Wielkie, nieznane wydarzenie w historii Polski.
Święto 11 listopada jest dobrą chwilą żeby przypomnieć sobie inne ważne wydarzenia z życia naszego Narodu.
W ślad za Warszawską Gazetą przekazuję Wam trochę faktów historycznych, o których na pewni nie uczyliście się w szkole. Wielu z Was słyszało – wielu nie! Myślę, że dla każdego, kto nie zapoznał się z tą publikacją, będzie ona niezwykle interesująca.
Opisane wydarzenia mogłyby stać sie okazją do obchodzenia ich rocznicy i uczynienia tego dnia świętem narodowym.
Jednakże obserwując sposób obchodzenia świąt narodowych, można postawić tezę, że chybal lepiej żeby świąt było ich jak najmniej.
27 rannych i dwustu zatrzymanych – to dotychczasowy efekt dzisiejszego święta.
A to jeszcze nie koniec…
Nawet święta trzeba umieć obchodzić.
Carski sztandar
Lata 1598-1613 to w historii Rosji okres Wielkiej Smuty (Smutnoje Wremja), czyli ogromnego państwowego kryzysu, zakończonego dwukrotną udaną interwencją wojsk Rzeczypospolitej. Po raz pierwszy Polacy wkroczyli do Moskwy w 1605 roku, osadzając na rosyjskim tronie Dymitra Samozwańca, który rok później poślubił córkę polskiego magnata – Marynę Mniszchównę, koronowaną na carową Rosji. Warto wiedzieć, że Polacy pojawili się na Kremlu i wkroczyli do cerkwi z bronią, co dla Rosjan było największą obrazą. Tydzień po ślubie i tej koronacji wybuchło antypolskie powstanie, w wyniku którego Dymitr Samozwaniec został zamordowany. Nowy car Wasyl IV Szujski kazał poćwiartować jego zwłoki, następnie je spalić, a prochy wystrzelić z armaty na Zachód – w kierunku Polski. Sam rozpoczął panowanie na Kremlu. Ze strachu przed Polską zawarł układ ze Szwecją, oddając jej Inflanty. To z kolei nie spodobało się Zygmuntowi III Wazie. Wojsko polskie znów wyprawiło się do Moskwy. 4 lipca 1610 r. pod Kłuszynem (między Smoleńskiem a Moskwą) hetman Stanisław Żółkiewski, dysponujący niespełna siedmiotysięczną jazdą rozbił w proch trzydziestopięciotysięczną połączoną armię dowodzą przez brata cara – Dymitra Szujskiego i Jacoba Pontussona De la Gardie ze Szwecji. Wodzowie przegranej armii zdołali uciec ale nie ustrzegło ich to przed konsekwencjami – Pontusson np. został po swojej ucieczce przez Rosjan obdarty dosłownie do koszuli i wypędzony kijami z zamku Oczepow, gdzie usiłował się schronić. Polacy zaś zdobyli rosyjsko-szwedzki obóz, a w nim ogromne bogactwa – złote i srebrne naczynia, szaty, sobolowe futra oraz setki wozów pełnych pieniędzy na żołd dla cudzoziemskich żołnierzy. Zdobyli także uzbrojenie Szujskiego – szyszak, szablę i buławę, jego karetę, liczne kolasy a także rosyjskie sztandary, w tym ten najważniejszy – adamaszkową chorągiew cara obszytą złotem. Żółkiewski już 12 lipca 1610 roku pociągnął pod Moskwę, której mieszkańcy sami otworzyli mu bramy miasta, 27 sierpnia obwołali carem syna Zygmunta III Wazy – królewicza Władysława a 9 października 1610 roku wydali w ręce zwycięskiego polskiego hetmana cara Wasyla IV Szujskiego oraz jego braci – Dymitra (dowodził pod Kłuszynem) i Iwana (następcę moskiewskiego tronu) Szujskich a także żonę Dymitra – Katarzynę (Jekaterinę).
Carska rodzina na kolanach
Rok później Żółkiewski przywiózł carskich jeńców do Warszawy. 29 października 1611 roku przy biciu kościelnych dzwonów, wobec setek ludzi gromadzących się na ulicach miasta, w otwartym powozie (tak by wszyscy mogli popatrzeć na jeńców) przewiózł ich w prawdziwym tryumfalnym wjeździe na Zamek Królewski i postawił przed królem Zygmuntem oraz posłami i senatorami. W Sali Senatorskiej Zamku Królewskiego znaleźli się także biskupi, najważniejsi politycy oraz dowódcy wojskowi. Obok tronu Zygmunta III zasiedli prymas oraz wielki kanclerz koronny. Wasyl IV Szujski car Rosji z odkrytą głową schylił się do samej ziemi, dotykając prawą dłonią podłogi, a następnie pocałował środek własnej dłoni. Potem złożył przysięgę, korząc się przed majestatem Rzeczypospolitej, uznał się za pokonanego i obiecał, że Rosja już nigdy więcej na Polskę nie napadnie. Dopiero po tej przysiędze król Zygmunt pozwolił mu na pocałowanie ręki, co było kolejnym wyrazem poddania się Rosji. Kniaź Dymitr upadł na twarz i uderzył czołem przed polskim królem i Rzecząpospolitą, po czym złożył taką samą przysięgę jak car. Wielki kniaź Iwan upadł na twarz i płacząc trzy razy bił pokłony, uderzając czołem o posadzkę Zamku Królewskiego, po czym złożył przysięgę tej samej treści co jego bracia. Przed polskim tronem leżały wtedy zdobyte pod Kłuszynem i na Kremlu rosyjskie sztandary, w tym ten najważniejszy – carski sztandar Wasyla Szujskiego. Ceremonia hołdu ruskiego zakończyła się uroczystą Mszą Świętą w sąsiadującym z Zamkiem kościele św. Jana (dzisiejsza Archikatedra).
Zniszczyć pamiątki, podeptać pamięć
Car Wasyl Szujski, jego bracia oraz bratowa po tym wydarzeniu zostali przewiezieni do niewoli i osadzeni najpierw w pałacu na warszawskim Mokotowie a potem w Gostyninie, gdzie wszyscy zmarli w przeciągu kilku dni września 1612 roku, najprawdopodobniej na skutek szalejącej wówczas zarazy. Zostali pochowani w Warszawie, w specjalnie w tym celu wybudowanej kaplicy, zw. Kaplicą Moskiewską. W 1635 roku król Władysław IV odsprzedał Rosjanom kości carskiej rodziny, dzięki czemu ich szczątki spoczęły w Moskwie.
Po tym tryumfie w Warszawie pozostało kilka pamiątek, z których większość już nie istnieje. Pierwszą były dwa obrazy przedstawiające hołd, namalowane na zlecenie króla przez Tomasza Dolabellę i eksponowane na warszawskim zamku. Drugą – właśnie Kaplica Moskiewska. Znajdowała się ona w okolicy dzisiejszego pałacu Staszica, na samym początku Krakowskiego Przedmieścia. Była to dla Rosjan szczególnie upokarzająca lokalizacja, bowiem każde rosyjskie poselstwo musiało przychodzić obok tego symbolu polskiego zwycięstwa, co najwyraźniej stało Moskalom ością w gardle do tego stopnia, że już w 1647 roku poprosili, by Władysław IV ją zburzył. Król odmówił ale wymontował nagrobny kamień i przesłał do Moskwy. Ostatecznie kaplica została jednak zburzona i to tak skutecznie, że historycy do dziś wiodą spór o jej dokładną lokalizację.
Rosjanie zażądali też… spalenia dzieł informujących o hołdzie, który złożyli Polsce oraz surowego ukarania piszących o tym. (Jak widać rosyjska bezczelność nie jest wynalazkiem Putina.) W 1650 roku istotnie spłonęło kilka kartek I (niestety, nie tylko Tusk zachowuje się jak lokaj Moskwy, kiedyś też mieliśmy takich tchórzy) lecz nikogo nie ukarano. Moskale byli w swej nienawiści bardzo wytrwali – w 1678 roku zażądali zwrotu wymienionych dwóch obrazów Tomasza Dolabelli, przedstawiających Hołd ruski i wiszących w Zamku Królewskim w Warszawie. Ostatecznie August II Mocny zwrócił je carowi Piotrowi Wielkiemu bądź dzieła te zostały zniszczone. Ocalała kopia jednego z nich ale jest ona tak skutecznie ukrywana, że mało kto wie, jak wygląda ten obraz.
Pamiątki ocalałe
Na szczęście polski tryumf został też uwieczniony na dwóch obrazach Jana Matejki. Pierwszy to namalowany w 1853 roku obraz „Carowie Szujscy wprowadzeni przez Żółkiewskiego na sejm warszawski przed Zygmunta III” (Matejko miał wówczas tylko 15 lat!) oraz drugi – „Hołd ruski” – częściej określany jako „Carowie Szujscy na Sejmie Warszawskim”. Pierwszy obraz znajduje się w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, drugi, namalowany w 1892 roku – w domu artysty w Krakowie. Co ciekawe – „Hołd ruski” w 1954 roku został określony jako obraz o niskiej wartości artystycznej z zaleceniem aby go nie eksponować. Zapewne nie bez przyczyny – w końcu „Wielki Brat” mógł poczuć się obrażony… W efekcie – mało kto wie, jak wyglądają oba dzieła a hasło „Hołd ruski” w Wikipedii po prostu… nie istnieje.
Lata ukrywania prawdy o polskim tryumfie sprawiły, że niewiele osób wie także, iż pomimo moskiewskich rozkazów, w samym centrum Warszawy znajduje się pamiątka hołdu, złożonego Polsce przez cara. W 1644 roku na zachodniej stronie cokołu Kolumny Zygmunta umieszczono łacińską inskrypcję, która głosi: „Zygmunt III na mocy wolnej elekcji król Polski, z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa – król Szwecji, w umiłowaniu pokoju i w sławie pierwszy pomiędzy królami, w wojnie i zwycięstwach nie ustępujący nikomu, WZIĄŁ DO NIEWOLI WODZÓW MOSKIEWSKICH, STOLICĘ I ZIEMIE MOSKIEWSKIE ZDOBYŁ, WOJSKA ROZGROMIŁ, ODZYSKAŁ SMOLEŃSK, złamał pod Chocimiem potęgę turecką, panował przez czterdzieści cztery lata, w szeregu czterdziesty czwarty król, dorównał w chwale wszystkim i przyjął ją [chwałę] całą”.
Najwyraźniej zarówno carscy, jak i stalinowscy cenzorzy nie znali łaciny (wykształcenie nigdy nie było mocną stroną tych „szczekaczek”) i zapomnieli usunąć napis, który przez lata przypominał (i nadal przypomina) Polakom, że zanim Moskwa zaczęła wysyłać na Sybir polskich patriotów, zanim Rosjanie wymordowali nam elitę narodu w Katyniu i zanim przysłali nam czerwoną hołotę w charakterze rządu w 1944 roku, upadła na twarz przed polską potęgą. Być może stosunek Rosji do Polski przez ostatnie cztery setki lat nie był tylko wynikiem „mocarstwowej polityki” a zwykłą zemstą za upokorzenie, którego doznała poprzez właśnie Hołd ruski, powtórzone następnie 15 sierpnia 1920 roku. Był zemstą za to, że Rosjanie sami poddali Polakom swoją stolicę a Polacy nigdy takiego gestu wobec nich nie dokonali. Być może za „lokalizacją” mordu polskich oficerów właśnie w Katyniu stoi też klęska pod Kłuszynem i odbicie sąsiadującego z nim Smoleńska.
Czterysta lat ukrywania prawdy zrobiło swoje i niewiele osób dziś wie o Hołdzie ruskim a zdarza się, że jeśli nawet powstaje na jego temat artykuł, to znaczenie tego wydarzenia jest bagatelizowane. Tak jakbyśmy się usprawiedliwiali, że kiedyś zdeptaliśmy pychę Rosji. Szkoda, że dziś polskie władze są tak tchórzliwe, że nadal nie mają odwagi przypomnieć światu o tym fakcie, pomimo, że dla Rosji narodowym świętem jest wypędzenie Polaków z Kremla. Jedynym pocieszeniem pozostaje w tej sytuacji fakt, że przez to „święto” w pewien sposób Putin sam przyznaje, że Polacy na Kremlu jednak panowali.
Źródła:
Aldona Zaorska – „Hołd Ruski” – www.warszawskagazeta.pl








zeki
12 listopada 2011 o 08:14
Fajny artykulik…
Ponoć tam garstka naszych była i nie trudno było ich wypędzić…
Wrócimy kiedyś do takiej potęgi?
Popierasz czy nie?
3
0
Karol
12 listopada 2011 o 15:13
Nasz prezydent premier i reszta ekipy dają się z wielką przyjemnością wozić samochodami wyprodukowanymi nie w naszym kraju. Nie mamy nawet żadnej ewentualnie żadnej liczącej się marki samochodu. Pan JKM jest zdania że militarnie pobiła by nas Białoruś lub Ukraina. W perspektywie kilku lat mamy za to że jak coś nam się stanie to naszymi ewentualnymi dziećmi zaopiekuje się dwóch tatusiów. Także przy obecnym stanie rzeczy nie wrócimy.
Popierasz czy nie?
0
0
Robert Ubych
12 listopada 2011 o 21:16
obecny stan rzeczy wynika z tego, że jesteśmy chyba genetycznie zaprogramowani na to, żeby rządziły nami kundle:) polacy to chyba po prostu lubią, i dobrze nam z tym… w końcu kundle trzymają z kundlami:)
Popierasz czy nie?
0
0
Czupurny Roman
13 listopada 2011 o 22:31
Nie przenoś relacji ze swojego domu na szersze wody.
Popierasz czy nie?
2
0
Karol
13 listopada 2011 o 10:54
http://www.youtube.com/watch?v=5lPAqfY2YhY&feature=player_embedded
leżącego poniżej pasa i po głowie…
Popierasz czy nie?
0
0
dorotka
13 listopada 2011 o 14:27
Dzięki za fantastyczny artykuł.Zgadzam się z Panem Robertem, że rządzą nami kundle ludzie bez kręgosłupa ciągle jesteśmy na kolanach . Przykładów tysiące ostatnio szczytem przepychanki wokół „Czterech Spiących” pytanie do ruskich czy możemy przesunąć ten kompromitujący Polaków pomnik. No a wydarzenia z 11 listopada bełkot Gwna i TVN prowokacje lewaków biedna Polska…
Popierasz czy nie?
0
0
Paweł W.
13 listopada 2011 o 19:52
A ja byłem 2 dni temu na Anonymous. Kto lubi teorie spiskowe – bardzo polecam.
Opowiedziany barwnie i bardzo przekonująco.
A co do Hołdu Ruskiego – nie przypominam sobie tego z lekcji historii. Hołdu Pruski – tak, ale Hołdu Ruskiego- nie.
Jednak z lekcji historii pamiętam, że Polacy zdobyli Moskwę, że mieli osadzić swojego na tronie carskim, tylko, że król nie zgodził się, aby syn przeszedł na Prawosławie, co było bezwzględnym wymogiem rosyjskiej szlachty. Poza tym Polacy na Kremlu dość swawolnie się zachowywali i podobno zasługiwali na nienawiść im współczesnym Rosjanom, a szczególnie Moskwiczanom(Moskalom).
Popierasz czy nie?
2
0
Witold Linga
18 listopada 2011 o 21:07
Dawniej; My, Jan III, z Bożej łaski król Polski, wielki książe litewski, pruski, ruski, mazowiecki, żmudzki etc. etc.
Dzisiaj; Komorowski ruski, Tusk pruski, Mazowiecki judzki itd. itd.
Popierasz czy nie?
1
0
Q.J.
29 listopada 2011 o 18:08
Dziękuję Panie Krzysztofie za świetny wpis! Warto o takich rzeczach mówić; ja np. o Dymitrze Samozwańcu słyszałem – ale o hołdzie ruskim ani słowa…
Ostatnio rzadko tu zaglądam – ale zapewniam, że żaden wpis nie pozostał nieprzeczytany;)
Pozdrawiam i życzę powodzenia!;)
Popierasz czy nie?
0
0