W emerytalnym kotle wrze. Koalicja drży.

Za podwyższeniem wieku emerytalnego do 67. roku życia dla mężczyzn opowiedziało się 7 proc. ankietowanych, a za przejściem na emeryturę kobiet w tym wieku – 3 proc. badanych. Sondaż TNS OBOP zrealizowano w dniach 1-4 marca br. na ogólnopolskiej, losowej i reprezentatywnej próbie 1000 mieszkańców Polski w wieku co najmniej 15 lat.

Koalicja jest to małżeństwo z rozsądku,
które spędza miodowy miesiąc w oddzielnych łóżkach.

Jean Marivaux.

Na początek trochę liczb.

Pod koniec 2011 Polska liczyła 38 482 919 mieszkańców, z tego Dzieci w wieku poniżej 15 roku życia stanowią obecnie ok. 16,5% ogólnej populacji.

Liczba emerytów i rencistów na koniec stycznia 2011 r. spadła do 7 mln 456,7 tys

Arytmetyka wskazuje, że sondaż objmując polem zainteresowania ludzi powyżej 15 roku życia. objął około 32 miliony ludzi, wśród których było około 7,5 miliona rencistów i emerytów, czyli w dużym przybliżeniu około 25% objetych sondażem.
Prawdziwymi finansującymi emerytury i renty są wszyscy podatnicy – zarówno pracujący, jak i niepracujący, emeryci, renciści, dzieci itd. Jeżeli w dużym uproszczeniu przyjmiemy, że większość wydatków państwa finansowanych jest z podatków płaconych przez wszystkich obywateli, to oznacza, że każdy Polak wpłaca rocznie ok. 8200 PLN na utrzymanie państwa.
Łącznie na emerytury i renty wypłacane z ZUS-u i KRUS-u z państwowej kasy wypływa 76 mld zł. Stanowi to ok. 23% budżetu państwa.
Tym samym, każdy Polak, w tym również emeryt i rencista przekazuje na cele emerytalne 23% z kwoty 8200 PLN, czyli 1886 PLN.
Oczywiście nie licząc składek na ZUS i KRUS. Kwota 1886 PLN dzieli się w ten sposób, że 19% czyli 372 PLN idzie na rzecz dopłat do KRUS, zas 81%, czyli 1514PLN idzie na dopłaty do ZUS.
W rozliczeniu miesięcznym, każdy z nas dopłaca 31 PLN do KRUS i 126 PLN do ZUS.
Reasumując; każdy z nas dopłaca na zabezpieczenie emerytalne i rentowe obcym osobom 157 PLN miesięcznie.. Statystyki mają to do siebie, że wypaczają dane. Rzeczywistości można założyć, że całość tego ciężaru biorą na siebie pracujący. Przykładowo, na 1000 pracujących przypada 260 emerytów. Prognozy demograficzne wskazuję, że stosunek ten będzie ulegał zmianie Ilość pracujących będzie maleć, zaś ilość emerytów będzie rosnąć. Tego trendu, w krótkim okresie czasu nie potrafimy zmienić. Podwyższenie podatków w celu finansowania różnicy pomiędzy wydatkami na emerytury a przychodami ze składek jest już niemożliwe ze względu na skutki uboczne.
Finansowanie deficytem budżetowym również jest też niemożliwe, ze względu na określone przez Unię granice tego deficytu. Pozostają dwie możliwości. Jedną jest obniżenie emerytur do granic określonych wielkością składek pobieranych od coraz mniejszej ilości pracujących i możliwego deficytu budżetowego. Drugą możliwością jest zwiększenie tych składek poprzez zwiększenie ilości osób pracujących. Właśnie to chcą twórcy reformy emerytalnej uzyskać poprzez wydłużenie okresu pracy osób zatrudnionych. Matematycznie sprowadza się to do tego, żeby zmniejszająca się ilość osób pracujących na jednego emeryta została zwiększona wydłużeniem okresu ich pracy. Tym sposobem z jednej strony zmniejszy się lub opóźni ilość osób przechodzących na emeryturę, z drugiej zaś zwiększy się ilość pracujących o osoby, których okres pracy się wydłuży.

Dla każdego emeryta jest korzystne wydłużenie okresu pracy pozostałychosób pracujących. Osoby pracujące, to współcześni niewolnicy osób pobierających emeryturę. Zabiera im się część owoców pracy i przekazuje emerytom. Czy lepiej mieć owoce z większej ilości sadów czy też z mniejszej? Odpowiedź jest oczywista. Im więcej sadów, tym więcej owoców trafi do emerytów.
Racjonalnie myślący emeryt bądź rencista powinien głosować za wydłużeniem okresu pracy. Oznacza to, że co najmniej 25% społeczeństwa, bo tyle jest emerytów i rencistów, powinno być zadowolonych z wydłużenia okresu pracy. Do tego dochodzą ci, których wydłużenie będzie nieznaczne, ze względu na tryb wprowadzania w życie reformy ubezpieczeniowej.
Fakt, że tylko 7% ankietowanych w przypadku mężczyzn i 3% ankietowanych w przypadku kobiet jest zwolennikami wydłużenia okresu pracy. Można by uznać za swoistym fenomenem.
Brak reformy bezwzględnie wywoła obniżenie siły nabywczej emerytur i rent u obecnych ich beneficjentów. Tak więc znacząca cześć obecnych emerytów i rencistów głosuje za obniżeniem swoich świadczeń.
W rzeczywistości to jest zupełnie inny fenomen. W moim odczucie, emeryci i renciści, którzy uważają, że korzystniejsze dla nich będzie pozostawienie obecnego wieku emerytalnego, po prostu nie rozumieją funkcjonowania projektu reformy emerytalnej. Uświadamianie zasad reformy nie daje rezultatów. Można nawet powiedzieć, że daje. Tylko odwrotne. Przykładowo, w listopadzie ubiegłego roku było 16%zwolenników wydłużenia okresu pracy.
Nie przypadkowo, w swoich książkach pisałem, że największą przeszkodą na drodze Polski do dobrobytu jest świadomość społeczeństwa.
Ta świadomość, a właściwie jej brak, jeszcze wielokrotnie stanie na drodze przemian politycznych i gospodarczych w kraju.

23 thoughts on “W emerytalnym kotle wrze. Koalicja drży.

  1. Teraz mam pytanie, czy społeczeństwo naprawdę jest nieświadome czy raczej woli takim pozostać ? Gdyby zostałoby mi 2 lata do emerytury to raczej niechciałbym przyjąć do wiadomości,że po przepracowaniu całego życia z poświęceniem części wypłaty na spokojną emeryturkę momentalnie mogę zostać bez środków do życia.
    Wolałbym trwać w tej pięknej obietnicy do końca z nadzieją,że rząd coś wymyśli i nie pozwoli mi umrzeć z głodu.

  2. a ja absolutnie rozumiem osoby sprzeciwiające się podwyższeniu wieku emerytalnego.

    Po pierwsze – pieniędzy otrzymają mniej wliczając lata stracone na dodatkowej pracy (kiedy już mogli otrzymywać pieniądze od państwa w wieku 65 lat, oni min. 2 lata dłużej państwu płacą i nie otrzymują w tym czasie żadnych świadczeń emerytalnych).
    Teoretycznie 67 latek odchodząc na emeryturę dostanie większą stawkę…. ale żyje o te 2 lata krócej na emeryturze. Jeśli emeryt umrze w wieku 70 lat, to państwo okradło go z 2 lat życia na koszt państwa. Być może nawet państwo skróciło mu życie, ponieważ 2 lata dłużej pracował np. fizycznie, nabawiając się dodatkowego uszczerbku na zdrowiu i przyspieszając swoją drogę w zaświaty.

    Po drugie – jeśli ktoś chce pracować dla lepszej sytuacji materialnej, to powinien pracować jak długo chce (nie powinno być jednak do tego przymusu)

    Po trzecie – wydłużanie wieku emerytalnego może rosnąć bez końca – lepiej nie robić z tego reguły. Należy po prostu zlikwidować cały system ZUS.

    Bardzo podoba mi się model kanadyjski omawiany wcześniej na tym blogu. Taka sama składka emerytalna dla każdego obywatela (uniezależniona od dochodów) – wypłata w wieku emerytalnym minimum potrzebnego do przeżycia. Wyższe standardy życia uzależnione są już od zapobiegliwości obywateli na własną rękę.

    Jeśli więc ktoś w referendum mnie spyta czy jestem za podwyższeniem wieku emerytalnego – odpowiem:: jestem za likwidacją wieku emerytalnego. Niech każdy odchodzi na emeryturę kiedy mu się podoba. niech zabierze to co zarobił dla niego ZUS i zostanie emerytem choćby i w wieku 34 lat. Jak mu nie starcza, to niech kombinuje.

    1. jedynym słabym punktem emerytury kanadyjskiej jest ustalenie ile to jest to minimum do przeżycia. inna jest w mieście gdzie trzeba załacić czynsz i po wszelkie zakupy iść do sklepu. zupełnie inna jest na wsi gdzie ma się jeszcze przydomowy ogródek z warzywami, płaci się stosunkowo niewielki podatek od nieruchomości, w mieście za 500zł nie ma możliwości przeżyć a na wsi jak najbardziej

      1. Nie widzę w różnicach kosztów życia problemu. Ustalić minimum do przeżycia można na podstawie najdroższego miasta – u nas to Warszawa. Emerytom mieszkającym na wsi będzie z pewnością żyło się lepiej za te same pieniądze niż emerytom w stolicy.
        Zachęci to jednak część emerytów do przeniesienia się na wieś.
        Niektórzy emeryci oczywiście dzięki własnej zapobiegliwości będą otrzymywać większe świadczenia emerytalne i życie w najdroższych dzielnicach nie będzie im spędzało snu z powiek. Może nawet wybiorą się na jakąś tropikalną wyspę. Wolny wybór.
        Ważne że osoby starsze – te najbardziej niezaradne życiowo, które nie zagwarantowały sobie żadnych oszczędności, lub dzieci – od których mogłyby żądać alimentów…. z głodu nie umrą nawet w stolicy.

        Poza tym zastanówmy się, czy istnieje jakikolwiek system, który wyrównuje różnice między życiem na wsi a miastem? Czy ZUS płaci mniej emerytom na wsi, a więcej w miastach – bo mają inne koszty?
        To nie jest słaby punkt modelu kanadyjskiego lecz wszystkich modeli…. no może poza jakimś komunistycznym rozwiązaniem „każdemu wedle potrzeb”. Jeśli płacisz wszędzie takie same składki emerytalne, powinieneś otrzymywać takie same świadczenia – inaczej byłaby to dyskryminacja jednej grupy na korzyść drugiej.

  3. WIEK EMERYTALNY
    Każdy powinien mieć możliwość wyboru przejścia na emeryturę w dowolnym wieku, po przepracowaniu np. 15 lat. Łączna kwota odłożonych składek w ZUS, waloryzowanych o inflację, dzielona przez średnie dalsze trwanie życia, da wysokość emerytury.
    Kobiety, powinny mieć dodatkowo doliczane, jako lata pracy, czas za dzieci i wnuki. Zaliczając kobiecie na każde dziecko i każdego wnuka np. 2 lub 3 lata, jakby pracowała za minimalną krajową pensję. O tyle też lat powinna mieć prawo do wcześniejszej emerytury. Kobiety nie mające wnuków, mogą pracować tak długo, na ile im na to zdrowie pozwoli. Wychowywanie dzieci i opieka nad wnukami to też praca dla Państwa. Dzisiaj kobieta, która nie pracowała zarobkowo, a wychowała np. 5 dzieci i opiekuje się wnukami, pozbawiona jest emerytury, mimo, że cała piątka pracuje, płaci ZUS i podatki.
    Nikogo nie trzeba przekonywać do długich lat pracy. Każdy powinien być świadomy wysokości swojej przyszłej emerytury. Kryteria powinny być jasne. Liczenie też proste. Przykład osoby, która chciałaby przejść na emeryturę w wieku 50 lat po 15 latach pracy zarabiając 2500zł przez te lata. Aby policzyć realną wartość emerytury, zakładam że nie ma inflacji ani waloryzacji. Od kwoty 2500zł prawie 20% idzie do ZUS na konto emerytalne (I i II filar), to znaczy 500zł przez 12 miesięcy i 15 lat. Uzbiera się kapitał 90 000zł. ZUS podzieli tą kwotę przez 370 miesięcy (średnie dalsze trwanie życia) co da 243zł miesięczną emeryturę. Dzisiaj dla 60-latki ZUS z GUS bierze 250 miesięcy do obliczeń emerytalnych.
    243zł to kwota optymistyczna, ponieważ do ZUS idzie mniej, 19,52%, więc kapitał będzie mniejszy. W rzeczywistości waloryzacja emerytur zawsze jest mniejsza od inflacji. Dodatkowo ZUS od naliczonej emerytury potrąca podatek i składkę na ZUS zdrowotne. Inne przykłady: Osoba po przepracowaniu 40 lat z pensją 2500zł zbierze kapitał 240 000zł. Otrzyma w wieku 60lat 960zł optymistycznej emerytury, a w wieku 65 lat – 1263zł. Służby mundurowe. Pensja 5000zł przez 15 lat, zgromadzony kapitał 180 000zł podzielony przez 490 miesięcy ( średnie dalsze trwanie życia, gdyby w wieku 40 lat chciał przejść na emeryturę ) da imponującą kwotę 367zł.
    Policzmy maksymalną emeryturę. GUS podał, że w grudniu 2011 średnia pensja przekroczyła 4000zł. 250% średniej to 10 000zł. Czyli dotyczy to wszystkich którzy przez wszystkie lata pracy zarabiali ponad 10 tys. zł. Na konto emerytalne wpływa 2000zł miesięcznie. Emerytura 60-latka po 30 latach pracy wyniesie 2880zł, a 65-latka po 40 latach pracy wyniesie 5052zł. Emerytura dla minimalnego wynagrodzenia 1500zł jakie obowiązuje od 1 stycznia 2012. Osoba po przepracowaniu 40lat w wieku 60lat otrzyma 576zł, a w wieku 65 lat, 757zł. W przypadku działalności gospodarczej, od stycznia 2012 na konto emerytalne płacimy prawie 413zł. Po 40 latach w wieku 60 lat otrzymamy 792zł, a w wieku 65 lat, 1043zł. Tak wysokie emerytury otrzymamy pod warunkiem że cały czas pracujemy bez zwolnień lekarskich, urlopów bezpłatnych i składki regularnie wpływają do ZUS.

  4. Nie przedstawił Pan co się stanie z emeryturami po wprowadzeniu Euro. Dlaczego Tusk wymusza wydłużenie wieku już , a wprowadzenie Euro później ? Po wprowadzeniu Euro przy przeliczniku 1 Euro= 4 PLN emerytury w Polsce będą niższe niż w Angoli . I o to chodzi.

  5. Nie przedstawił Pan co się stanie z emeryturami po wprowadzeniu Euro. Dlaczego Tusk wymusza wydłużenie wieku już , a wprowadzenie Euro później ? Po wprowadzeniu Euro przy przeliczniku 1 Euro= 4 PLN emerytury w Polsce będą niższe niż w Angoli . I o to chodzi.

  6. Jedną z przyczyn opisanego fenomenu, który wydaje się być nielogiczny, może być fakt, że obecni emeryci mają rodziny, wśród których są córki, siostrzenice etc., które mają ok. 50 lat i to ze względu na takie osoby, obecni emeryci, lub przyszli, których reforma bezpośrednio nie dotknie, będą głosować przeciw wydłużeniu wieku emerytalnego, choć w praktyce, zagłosują niejako przeciw sobie…
    Bardzo smutne jest to, że nasz system może doprowadzić do silnych antagonizmów pomiędzy młodymi i starszymi ludźmi. Ludzie na starość powinni być raczej finansowani z własnych oszczędności, wsparcia własnych dzieci i nieprzymusowej pomocy ludzi z dobrym sercem. W przeciwnym razie mamy do czynienia z nieprawdopodobną anonimowością i centralizacją środków, dzięki czemu nie tak trudno jest wyprowadzić kilka miliardów, o czym niedawno pisano w „Naszym Dzienniku”.

  7. Warto jeszcze podać trochę statystyk i wyjaśnień:
    – 32 % mężczyzn nie dożywa 67 lat, przy 12 % kobiet – należy więc spytać, ile przymusowych składek odłożyło te ok. 20 % społeczeństwa z każdego rocznika, które nie doczeka już swojej emerytury.
    – po 1990 r. nastąpiła dramatyczna zapaść demograficzna, ale warto to scharakteryzować, idąc w przeszłość troszkę dalej:
    W roku 1955 urodziło się prawie 800 tys. dzieci i to był powojenny szczyt. Potem postępował spadek do ok. 520 tys. narodzin w 1967 r. Następnie liczba urodzeń zaczęła rosnąć do roku 1983, gdy przyszło na świat 730 tys. dzieci – i był to szczyt tzw. pokolenia zemsty Jaruzelskiego. Potem postępował już spadek urodzeń. Wynik z roku 1967 został powtórzony w roku 1992. Ale spadek nie przestał się utrzymywać i trwał jeszcze prawie dekadę.
    W roku 2003 przyszła kulminacja niżówki: tylko 350 tys. narodzin… Wtedy też odnotowano ujemny przyrost naturalny, bo parę tysięcy osób więcej osób zmarło aniżeli się urodziło.
    Spore wahania w liczbie narodzin Polaków w latach 1945-1990 były uwarunkowane fluktuacjami wyżowo – niżowymi, będącymi spuścizną czasów wojennych. Ale bardzo istotne jest, że wzrost liczby narodzin następujący po roku 2003 nie był już taki dynamiczny, jak we wcześniejszym pokoleniu. Szczyt tego wzrostu przypadł na rok 2009, kiedy urodziło się prawie 420 tys. dzieci. I trzeba zaznaczyć jest to wynik gorszy o ok. 100 tys. urodzeń od kulminacji niżówki w latach 60.
    A po roku 2009 opisywana wartość znów zaczęła spadać – 2010 r. – 415 tys. i w roku minionym – 391 tys. narodzin. To tylko o ok. 40 tys. więcej od najgorszego w poprzedniej dekadzie, roku 2003.
    Znając te wartości, trzeba wiedzieć, że przy masowo zamykanych obecnie szkołach, za parę lat nie będzie wielkiego problemu z jakimś szczególnym wyżem demograficznym, bo już go po prostu nie ma.
    Należy jeszcze nadmienić, że zaraz po wojnie Polaków było znacznie mniej, niż potem, więc, gdy przez całą dekadę lat 50. rodziło się ponad 700 tys. dzieci rocznie, to dzietność kobiet, które wtedy były w wieku produkcyjnym, była naprawdę bardzo wysoka. Gdyby tyle dzieci rodziło się obecnie, co jest mało realne, to i tak byłby to niższy poziom, bo potencjalnych matek, urodzonych w latach 80. jest więcej, niż tych, urodzonych przed wojną (na początku lat 50. w Polsce było łącznie 25 mln ludzi, a trzydzieści lat później już o 10 mln więcej, poziom 38 mln został osiągnięty w 1990 r. i cały czas jest on niemal stały).

    Oczywiście, trzeba pamiętać też o tym, że mnóstwo ludzi w wieku produkcyjnym wyemigrowało i posiadane przez nich za granicą potomstwo nie jest notowane przez GUS. Ale prawdopodobne jest, że sporo spośród nich już tu w ogóle nie wróci i niekoniecznie należałoby ich brać pod uwagę do prognoz na przyszłość, szczególnie przy określaniu zastępowalności pokoleniowej w systemie emerytalnym..
    Gdyby tak do tego podchodzić, to przy zachowaniu obecnego poziomu emerytur państwowych, trzeba będzie wiek emerytalny podnieść co najmniej do 70 lat dla mężczyzn (jak to Bismarck ustanowił) i 85 lat dla kobiet…

    Ostatnio zaczęto uspokajać, że wg danych GUSu ze spisu powszechnego przeprowadzonego w zeszłym roku jest nas więcej aniżeli w roku 2002…
    Rok temu dyskutowaliśmy na tym blogu, w jaki sposób od tego spisu się wymigać. Wielu potem nawet nie miało tego problemu, bo spis wcale powszechny nie był, a zbadano tylko próbkę, bodaj ok. 20 % społeczeństwa… Głośno się o tym nie mówi, a cały czas się utrzymuje, że to był spis powszechny, a taki był tylko z nazwy. Podobnie, jak w przypadku odbywanego dwa lata temu spisu rolnego.
    Przy takich badaniach opartych o próbkę to prawdopodobieństwo ich prawidłowości jest dużo mniejsze, niż w przypadku wyników wyborów, bo tam od lat mamy dość ściśle ustalony rozkład przestrzenny wyników.
    Niestety trzeba przyznać, że nasze rodzime statystyki są warte bardzo mało. Niewielu to zauważa, bo mało kto przygląda się metodologii prowadzenia badań… Na tej podstawie pomyłka o milion ludzi może się okazać i tak dość optymistyczną. Jaka rada? Zlikwidujmy socjalizm, a porządnymi statystykami zajmą się tylko ci, którzy zrobią to fachowo – czyli prywatne firmy, które będą mogły dzięki dobrym badaniom coś zarobić…

  8. Mocna wena mnie dopadła. Tych, których zmęczyły moje wynurzenia, proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości. Może jednak komuś to da coś do myślenia…

    Napisałem powyżej sporo suchych danych, wziętych z GUSowskich roczników statystycznych. Może warto do tego spróbować pokusić się o próbę wyjaśnienia przyczyn zmian, jakie nastały.
    Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że przez minione 20 lat wzrósł przeciętny wiek kobiet, w jakim rodzą pierwsze dziecko. W konsekwencji teoretycznie mniej potomstwa potencjalna matka może wydać w okresie, gdy jest płodna. Jednak ten argument nie jest zbyt silny. Moja Babcia pierwsze dziecko urodziła mając 20 lat, ale po trzydziestce urodziła jeszcze czworo. Pytanie tylko, czy na płaszczyźnie fizjologicznej trudniej jest mając lat 31. urodzić siódme, czy pierwsze dziecko? Na to pytanie nie czuję się kompetentnym jednoznacznie odpowiedzieć. Przejdę więc dalej:
    Skoro ‚nic w przyrodzie nie ginie’, to co teraz młode kobiety robią w czasie, gdy jeszcze u schyłku PRL-u wychodziły za mąż i rodziły pierwszego potomka? Na pewno spora ich część idzie na studia, które, jak pokazuje coraz więcej badań, stają się dla wielu czasem straconym, bo nie są już gwarantem dobrze płatnej pracy.

    Możliwe więc, że państwo aplikuje mnóstwo środków w tzw. bezpłatną edukację na poziomie wyższym (bo bezpłatna to ona nie jest, jakiechś koszty zawsze za sobą niesie), jednocześnie robiąc sobie ‚kuku’, bo młode dziewczyny, które są w najlepszym wieku do tego, by zacząć karmić piersią, idą studiować pedagogikę, po skończeniu której, spora ich część będzie bezrobotna, bo, skoro dzieci będzie mało, to i pedagogów wielu nie będzie potrzeby zatrudniać…
    Dochodzimy do wniosku, że kobiety opóźniają zamążpójście. Coraz więcej też z nich, nawet jeśli rodzi, to czyni to poza małżeństwem (obecnie jest to ok. 20 %). Pomijając fikcyjne samotne matki, nie legalizujące swych związków ze konkubentami tylko po to, by pobierać państwowe świadczenia, trzeba zauważyć, że taki stan nie sprzyja temu, by samotna kobieta chciała mieć kolejne dzieci, musząc wychować je sama.
    Następuje więc kryzys rodziny. Kryzys moralności.
    Jak do tego się ma nasza fizjologia i nasze potrzeby? Nie zaryzykuję stwierdzenia, że ludzie stali się na tyle powściągliwi, żeby liczba zbliżeń pomiędzy nimi spadła aż o tyle, jak spadła liczba urodzeń. Co więcej, jestem bliski stwierdzeniu, że hedonistyczny model życia, który przybył do nas z zachodu, sprzyja raczej o wiele częstszym kopulacjom. Nie idzie to jednak w parze ze wzrostem poziomu dzietności. Ludzie muszą więc coraz powszechniej sięgać po różne sposoby antykoncepcji, które ‚zabezpieczają’ ich przed ryzykiem powołania do życia dziecka, które nie miałoby szczęścia przyjścia na świat w kochającej się rodzinie.
    Mimo tego, że w Polsce zdecydowana większość społeczeństwa to katolicy, w ostatnim dwudziestoleciu poglądy znacząco się zmieniły. Ponad połowa z nich nie widzi już nic złego w stosowaniu sztucznej antykoncepcji, która wciąż jest uznawana przez Kościół jako śmiertelny grzech, wymierzony przeciwko ludzkiemu życiu. Mniej chyba jest zwolenników aborcji, ale ta jest procederem znacznie trudniej mierzalnym, bo ta chyba częściej przez Polki wykonywana jest nielegalnie, albo legalnie, poza granicami naszego kraju. Liczbę sprzedanych gumek/spiral itp. wynalazków łatwiej jest oszacować…

    Trzeba więc przyznać, że pomimo znaczącego wzrostu poziomu życia, stale utrzymującego się w ostatnich dekadach, upowszechniający się konsumpcyjny model życia sprawia, że jakość życia nie wzrasta, a nawet spada. Wielu młodych nie wyobraża sobie założenia dziś rodziny w obecnych warunkach materialnych. Tymczasem ich rodzice lub dziadkowie mieli o wiele gorzej. Jednak teraz, coraz bardziej liczy się mieć, aniżeli być.
    Oczywiście, wielu przy tym stwierdzi, że system ludziom mocno utrudnia. Ja bym zaryzykował raczej stwierdzenie, że system nie ułatwia. Zamiast stworzenia prostych mechanizmów umożliwiających ludziom młodym, którzy mają dzieci w liczbie co najmniej trzech, przywilej nie płacenia podatków dochodowych (jak zrobiono to na Węgrzech), oni dostają tylko ulgę. Ulgę, na której uzyskanie muszą zmarnować wiele czasu, w którym może więcej dałoby się zarobić.
    Ciągle zmieniające się prawo nie sprzyja też zakładaniu biznesów, bo za rok może się okazać, że państwo po raz kolejny ograniczyło gospodarczą wolność. Obciążenie ZUSowskie przedsiębiorców to już temat na inną dyskusję.
    Często mówi się o powszechnym problemie niedoboru mieszkań. Według mnie jest to problem złożony. Bo zamiast dofinansowywać ludziom kredyty, możnaby im uprościć procedury, żeby o wiele łatwiej mogli sobie wybudować własny dom. Sto lat temu mnóstwo robotników miało odwagę wznosić własny domek tzw. metodą gospodarczą. Wtedy wchodzili na budowę od razu, gdy tylko zebrali materiały. Teraz, żeby legalnie zacząć jakiekolwiek prace, trzeba przejść przez gigantyczną machinę biurokratyczną i poświęcić na to mnóstwo czasu i pieniędzy. I nie jestem pewien, czy katastrof budowlanych w domach jednorodzinnych jest jakoś znacząco mniej, aniżeli przed laty.
    Kłopotliwe jest też błędne przekonanie urbanistów, którzy określają w planach zagospodarowania minimalne powierzchnie działek na stosunkowo wysokim poziomie, np. 800 – 1 tys. m2. Przez to ludzie muszą za więcej pieniędzy kupować większe działki, choć do godnej, o niebo lepszej niż w blokowisku, egzystencji, wystarczyłoby im 300 metrów kwadratowych terenu. W taki sposób rozwijały się miasta-ogrody, gdzie w zakresie pieszego dojścia do potrzebnych zakładów usługowych udawało się zmieścić ponad 30 tys. ludzi. To gęstość zaludnienia zbliżona temu, co osiągało się w PRL-owskich blokowiskach. Ale jakość życia diametralnie wyższa…
    Plany zagospodarowania tworzy się złe, ale często w ogóle ich się nie tworzy, przez co proces inwestycyjny oparty na wydawaniu administracyjnej decyzji o warunkach zabudowy – jest o wiele dłuższy. Niejedna rodzina pewnie zdążyła się rozpaść, zanim urzędnicy wydali WZ-tkę.

    Przyczyn opisywanego przeze mnie zjawiska jest na pewno znacznie więcej.
    Nie można tutaj kogoś konkretnie winić. Bo nie można zrzucać wszystkiego kobiety, że ‚zachciewa im się studiować’. Gdyby miały odpowiednio odpowiedzialnych i stałych w swych postanowieniach partnerów, nie miałyby takiej wielkiej motywacji do niezależności. Wina leży zawsze gdzieś bliżej środka, niż końców.

    Przeanalizowany powyżej stan wiele dobrego nie wróży. Ci, którzy wierzą w Boga, powinni dużo się modlić za przyszłość naszej ojczyzny.

  9. Komunały Pan pisze.
    Strona wydatkowa ZUSu to około 85 MILIARDÓW złotych rocznie.

    Do tej pory z „prywatyzacji” budżet Skarbu Państwa „zyskał” około 120 mld złotych.-Przez 23 lata!!!

    żet miał inkamp około

  10. http://korwin-mikke.pl/polska/zobacz/biznesmeni_krytykuja_reforme_emerytalna/56747

    A tu z kolei przykład przeciwnego zdania na ten temat.

    Tak naprawdę IMO istotne jest coś innego – nie ma prawdziwej reformy emerytalnej w tym kraju podobnie jak nie ma innych koniecznych reform. Wszystko się sypie a Tusiek próbuje zasypać dziurę jakimiś czarami (inaczej tego nie umiem nazwać) :/ Zamiast dążyć do państwa minimum rozdmuchuje biurokrację – a to jest wrzód na naszych… no wiadomo. Nic nie produkują, nic nie robią ino przeszkadzają tym co są pożyteczni. Dopóki nie będzie prawdziwych reform żadne podnoszenie wieku niczego nie załatwi – co najwyżej odsunie o kilka lat bankructwo :/

    1. cyt”Nie przypadkowo, w swoich książkach pisałem, że największą przeszkodą na drodze Polski do dobrobytu jest świadomość społeczeństwa.”

      Panie Krzysztofie za czasów PRL też czołowi komuniści twierdzili że się nieudaje nie ma obiecanego raju bo ta świadomość społeczna jakaś nie taka.Za 20 lat będzie dyskusja że trzeba podnieść wiek do 75 może 80 lat a co tam 100 lat to jest wyzwanie.Jak to się do tego czasu utrzyma w co wątpie

      1. Efekty pracy komunistów nad kształtowaniem świadomości społecznej znamy. Generalnie się im udało. Natomiast obiecanego raju jak nie było tak nie ma. Matematyka uczy nas, że wynik będzie taki jak spodziewany jeśli dane początkowe są prawidłowe i jeśli algorytm zostanie bezbłędnie zastosowany.
        Wniosek: skoro raju nie ma, a algorytm zastosowany odniósł skutek, to dane wyjściowe są wyssane z palca.

  11. Świadomość społeczeństwa jest jak najbardziej ok – tyle, że dotyczy ona realizmu a nie ekonomicznych teorii. Przeciętny obywatel jest doskonale świadomy, że obowiązek pracy do 67 to co innego niż możliwość pracy i może tej pracy zwyczajnie nie mieć. Wie też, że nie ma żadnego wpływu na wysokość świadczeń, bez względu na to jak długo pracuje. Nie ma też żadnego wpływu na ewentualne dalsze podwyższanie wieku, ale jest świadom, że jeśli nie zaprotestuje teraz, to rząd odbierze to jako zielone światło do dalszego wydłużania wieku.

  12. Podstawą systemu emerytalnego są wpływy, a te są uzależnione o zarobków.
    Wszystkie inne czynniki zwłaszcza wiek są ciągle wałkowane w mediach, a o wysokości zarobków jakoś cicho. Ba nawet od tych najwyższych nie pobiera się składek.

    1. Pracownik nędzarz zawsze bedzie emerytem nędzarzem, chociaż by do 90 lat pracował jak było w Prusach, gdy Bismark wprowadził pierwszy system emerytalny emerytem zostawało się wtedy po dziewięćdziesiątce.

  13. Z tymi sondażami to przypomina mi się scena z „Id marcowych”, w której główny bohater, specjalista od PR proponuje wprowadzenie do programu kampanii prezydenckiej obowiązku służby wojskowej. Wszyscy w sztabie wyborczym łapią się za głowę, a on mówi:

    „Najpiękniejsze jest to, że wszyscy zainteresowani będą za.
    ……A pozostali…nie mogą głosować”

  14. Emeryturę już w tej chwili mamy kapitałową, nie powinno być więc żadnego wieku emerytalnego. Idziesz kiedy chcesz, dostajesz ile odłożyłeś. Proste.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *