Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia czyli część II o rozsądku Waldemara Pawlaka

Finasowa troska o swoje dzieci stanowi podstawę „siły spokoju” Waldemara Pawlaka o świadczenia emerytalne.

Od stuleci uczono nas,
że powinniśmy czcić naszych przodków i być
wierni naszym tradycjom,
i dobrze, że postępowalismy zgodnie z tymi naukami.
Teraz jednak, w obliczu wyzwań przyszłości,
musimy robić to,
czego nie robiliśmy nigdy dotąd i do czego,
obawiam sie, mozemy okazac się niezdolni,
a mianoweicie: czcić naszych potomków,
kochać nasze wnuki bardziej
niz samego siebie.
Jim Dator

Obecnie niektórzy płaca obowiązkową skladkę na ZUS, inni na OFE. Nasze pieniądze mielone są przez dziesiątki tysięcy urzędników najróżniejszych instytucji. Istotna ich część, w procesie mielenia bezpowrotnie zanika. Ta część, która pozostała przekazywana jest komuś. Wpłacający składkę nie wie w czyją emeryturę bądź rentę ona się przeistoczy. Otrzymujący emeryturę bądź rentę nie wie, kto wpłacił te pieniądze i w jakiej ilości. Nie wiemy kto wpłaca do przemiału peiniądze, które trafiają do naszych rodziców. Państwo dba, żeby pępowina łącząca dziecko z rodzicami, po jej przecięciu w chwili urodzenia, nigdy już rodziny nie łączyła. zarówno dzieci jak i ich rodzice przechodzą pod opieke solidarnego, opiekuńczego państwa. Rodzina nie musi już troszczyć się o swoich krewnych. Wszystkim zajmuje się państwo.
Dziś wielu z nas, buntuje się przeciwko tak wielkim obciążeniom, chętnie zarabia „na czarno” i wcale nie płaci składek na ubezpieczenie społeczne. Inni z kolei płaca ten haracz , a oprócz tego i tak w znacznym stopniu muszą utrzymywać rodziców, gdyż głodowa emerytura absolutnie nie wystarcza im nawet na bardzo skromne życie. Stanowczo, upaństwowienie emerytów nie wychodzi na dobre ani pracującym, ani tym, którzy już się w życiu napracowali. Płacąc te pieniądze, które dziś stanowią haracz na ubezpieczenie społeczne, własnym rodzicom, zapewne nie chcielibyśmy ich oszukiwać. Jesteśmy przecież społeczeństwem katolickim. Zaś co do tego, że właśnie rodzina jest najważniejszą „komórką społeczną”, zgadzaja się zarówno osoby wierzące, jak i nie. Zapewne i pracujący chętniej, niż fiskusowi, oddawaliby część swoich zarobków własnym rodzicom i starzy ludzie nie musieliby sie dzielić tym, co dostaną od własnych dzieci, z obcymi urzędnikami. Ludzie zaczęliby żyć lepiej, godniej i bardziej moralnie. Żaden rodzic nie odchodziłby na wcześniejsza emeryturę, czy „lewą” rentę, gdyby to naprawdę nie było konieczne, gdyż wstyd by mu było przed własnymi dziećmi. dziś dzieje się tak wcale nie rzadko, a ci którzy tak czynią w głębi swych sumień nie czują wyrzutów.. Odwrotnie- są przez państwo oszukiwani, cieszą się wiec, kiedy i im uda się choć w nikłej części zrewanżować.
Dla setek tysięcy Polaków, renty to sposób na życie. Teraz jest wielka poprawa. W 2010 r.państwo wiele przepisów uszczelniło. Kiedyś było gorzej.Na początku lat 90. renty otrzymywało 9 proc. dorosłej ludności Polski, pod koniec lat 90. – już 15 proc. 2,5 mln rencistów pobiera świadczenia z ZUS, 800 tys. – z KRUS. Z danych IBnGR wynika, że w gminach o najwyższym bezrobociu renta jest głównym źródłem utrzymania dla 45 proc. rodzin, czyli dwa razy więcej niż w innych regionach. Renta pełni tam funkcje zasiłku socjalnego. Od początku transformacji, zwłaszcza tam, gdzie bankrutowały państwowe przedsiębiorstwa – w każdym z tysiąca zlikwidowanych w latach 1995-2001 zakładów przeciętnie 34 proc. załogi od razu starało się o rentę inwalidzką. Renta pełni też funkcję zasiłku przedemerytalnego: prawie 45 proc. rencistów to osoby w wieku przedemerytalnym (50-65 lat). jednakze dług po tych latach pozostał i obsługujemy go do dnia dzisiejszego.
Zamiana system ubezpieczeń społecznych na system rodzinny doprowadzi do wzrostu troski rodziców o własne dzieci. Będzie ją nakazywać…. zwykły egoizm, troska o własną starość. Tam gdzie tych uczuć zabraknie , będą je musiały zastąpić alimenty: na wzór tych, które dziś obowiązują rodziców wobec dzieci. Jutro – taki sam obowiązek będa miały dzieci wobec rodziców.
Zawsze też, kto zechce wybrać inna receptę na własną starość – będzie mógł po prostu wybrać dobrowolne płacenie składek, rezygnując z opieki nad dziećmi. Te osoby również podziękowałyby ZUS – owi i wolałyby zapewne same składać sobie na przyszłą emeryturę w konkretnych funduszach emerytalnych, niż w anonimowym, przymusowym ZUS. Związek z państwem polega bowiem na tym, że pewnym jest tylko to, iż trzeba dać i ile trzeba dać. Natomiast wysokość tego, co się otrzyma i czy cokolwiek się otrzyma z powrotem jest absolutnie nie związane z tym, co się dało.
I tak okres reformy będzie łatwiejszy. Dzięki bowiem rezygnacji z pośrednictwa urzędników – jedni będą płacić mniej, a drudzy i tak dostaną więcej, a w najgorszym przypadku – tyle samo.
Z pewnością i tak zostałyby wyjątki. Ale lepiej będzie, aby na „utrzymaniu” państwa były wyjątki niż całe społeczeństwo.
Jest jeszcze jedna kwestia: honor ludzi starych, spośród których wielu uważa, że woli dostać emeryturę od państwa, niż korzystać z „jałomużny” nawet najbliższych, bo własnych dzieci. Kwestia honoru, to także rzecz umowy społecznej. Czy rzeczywiście wstyd jest brać od bliskich? Przecież nie jest to powód do wstydu, ale do dumy: patrzcie, jakim dobrym byłem ojcem czy matką. Jak dobrze wychowałem i wykształciłem swoje dzieci,
Jak pomogłem im znaleść dobre miejsce w życiu. Teraz, gdy staneły na własnych nogach, potrafią i chca mi za to podziekować. Dzięki latom moich starań, moja inwestycja we własne dzieci okazała się lepsza, niż inwestycja w najlepszy fundusz emerytalny.
Nie jest wstyd brać od tych, którym się wcześniej tak dużo dało. Wstydliwa jest natomiast obecna sytuacja ludzi starych, chociaż nie oni zawiniki tylko państwo. Ich składki na ZUS zostały przez państwo wydane, nie widomo ani kiedy, ani na co. Wiadomo tylko, że tych pieniedzy dawno nie ma. A więc starzy ludzie nie dostają emerytur z tego, co państwo z ich pieniędzy odłożyło. Oni po prostu zostali postawieni w sytuacji, że wyciągają ręce do wszystkich pracujących. Żyją na koszt społeczeństwa. Współcześni żebracy! Jeśli nie bedzie reform ubezpieczeń, to ci, ktorzy dziś pracuja, jutro też zostaną postawieni w upokarzającej sytuacji. Wyciągną ręke nie do swoich bliskich, ale do obcych ludzi, którzy na tą rękę będą patrzeć z oburzeniem, a nawet ze złością, w przekonaniu, że wcześniej niczego od niej nie dostali. To brutalna prawda. Ale w narodzie, jak w rodzinie, trzeba sobie mówic o wszystkim. Dopiero wiedząc wszystko można podjąć najlepszą decyzje.
Waldemar Pawlak taką decyzję podjął już wiele lat temu.

Z wywiadu, udzielonego przez Waldemara Pawlaka dla Sygnałów Dnia w I programie Polskiego Radia 12 marca 2008 07:15 dowiedzieliśmy się „(…) ja ponad 80 tysięcy przeznaczam na właśnie dzieci, na żonę, co miesiąc żona i najmłodszy syn otrzymują 4 tysiące złotych, dwóch pozostałych synów otrzymuje po 1200 złotych”. Ta finasowa troska o swoje dzieci stanowi podstawę „siły spokoju” naszego Premiera o świadczenia emerytalne. Należy przyjąć, że decyzja jest trafna. Nie ma wątp,liwości, że Waldemar Pawla jest jedną z niewielu osób w tym kraju, które na ten temat wiedzą wszystko badź prawie wszystko. Należy wywnioskować, że trójka dobrze wykształconych dzieci zdoła utrzymać na godnym poziomie życie swoich rodziców.
Donald Tusk wierzy w ZUS.

Mówi, że będzie miał „tylko tę państwową emeryturę”. Dodał, że jego żona „nie będzie miała praktycznie emerytury, ze względu na przerwanie pracy bardzo wcześnie”.

Donald Tusk zapewnił, że ma zaufanie do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, ale wie – jak dodał – „że to jest zaufanie limitowane, jeśli chodzi o wielkość emerytury”. „ZUS nie będzie dawał nikomu wielkich emerytur, ale podejmujemy działania właśnie po to, żeby ludzie mieli pewność, że ta może kiepska, ale państwowa emerytura będzie pewna”. Jego zdaniem ludzie raczej ufają w to, że ZUS jest instytucją, która „może marne”, ale wypłaci co miesiąc pieniądze. „A moim zadaniem jest przedłużenie tego poczucia bezpieczeństwa na długie dziesięciolecia.
Ja też wierzę, że strach spowoduje, że żaden rząd nie ośmieli się zlikwidować świadczenia emerytalne do których ludzie nabyli prawa. Jednakże jest dużo sposobów, żeby z portfeli naszych emerytów wyjmować sukcesywnie po grosiku. Wiele z nich jest dla przeciętnego człowieka wręcz nie zauważalnych. Tak więc, jak mówił nasz Premier, możemy być pewni emerytur. Jeśli zaś chodzi o ich wysokość, nasza pewność musi być bardzo limitowana. Gdyby emerytura dla Donalda Tuska była naliczana w obecnym czasie, to otrzymywałby on 2. 970 PLN brutto.
Ogólne zdziwienie wywołała kwesia odmiennych pogladów na temat emerytury Naszego Premiera i Wicepremiera. No cóż. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Donald Tusk ma tylko dwójkę dzieci. Ponieważ ma już 55 lat, to na kolejne dziecko specjalnie nie ma co liczyć. Być może, nie jest również przekonany do stopnia włożonej, własnej troski w wychowanie dzieci i dlatego woli kierujący się przepisami ZUS niż kierujące się sercem dzieci. Oczywiście, czym dużej obecni młodzi będą pracować, to standard życia naszego Premiera będzie wyższy. Z jego punktu widzenia, wydłużenie okresu pracy do czasu osiągniecia wieku emerytalnego, to słuszna decyzja.
Swiadomość sytuacji w finansach ZUS i OFE wywołała uczucie lęku u Grzegorza Napieralskiego. „Czyli co, mamy pakować manatki, i wyjeżdżać stąd” – zapytał przerażony.
Chciałbym powiedzieć: Panie Grzegorzu!
Ma Pan zaledwie 38 lat. Jest jeszcze trochę czasu żeby zadbać o to, by ilość Pańskich dzieci wzrosła i żeby miał Pan sytuację rodzinną podobną do Waldemara Pawlaka. Zresztą z dwójki dzieci da się też wyżyć jeżeli z należytą starannością zadba Pan o ich wychowanie i wykształcenie.
Najwiekszy problem ma Jarosław Kaczyńskie. Jest bezdzietny. Ma 63 lata. Na potomków juz raczej nie ma co oczekiwać. Na dzień dzisiejszy Jarosław Kaczyński – uzyskałby emeryturę w wysokości 2843 zł brutto. Nie jest łatwo sie przestawić. Obecnie, zarabia co miesiąc ok. 10 tys. zł, ale w ciągu ostatniego roku nic nie odłożył. Mało tego, wydał niemal całe oszczędności swojego życia! A są to pieniądze niemałe! Odłożone 100 tys. złotych! Razem ze 150 tys. z poselskiej pensji to prawie ćwierć miliona złotych. Trudno się dziwić, że usilnie szuka sposobu na zreformowanie systemu ubezpieczeń społecznych. Ale o tym następnym razem.

15 thoughts on “Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia czyli część II o rozsądku Waldemara Pawlaka

  1. Proponuję używać cudzysłowu, gdy pisze się o solidarnym i opiekuńczym państwie. Bo państwo ani nie jest solidarne, ani opiekuńcze. Chce tylko takie udawać, aby mieć pretekst do łupienia nas.
    A co do ZUS – rzeczywista miesięczna składka ze średniej pensji w Polsce jest bardzo duża, a emerytura malutka. Zamiast oddawać ZUS, rozsądniej byłoby odkładać na konto, które by było oprocentowane co najmniej na poziomie inflacji i już byłoby dużo lepiej emerytom.
    Ja pierwszy rok prowadzę działalność i cieszę się, że płacę tylko rentowe i zdrowotne, razem i tak prawie 400zł miesięcznie. W prywatnym funduszu za taką składkę miałbym naprawdę długą listę gwarantowanych świadczeń.

    1. Tylko skąd wziąć konto oprocentowane co najmniej na poziomie inflacji? Banki już się nie obcyndalają i dają odsetki poniżej inflacji (rzeczywistej, nie tej ogłaszanej).

      Obrabia się nas coraz szybciej i coraz bezceremonialniej. Zapewne ze strachu, że za chwilę już się przestaniemy dać obrabiać. Ludzie się budzą… powoli bo powoli, ale możliwe, że „punkt przegięcia” i przyśpieszenia tego procesu jest bliski…

    2. Obawiam się też, że w prywatnym funduszu miałbyś długą listę obietnic. I jeszcze dłuższą umowę wyłączającą gwarancje w przeróżnych sytuacjach…

      Pieniądze lepiej wydać na książki – dla dzieci. Własnych.

      1. Albo na inne dobra, które może zmieniają wartość w gotówce, ale zawsze pozostaną wymienne 1:1. Sprzedałem 40m2 mieszkania za kwotę dużo wyższą niż kupiłem. Ale czy zarobiłem? Raczej nie, bo kupiłem następne 40m2 mieszkania, czyli zamieniłem jedno mieszkanie na drugie o tej samej wielkości w tej samej dzielnicy, pomimo, że druga operacja opiewała na dużo wyższą kwotę. Gdybym trzymał te pieniądze na pierwsze mieszkanie, to straciłbym faktycznie duuuużo więcej niż wskazywałyby na to wskaźniki inflacji. :D
        Trzeba kupować dobra, które nie tracą wartości. Takie, które mogą zostać odebrane przez wojnę lub rewolucję, bo na to nic nie poradzimy, ale jak się ma 1ha ziemi, to się go ma, niezależnie od aktualnej wartości rynkowej.
        A co do wkładania pieniędzy we własne dzieci – nie jestem tego pewien. Moi rodzice nie mieli by ze mnie wielkiego pożytku, gdybym musiał ich nagle zacząć utrzymywać. Po prostu nie zarabiam aż tyle, żeby zapewnić im przyzwoity standard życia. A rodziny swojej jeszcze nie mam na utrzymaniu.

        1. Dobra nie mają obiektywnej wartości. Wymienialność mieszkania na mieszkanie nie jest pocieszająca, bo ważne ile/czego potrzebnego Ci naprawdę możesz uzyskać za to mieszkanie. Mieszkaniem się nie najesz, nie zapłacisz nim lekarzowi itd. (chociaż to ciekawa idea – za wymianę nerki płacę mieszkanie i dostaje dwa garaże reszty ;-))

          Mieszkania mogą tanieć – zauważ jakie są ceny mieszkań przy naszej granicy ale po jej drugiej stronie – w byłym NRD. Zauważ jak tam w ciągu dość krótkiego przedziału czasu stały się z dobra luksusowego, niezwykle pożądanego o niebotycznej wartości dobrem niemal śmieciowym.

          Demografia może spowodować, że każda zdawać by się mogło bezpieczna inwestycja (w nieruchomości a nawet ziemię) może okazać się bardzo nietrafiona.

          Moim zdaniem inwestycja w dzieci jest najbezpieczniejsza. Oczywiście jest to inwestycja przede wszystkim w więzi i emocje. Harward nie jest najważniejszy… Posady za miliony też – ostatecznie człowiekowi do życia nie trzeba aż tak wiele. O ile żyje we wspólnocie, która w sposób naturalny współdziała.

          A czy Twoi rodzice zrobili dobrze że „zainwestowali” w Ciebie? Na pewno lepiej niż Ci, którzy *nie* zainwestowali w dzieci. Możliwe, że dziś nie stać Cie na to, żeby dać im wiele, ale na pewno umrzeć z głodu i chłodu im nie dasz, a i jakąś podstawową opiekę w razie potrzeby zapewnisz. Usiądziesz z nimi i powspominasz dzieciństwo przy wigilijnym czy wielkanocnym stole.

  2. Wszystko to ładnie i pięknie. Coraz więcej ludzi, przynajmniej w moim otoczeniu, dostrzega, że z państwowej emerytury NIC nie będzie. Z niemałą satysfakcją przyznam, że kubłem zimej wody było dla kilku osób proponowane podniesienie wieku emerytalnego do lat 67.
    Moja Rodzicielka śmiała się kilka lat temu, jak mówiłem, że nie będzie miała emerytury. Teraz, gdy okazało się, że będzie musiała pracować około dwa i pół roku dłużej niż zakładała, już się nie śmieje. Nie poprawiło Jej samopoczucia moje stwierdzenie, że jej obecna, aczkolwiek już teoretycznie przedłużona, „umowa społeczna” musi pozostać niezmieniona, przez kadencje jeszcze przynajmniej trzech rządów i jeszcze wiele może się zmienić odnośnie terminu i wysokości oczekiwanej emerytury.
    Jednakże miało być „ładnie i pięknie.”

    To, że ZUS to „średniej jakości rozwiązanie” większość czytających z pewnością wie.
    Kwestią nurtującą mnie jest, co zrobić w przypadku likwidacji pańatwowych świadczeń z ludzmi, dla których taka transformacja będzie nie do zaakceptowania.

    Czy jak w wypadku wprowadzenia OFE, dla pewnego wieku zostawić możliwość, a dla innego obowiązek, pobierania świadczeń wg starych zasad, jednocześnie mówiąc wprost „młodym” : „every man for himself!.”

  3. polecam http://hansklos.blogspot.com/2012/02/naganianie-czyli-o-emeryturach.html
    przed przeczytaniem tak jak większość uznawałem nieruchomości za najlepsze zabezpieczenie na starość (no jak będzie coś słabiej to się coś sprzeda i znów będzie na wydatki, czego nie wydam to odziedziczą dzieci), ale po przeczytaniu już coś mnie „tkneło”, przecież jeśli będzie coraz mniej ludzi to i każde dobro materialne będzie coraz mniej warte i szybko spadające do zera
    PS. na szczęście mam 4 dzieci i conajmniej 2 z nich nie da mi umrzeć z głodu :)

    1. I złoto traci i wszystko traci, bo popyt spada :P
      Ale ilość nie przechodzi w jakość. Jest wiele rodzin wielodzietnych z marginesu, których dzieci raczej nie będą tworzyć produktu krajowego, a raczej będą zasilać szeregi osób korzystających z pomocy społecznej. A oni też mogą się wybrać do urn wyborczych i zagłosować na tych dobrych, co im zasiłki obiecają.

  4. Poczytajcie co wynika z oficjalnych statystyk. Rządowe Statystyki mówią, że średnia pensja w Polsce to Ok. 3600. To znaczy, że średnie składki emerytalne To 703,08 zł miesięcznie – procent składki Emerytalnej do ZUS jest stały, określony ustawowo. Liczba pracujących na koniec II kw. 2011 to 16,163 Mln. Możecie te Dane sami zweryfikować przeglądając oficjalne strony rządowe, sięgając do Oficjalnych statystyk GUS. Miłej zabawy. Ale co z Tego wynika?? BARDZO WIELE, a właściwie BARDZO
    DUŻO. Dużo czego?? PIENIĘDZY, oczywiście. Pomnóżcie urzędową I oficjalną liczbę Zatrudnionych I oficjalną I bardzo urzędową średnią składkę emerytalną do ZUS. Powinno Wam wyjść miesięcznie 11 375 519 400 zł, czyli ponad jedenaście miliardów trzysta siedemdziesiąt pięć milionów. To gigantyczne pieniądze, a jest to Tylko składka emerytalna. Bawmy się dalej: pomnóżcie to razy 12 miesięcy, a wyjdzie na to, że W skali roku jest to 136 506 232 800 zł. Kończą się Wam okienka w kalkulatorze? Mnie też.
    Zatem Powiem, że jest to słownie ponad 136 miliardów 506 milionów zł w roku. Mamy w Polsce około 5 mln emerytów, dokładnie – w marcu 2011 było ich 4,979 Mln. To znowu wg. Oficjalnych, rządowych I jedynie słusznych I poprawnych statystyk. Rencistów nie liczę, Bo już na pewno nie zmieszczą MI się w Kalkulatorze, a poza tym – na nich jest OSOBNA składka!!!. Wychodzi MI zatem na to, że rocznie Jest to średnio 27301 zł na emeryta, czyli miesięczna emerytura średnio powinna wynosić 2275,00 zł.
    Tymczasem średnia emerytura – znowu wg rządowych, oficjalnych I jedynie słusznych I Poprawnych statystyk wynosiła w tymże marcu 2011 Zaledwie 1721,00 zł. Czyli o 554 mniej niż wynika Ze składek wyliczonych na podstawie danych Statystycznych rządu RP, GUS, ZUS, KRUS I każdy Inny SRUS. Jak policzycie dalej, to wyjdzie Wam NADWYŻKA rzędu 32% w stosunku do wydatków na Emerytury (czyli średnio ZUS jest na plusie około 2,5 miliarda zł miesięcznie, czyli 30 miliardów Rocznie!!!). Tymczasem, rząd
    ubolewa, że budżet dopłaca ponoć do emerytur dziesiątki miliardów Rocznie. Jesteście zdumieni?? To przeliczcie Jeszcze raz. Też liczyłem, Bo nie wierzyłem. Wniosek jest taki: ktoś z trójki: GUS, ZUS, Rząd RP łże. ŁŻE W BEZCZELNY SPOSÓB. Gorzej: dopuszczam możliwość, że łże więcej niż jeden, a nawet że łżą Wszystkie wymienione instytucje. Taki jest mój Wniosek. Ale jest też PYTANIE: co dzieje się z nadwyżką??? I takie są wnioski wynikające z Oficjalnych danych statystycznych. Chyba, że
    Rostowski przesłał sfałszowane Dane do GUS, wszak To, używając eufemizmu, mistrz kreatywnej księgowości. Załóżmy jednak, że Dane oficjalne są Prawdziwe, a więc wnioski zeń wynikające także. Proszę sobie wyobrazić, jaka gigantyczna nadwyżka Powstanie przy wydłużeniu czasu pracy potrzebnego Do osiągnięcia wieku emerytalnego. Oczywiście, Pracy tej I tak nie ma, a bezrobocie zamiast maleć wciąż rośnie, co również potwierdzają Dane Oficjalne. Na co ma pójść taka nadwyżka?? Na zrzutkę na Greków??
    Włochów?? By żyło I’m się Jeszcze lepiej?? Gdzie jest kasa!!! Jeśli tak jak ja, jesteś przeciw kłamstwom rządzących, to proszę skopiuj to na inne for a, aby Jak najwięcej osób mogło to przeczytać, zanim Zostanie usunięte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *