zakończeniu II wojny światowej organizował placówki opiekuńcze dla dzieci-ofiar wojny, m.in. dom dla dzieci polskich w Monetnej na Uralu i Centralny Ośrodek Szkoleniowo-Wychowawczy im. Janusza Korczaka w Bartoszycach. Doświadczenia z tamtych lat zawarł w publikacji Dom na Uralu. Losy dzieci polskich w Monetnej.

W 1948 ukończył studia pedagogiczne na Uniwersytecie Warszawskim. W 1974 uzyskał tytuł profesora. Był wieloletnim pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Pedagogicznej Związku Nauczycielstwa Polskiego w Warszawie. Był autorem pierwszej w Polsce metodyki wychowania pojętej jako subdyscyplina pedagogiczna oraz metodologii powstawania mikrosystemów wychowawczych.

W 1955 został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł w Warszawie.
Polska straciła wspaniałego pedagoga, który niezwykle sprawnie przystosował się do obecnych realiów. Jego ostatnią pracą była napisana w 2001 r. „Twórcza praca nad systemem wychowania”.  Bezspornie taki doświadczony pedagog miał dużo do przekazania swoim wychowankom.

(…) Praca uświadamiająca, prowadzona przez autorów poszczególnych rozdziałów tej książki w środowisku wiejskim, potwierdza m.in. to, że osiągnięcia nasze stają się bliższe i bardziej zrozumiałe, gdy się je pokazuje na tle naszej przedwojennej rzeczywistości, która wprawdzie bezpowrotnie minęła, ale pozostawiła bolesne, trudne do zatarcia ślady. (…)

(…) Jedną z najważniejszych przesłanek, które umożliwiają stopniowe przechodzenie wsi na tory socjalistycznej gospodarki przy jednoczesnym podnoszeniu wydajności gospodarstw indywidualnych, jest walka z zacofaniem i ciemnotą. Lenin uczył, że z analfabetyzmem socjalizmu zbudować nie można. Prace zawarte w tym zbiorze obrazują szczery wysiłek pedagogiczny przodującego nauczyciela wiejskiego. Dowodzą one niezbicie, że jednym z głównych motorów rewolucji kulturalnej na wsi jest szkoła i nauczyciel. (…)

(…) Dziecko wiejskie pilnujące bydła lub ptactwa domowego bez skrupułów wchodziło na „cudze”. Pod  wpływem ogólnego układu życia, wytworzonego przez kapitalizm, urabiała się w ludziach wiejskich moralność drobnego posiadacza, zamykającego oczy na sprawy ogólne, umacniało się w nich pragnienie indywidualne, gospodarowania choćby na jednym, dwu lub kilku ha własnej ziemi. W tych warunkach wypaczał się nieuchronnie stosunek do mienia społecznego. (…)

(…) Okres przejściowy od kapitalizmu do socjalizmu cechuje m.in. natężenie walki o pełne zwycięstwo kolektywnych form gospodarowania i o przezwyciężenie w świadomości szerokich resztek burżuazyjnego sposobu myślenia. (…)

(…) Nasi przodujący nauczyciele wiejscy korzystają w swej pożytecznej i twórczej pracy z bogatych doświadczeń nauczycielstwa radzieckiego, które odegrało ważną rolę w trudnym okresie rozwoju kołchozowych form gospodarki. Nauczyciel radziecki agitował na rzecz tych masowych, zespołowych form życia, demaskował kułackie plotki, pomagał organizować pracę w nowo powstających kołchozach. Jego działalność przyśpieszyła organizacyjno-gospodarcze umacnianie kołchozów. Po pracy w szkole informował kołchoźników o sytuacji w kraju. Wyjaśniał treść uchwał partii i rządu. W okresie robót w polu przeprowadzał indywidualne rozmowy z chłopami,  rodzicami swoich uczniów, organizował brygady szturmowe i dziecięce. (…)

(…) Wielkie są osiągnięcia nauczycielek wiejskich w pracy oświatowej z kobietami. Traci stopniowo swoją podstawę twierdzenie, jakoby kobiety stanowiły najbardziej zacofany, konserwatywny element naszej wsi, coraz częściej bowiem spotkać je można wśród aktywu komitetów rodzicielskich , wśród gospodyń przodujących w hodowli i w terminowych dostawach, a także wśród uczestników imprez artystycznych.(…)

(…) W ciągu roku szkolnego zarówno w kl. X, jak i XI starałam się nie zaniedbać żadnej okazji przy omawianiu spraw bieżących oraz przy niektórych tematach programu nauki o Polsce i świecie współczesnym, a także nauki o społeczeństwie, by przygotować i zgromadzić materiał do lekcji o spółdzielczości. W kl. X przeprowadziłam lekcję rozszerzając 22 punkt programu w dziale „Socjalizm”. W kl. XI punkt 41 działu „Budowa – podstawą  socjalizmu w Polsce” podzieliłam na dwie lekcje i jedną z nich poświęciłem w całości zagadnieniu spółdzielczości produkcyjnej na wsi. Celem lekcji w obydwu klasach była właśnie próba przełamania panującej w środowisku uczniów niechęci i braku zaufania do idei spółdzielczości. Na wszystkich moich lekcjach starałam się zawsze wytworzyć atmosferę wzajemnego zaufania, młodzież wiedziała, że może swobodnie wypowiadać swoje myśli i wątpliwości, przedstawiać stanowisko „domu”, rodziny, sąsiadów, że każde zagadnienie rozpatrzmy szukając wspólnie właściwego rozwiązania, że nie będziemy unikali tematów drażliwych, lecz postaramy się omówić je możliwie wszechstronnie, że każdą wątpliwość rozpatrzmy obiektywnie i wybierzemy takie rozwiązanie, jakie uznamy za  najsłuszniejszej, że nie cofnijmy się przed rzeczową krytyką tam, gdzie ona będzie istotnie słuszna. Przystępując więc do lekcji o spółdzielczości byłam przygotowana na wiele znanych mi już częściowo zastrzeżeń, spodziewałam się także ujawnienia różnorodnego rodzaju zarzutów i wątpliwości, na które będę musiała znaleźć odpowiedź. Lekcje te zasadniczo w obydwu klasach miały podobny przebieg, choć nieco odmienny punkt wyjścia, nadto zaczynała się jeszcze i ta różnica, że w kl. XI młodzież prawie zupełnie samodzielnie w ożywionej dyskusji doszła do wniosków, które przewidziałam w konspekcie lekcji. W kl. X uczniowie byli nieco mniej aktywni, mniej pewni swoich sądów i częściej potrzebowali moich pytań pomocniczych i naprowadzających. (…)

(…) Młodzież wykazała znaczne zrozumienie zagadnienia. W odpowiedzi na moje pytania potrafiła przedstawić dodatnie wyniki reformy rolnej, rozwoju spółdzielczości, zaopatrzenia i zbytu kontraktacji trzody chlewnej, lnu, konopi, buraków; rozumiała także, że wzrost liczby ośrodków maszynowych stwarza możliwości coraz większej mechanizacji pracy na roli, co w dużym stopniu przyczynia się do poprawienia warunków bytu chłopa. (…)

(…) Na przykład powszechny śmiech wywołała znana historia masowego wykupu świec-gromnic, bo ujrzano woźnego kupującego taką świecę dla szkoły w celu wywoskowania podłogi przed zabawą młodzieżową, podobnie z humorem opisano mi inne analogiczne wypadki. Na lekcji młodzież dostrzegła społeczny sens i znaczenie tych komicznych, lecz mających swoją poważną wymowę faktów. Zastanowiliśmy się nad nimi i zrozumieliśmy, że omawiane trudności wynikają albo z potrzeby stosowania pewnych ograniczeń na rzecz przyszłego rozwoju gospodarczego kraju i zapewnienia jego bezpieczeństwa, albo też spowodowane są przez nieuświadomionych ludzi, łatwo ulegających podszeptom wroga klasowego. Młodzież stwierdziła również, że dzięki opiece państwa ludowego stopa życia na wsi podniosła się znacznie od 1945 r. (…)

(…) Reakcjoniści  tak podżegali: „Te maszyny do kopania to zostawiają połowę ziemniaków w ziemi, jest to zmarnowanie ludzkiego dobra – i tyle”, albo „W Grzelówce przewodniczący oszukiwał wszystkich, źle obliczali dniówki, a jak chłopi chcieli się wypisać,  to groził im więzieniem”. (…)

(…) „Ten podatek od kur to już zupełna bzdura, nawet nie warto się nad tym dłużej zastanawiać, przecież już kiedyś słyszeliśmy, że będziemy płacili podatek od mebli od szaf, łóżek itp.”
„A jak przedstawia się sprawa tego „prawa bożego” nakazującego, jakoby, posiadanie prywatnej własności?” – zapytałam. Czy istotnie religia sprzeciwia się dobrowolnemu przystąpieniu do spółdzielni? Pytanie to postawiłam spokojnym tonem, obojętnie. Liczyłam się bowiem z uczuciami religijnymi wielu uczniów i ich środowiska. Chciałam jednak, by młodzież sama zrozumiała bezsens tego zarzutu: Odpowiedź, którą otrzymałam, była właściwa. „Przystąpienie do spółdzielczości odbywa się na podstawie dobrowolnej decyzji, a gdyby nawet ktoś się rzeczywiście zrzekł własności, to żadna zasada religijna mu tego nie broni” – odpowiedział jeden z uczniów. „Macie więc przykład, jak wróg klasowy pod pozorem obrony wiary i „boskich praw” usiłuje szkodzić interesom mas ludowych” – dodałam. Młodzież ujawniła cały jej bezsens stwierdzając, że Związkowi Radzieckiemu zależy na tym, żeby Polska – sojusznik we wspólnym obozie pokoju, postępu i wolności całych narodów – była jak najbardziej silna i rozwinięta gospodarczo. (…)

(…) Rozważając zarzuty wynikające z obserwacji niektórych źle pracujących spółdzielni produkcyjnych, zapytałam, czy można umieć wszystko od razu i czy w spółdzielni mogą się znaleźć ludzie nieuczciwi, czy w składzie jej członków może działać ukryty wróg klasowy. (…)

(…) Wróg jednak nie spał. Pragnął zdusić w zarodku wszelką myśl o założeniu spółdzielni produkcyjnej. Dużo złego zrobiła zwłaszcza kuźnia. Gdy tylko rozeszła się po okolicy wieść, że chłopi w Kamieńcu chcą założyć spółdzielnię produkcyjną, z najdalszych okolic pod pretekstem naprawiania narzędzi rolniczych zaczęli zjeżdżać do kuźni w Kamieńcu bogaci chłopi i siać rozmaite plotki o tym, jak to rzekomo będzie w spółdzielni produkcyjnej. Rozeszła się np. w Kamieńcu  plotka o „wspólnym kotle”, o tym, że wszystko z domów pozbiera się, zlikwiduje własność osobistą, że nawet żony będą wspólne. Te i temu podobne brednie szerzono po wsi. Ażeby zaradzić wrogiej robocie kułackiej, trzeba było przede wszystkim zamknąć kuźnie, z której wróg klasowy zrobił swoją melinę. Wkrótce też kuźnie zamknięto. Wróg jednak swojej propagandy nie zaniechał. Uderzył teraz w najsłabsze ogniwo, tj. w kobiety, element u nas najmniej uświadomiony. Zaczęto, je straszyć tym, że nie tylko krowy, świnie itp., ale nawet kury zostaną uspołecznione i pozabierane, że trzeba będzie błagać o kawałek chleba i o trochę mleka, że jeden będzie pracował, a dziesięciu innych będzie próżnowało, że wszyscy otrzymywać będą jednakowe wyżywienie – miskę zupy, a zamiast odzieży jakiś łachman. Opowiadano jeszcze wiele różnych bzdur. Bzdury te jednak swoje zrobiły. Kobiety wszczeły alarm. Na każdym kroku lamentowały i mówiły swoim mężom, że nie chcą słyszeć o kołchozach. (…)

(…) Zrozumiały dzieci, gdzie kryje się zło. Zastosowanie w spółdzielni maszyny radzieckiej do sadzenia ziemniaków błyskawicą obiegło cały nasz rejon szkolny, a nawet i rejony sąsiednie. Dały się słyszeć pogłoski, że ziemniaki, które sadzi maszyna, sadzone są jakoby „bez wyczucia”, że są uszkodzone, że w ogóle nie będą rosły, a jeżeli zaczną rosnąć, to wyrosną tylko w nać.  Były to bez wątpienia podszepty wroga klasowego.
Na każdej prawie lekcji żyliśmy z dziećmi tematyką spółdzielni produkcyjnej. (…)

(…) Jesień 1952r. zaznaczyła się dalszym postępom technicznym. Na wykopki do spółdzielni produkcyjnej przybyła radziecka koparka – skomplikowana maszyna do kopania ziemniaków. W ciągu kilku godzin dzieci zbierały ziemniaki wykopane radziecką koparką, a następnie na lekcjach omówiliśmy jeszcze raz znaczenie, jakie ma dla rolnictwa radziecka maszyna do sadzenia ziemniaków i radziecka koparka. (…)

(…) Nasi uczniowie dumni byli z tego, że mogli pracować pożytecznie na równi ze starszymi i wykopać około 30 m rowu odwadniającego. Następnie gromada nasza wykonała wspólnym wysiłkiem prace związane z „czynem melioracyjnym” i radiofonizacją wsi. (…)

12 thoughts on “Dzień wspomnień – to były piękne dni -spotkanie z prozą (część I)

    1. To możliwe. Żeby zrozumieć dzisiejszą świadomość społeczeństwa trzeba poznać jego korzenie. Niektórzy z Was skarżą się na swoich Rodzicó, że mają socjalistyczne skłonności. Wy się, w większości przed takimi skłonnościami bronice, jednakze większosć nie.
      To jest problem.

  1. To był dośc prosty zabieg – z niczego (powojenna bieda, zacofanie naukowe i technologiczne) robiono coś (elektryfikacja, nauka w szkołach, maszyny…) i podpisywano to sukcesem reform socjalistycznych. W tamtych czasach wystarczył jeden propagandzista z odczytami i szkoła by zdobyć społeczne przyzwolenie (incydenty w postaci represji pomijam).
    Dzisiaj za to, z czegoś (własnośc prywatna, własny sposób gospodarzenia) robi się nic. Jak to możliwe? Ano za sprawą standaryzacji, limitów oraz dopłat rekompensujących te niedogodności. Czyli coś na wzór tego z lat 50tych, tyle że zamiast maszyn, prądu i nauki, dostaje się cudze złotówki i wolny czas. Nie jest ważne więc ani w komunizmie ani w obecnym socjalizmie jak wygląda prawda, jaka jest rzeczywista wartość własnej pracy i własnej wiedzy (dzisiaj wszyscy umieją pisać), jaką wartość ma to, co robimy. Ważne jest co mówią inni a jeszcze lepiej, to co dają. Propaganda i ślepa chęć zysku, takiego zysku za darmo i opieki. Człowiek jak małpa idąca za bananem. Rezultat? Upadek moralny i materialny w dłuższej perspektywie czasu.

  2. „Woskowanie podłogi gromnicą” niezłe…
    Namawiałem Pana kiedyś, aby dał Pan spokój niewinnym bajkom i zainteresował sie prozą, ale jak na wakacyjne miesiące to znalazł Pan bardzo ciężką lekturę – jakaś komunistyczna „siłaczka”. To może jednak wrócimy do bajek?
    W pale sie nie mieści, że czytając takie wspomnienia (zazwyczaj pisane „od serca”) jestem prawie pewien, że ona naprawdę CHCIAŁA DOBRZE i wierzyła, że jej praca ma sens
    Cos potwornego.

    1. Alez ja mam z Panem problem. Teraz znowu chce Pan bajek. Proza Panu nie odpowiada. Nawiasem mówiąc, trzeba spojrzeć na całość” pralni mózgu”. Otaczała ludzi wszędzie. Moja ciocia wyrzuciła meble gdańskie i kupiła meblo ściankę, bo zabili w niej szacunek do piękna, ludzkiego artyzmu. Wziął je dozorca domu zwany „gospodarzem domu”. Dzieci się wychowywały w takiej atmosferze. To dzisiejsi wyborcy. Zwolennicy państwa opiekuńczego. To dzieci socjalizmu, które nie potrafią się wyrzec swoich rodziców.

      1. Panie Krzysztofie, miał Pan szczęście, że wychował się Pan z takimi a nie innymi rodzicami, ja mam takich jakich mam i nigdy się od nich nie będę odcinał, czy wyrzekał, jedno co to udaje mi się przekonywać rodziców jak powinno być, choć to powinno być odwrotnie

        1. Młodość była trudniejsza. Zadnych kolonii, żadnych Dziadków Mrozów (obecne Mikołajki), brak punktów dodatkowych za pochodzenie przy kwalifikacjach na studia, ale za to praktyka przy Ojcu. chodziłem trzymajac Ojca za rekę mając tylko 6 lat „załatwiać” z Ojcem interesy. A było to jeszcze za czasów naszego kochanego na blogu Józefa Stalina i jego polskich kolegów.

          1. łatwiejsza, coś uczyła, chciałbym mieć ojca który ze mną będzie chodził w interesach od 6 roku życia, ważna jest wiedza o czym wszyscy prawie zapominają, teraz liczy się „wykształcenie”

          2. Rozwinąłem się w latach 80 – tych. Pozwolono na prowadzenie firm z kapitałem „zagranicznym”. zacząłem prowadzić firmy kilkuset osobowe. Dziwilem się, że zbyt malo zarabiam. zrozumiallem siłę wiedzy. z przyjaciółmi pojechaliśmy prywatnie (trudno było w socjaliźmie) na trasę Singapur, Malezja i Tajlandia. Kazgo dnia wieczorem oni zaczynali pić wino a ja na dwie godziny ich opuszcazałem. Uczyłem się rachunkowości. Później mnie sie o różne sprawy pytali, robia to do dziś. Ja się ich pytam- a nielepiej było poświęcić te dwie godziny dziennie przez te tygfodnie niż teraz nic nie wiedzieć. Przy odpowiednim zasobie wiedzy życie daje lekcje. Przy braku podstaw zycie daje nauczk. to radzę zapamiętać. Lekcje czy nauczki?i

          3. Oj uczyła, uczyła. Wyrabiała słuch. Mówić można było tylko szeptem, bo co drugi to był kapuś, a o Stalinie i jego drużynie trzeba BYŁO MÓWIĆ W SAMYCH SUPERLATYWACH. Co do Ojca, to faktycznie lansowano inny model życia społecznego. Przeżyć życie bez pracy na państwowej posadzie w tamtych czasach było ciężko. Rodzicom to się udawało. Jabłuszko nie daleko od jabłonki – mnie też.

  3. „Jest rzeczą niemożliwą, aby doprowadzić do całkowitego zdziczenia lud, który nie posiada podstawowego wykształcenia” / N.G.Davila

    Kto się dalej śmieje z „wykształciuchów”, bo jakoś zniknęło chyba to określenie z obiegu. Łatwiejsze to do zapamiętania niż „wyedukowany głupiec”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *