Jeden rodzaj złodzieja jest,
którego prawo nie ściga,
a który rabuje to,
co dla ludzi najcenniejsze – czas.
Napoleon Bonaparte
Wypracowując zapłatę za pracę w wysokości 3.820,98 PLN uzyskujemy na rękę zaledwie. 2.313,39 PLN.
Patrza na powyższe liczby, można zaryzykować postawienie tezy, iż wielki Napoleon mylił się.
Jest jeszcze drugi rodzaj złodzieja, który zabiera coś, co też jest dla ludzi cenne – pieniądze.
Można też postawić tezę , że ”czas to pieniądz”. Gdyby nam tyle nie zabierano pieniędzy, moglibyśmy krócej pracować.
A tak pracujemy najdłużej w Europie. Rocznie praca zajmuje nam przecietnie 2015 godzin.
Przyjrzyjmy się bliżej ile nam państwo zabiera.
Docenimy mistrzostwo tego systemu.
Mistrzostwo zabierania – po cichu i po ciemku.
Z wielkim znieczuleniem.
Bez bólu.
Opodatkowanie pracy w Polsce dla przeciętnej pensji w 2010 roku.
| POZYCJA | KWOTA |
| Wynagrodzenie brutto | 3 225,00 zł |
| Podatek dochodowy | 219,00 zł |
| Składka na ubezpieczenie zdrowotne | 250,46 zł |
| Składka na ubezpieczenie emerytalne | 314,76 zł |
| Składka na ubezpieczenie rentowe | 48,38 zł |
| Składka na ubezpieczenie chorobowe | 79,01 zł |
| Składka na Zakład Ubezpieczeń Społecznych płacona przez pracodawcę za pracownika | 513,74 zł |
| Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych | 82,24 zł |
| Łączne wypracowane wynagrodzenie | 3 820,98 zł |
| Wypłata netto „do ręki” | 2 313,39 zł |
Powyższa tabela pokazuje, że nasz średni trud związany z wykonywaniem pracy ma wartość 3.820,98 PLN. W ten nasz trud nurkuje państwo i zabiera nam , już u źródła około 40% należnych nam pieniędzy. Państwo nurkuje zresztą do naszych kieszeni znacznie głębiej.
Zabiera nam średnio, co miesiąc 424,00 PLN podatków pośrednich czyli podatku VAT i akcyzy. Płacimy je ze znieczuleniem. Wliczone są w cenę towarów. Dodatkowo ubywa z naszych kieszeni, co miesiąc 50,00 PLN na inne podatki i opłaty będące surogatem podatków.
Łącznie, bez naszej woli, pod przymusem, średnio zarabiający oddaje państwu 1.981,59 PLN. Pozostaje nam do dyspozycji zaledwie 1.839,39 PLN. Około 52% naszych zarobków przejmuje państwo. Większość z nas się zgadza, żeby państwo z naszych pieniędzy sfinansowało nasze bezpieczeństwo. Jednakże na obronę narodową, bezpieczeństwo publiczne i ochrona przeciwpożarowa oraz sądownictwo, to są wydatki w wysokości zaledwie 48,52 PLN miesięcznie, oczywiście liczone na przeciętnego Polaka.
W przybliżeniu tyle samo dodajemy na administrację publiczną (47,90 PLN) i partie polityczne (0,40 PLN).
Gołym okiem widać ile z tych wydatków się marnuje.
Można śmiało powiedzieć, że oddaliśmy w kiepskie ręce nasze ciężko zarobione pieniądze.
Jako ciekawostkę dzisiejszego wpisu podam fakt, że na utrzymanie ZUS jako instytucji wydaje każdy z Polaków przeciętnie 14,83 PLN miesięcznie.








Arek Sobiczewski
30 listopada 2011 o 19:06
Panie Krzysztofie,
czy aby w kwestii kwoty wynagrodzenia brutto nie przyjął Pan ‘brutto po stronie pracownika’?
Wydaje mi się, że przy Pańskich założeniach jeszcze parę ładnych PLN (od strony brutto pracodawcy) wypływa z kieszeni Polaków.
To daje jeszcze bardziej pesymistyczną perspektywę.
Jeśli się mylę proszę mnie sprostować.
Ciekawa jest też kwestia wszelkiej maści akcyz. Ile waszym zdaniem przeciętny polak (kupujący trochę: fajek, wódki, oleju napędowego) oddaje do kasy państwowej?
Pozdrawiam,
Arek
Popierasz czy nie?
0
0
KamilP
30 listopada 2011 o 23:15
„Jako ciekawostkę dzisiejszego wpisu podam fakt, że na utrzymanie ZUS jako instytucji wydaje każdy z Polaków przeciętnie 14,83 PLN miesięcznie.” – czy te 14,83 PLN ma w sobie tylko koszta związane z utrzymaniem ZUSu czy też w tej sumie mieszczą się też pieniądze, które idą do emerytów, rencistów etc.
Jaki jest współczynnik utrzymania machiny biurokratycznej do tego co wypłaca osobą upoważnionym do pobierania pieniędzy z ZUSu?
Popierasz czy nie?
0
0
zeki
1 grudnia 2011 o 07:03
52% tylko? Nie z 70?
Popierasz czy nie?
0
0
Krzysztof Habich
1 grudnia 2011 o 07:55
Zeki. Pani Joanna jak zwykle ma rację. Tyle kradnie się średnio zarabiającemu Polakowi. Przepraszam, źle się wyraziłem – tyle oddaje pod przymusem każdy średnio zarabiający Polak swojemu państwu. Sam problem jest bardziej złożony, bo cześć rzeczywiscie do fiskusa niesie ( bądź jego pracodawca), a część jest mu wydzierana w postaci cen. Tą część tylko częściowo uwzgledniłem. Wziąłęm pod uwagę podatek VAT i podatek akcyzowy. jednakże należy pamiętać, że około 45% PKB przechodzi przez ręce państwa. Przechodzi głównie poprzez pobieranie podatków, które przy różnych produktach są inne. Przykład akcyza. Zresztą „Dzień wolności podatkowej” też kręci się wokól półrocza.
Popierasz czy nie?
0
0
Joanna Mazurczak
1 grudnia 2011 o 07:26
Zeki, to jakieś uśrednienie tylko -więc są i mniejsze i większe procentowo udziały.
Drugi taki złodziej to bankster z nienormalnym procentem od pożyczki, gdzie pożyczone zostaje coś, co nawet nie istnieje. Ale splacamy tym, co istnieje.
Popierasz czy nie?
0
0
Krzysztof Habich
1 grudnia 2011 o 08:05
Dałem kiedyś w książce tytuł ” nie mam nic – mam bank”.
Skoro bankier ma za zadanie pożyczać, a nie ma pieniędzy, to pożycza iluzję. Jednakże dobrze to robi, skoro tak dużo ludzi jest u nich zadłużonych i jest winna im owoce swojej pracy. Niestety, duża wina takiej sytuacji w Polsce ma źródło w Konstytucji. To też jest bardzo złożony temat.
Popierasz czy nie?
2
0
Karol
1 grudnia 2011 o 08:19
pracujemy może i najdłużej w Europie ale efektywność mamy taką sobie
Popierasz czy nie?
0
0
Joanna Mazurczak
1 grudnia 2011 o 09:58
Karol, może właśnie dlatego, że mamy prawo pracy, wymiary czasu pracy (nawet, jeśli czasem ktoś chciałby więcej pracować za normalną stawkę, a nie nadgodzinową, a kto inny mniej – bo nie potrzeba), nimimalne płace, związki zawodowe, płatne urlopy i zwolnienia, mało wynalazków (przynajmniej u nas rozwijanych i wdrażanych) i biurokrację – gdzie prace są nic nie znaczące, a większość czasu „wysiaduje się jajo”. Generalnie posady są najczęściej po to, żeby… posiedzieć…
Well-loved. Like or Dislike:
5
0
Karol
1 grudnia 2011 o 17:39
To nie jest tak Joanno, że w innych krajach nie ma płacy minimalnej, związków i biurokracji. Czy w Polsce ktoś prowadzi działalność gospodarczą jest prawnie zobowiązany do posiadania pieczątki?
Popierasz czy nie?
1
0
Joanna Mazurczak
1 grudnia 2011 o 19:25
Nie wiem, czy musi mieć pieczątkę czy nie. W każdym razie nie powinien musieć.
Ja nie mówię, że w innych krajach nie ma tych wszystkich rzeczy. Mówię tylko, że pomiędzy nimi a efektywnością jest wyraźna korelacja. Oczywiście to nie wszystko – edukacja i przyuczenie do fachu też są niezwykle ważne.
A z czego Twoim zdaniem wynika Polaków niska efektywność i w czym ją identyfikujesz?
Popierasz czy nie?
0
0
Karol
1 grudnia 2011 o 21:46
Mam porównanie tylko z jednym krajem – z Niemcami. Podejście mam do nich neutralne ale tempo pracy mają zupełnie inne. U nas na przykład cały czas mamy taką komunistyczną siłę stempla. Wszędzie musi być pieczątka. Na poczcie przy nadawaniu paczki pracownik stempluje te same kwitki z 4 razy. W prywatnych firmach też czasami robi się pieczątkowe problemy. W zachodnich krajach tego już dawno nie ma. Niektóre ważne urzędowe listy wysyła się bez żadnego potwierdzenia. U nas z potwierdzeniem odbioru. Po około 6 złotych sztuka. Sami sobie stwarzamy kłopoty. Sami się zasypujemy podstemplowanymi kwitkami i nic z tym od wielu lat nie robimy.
Taki przykład gdzie efektywność pewnie jest bardzo podobna to pracownicy na kasie w markecie. Odwalają podobną robotę, we wschodnich Niemczech otrzymują za to około 10 euro za godzinę netto.
Popierasz czy nie?
0
0
Krzysztof Habich
2 grudnia 2011 o 07:31
W Polsce nie ma obowiązku posiadania pieczątki.
Popierasz czy nie?
0
0
Karol
2 grudnia 2011 o 08:24
nie ma ale na co najmniej jednej z deklaracji podatkowych widnieje napis podpis i pieczątka
Popierasz czy nie?
0
0
Łukasz Bolszewik
1 grudnia 2011 o 12:05
Witam szanowne Grono. Iluzja dobrze się sprzedaje. Kościół nie narzeka na brak klientów a przecież sprzedaje iluzję zbawienia. A podobno jest ono za darmo i dla każdego.
Popierasz czy nie?
0
0
Krzysztof Habich
2 grudnia 2011 o 07:36
Chyba większości wiernych nie chodzi o zbawienie. Rola Koscioła jest dużo większa. Pamiętam, ze w dzieciństwie miałem do zakreślania serduszka po każdym dobrym uczynku. Jeżeli miałem ich deficyt, to ile się naszukałem na ulicy staruszek, żeby je przeprowadzić przez ulicę. Mnie Kościół od dziecka uczył stosownego zachowania i pomagał w tym moim Rodzicom.
Well-loved. Like or Dislike:
5
0
Joanna Mazurczak
2 grudnia 2011 o 12:03
Panie Krzysztofie, coś w tym jest. Kościół, szkoła i rodzina spełniają przede wszystkim rolę wychowawczą – a przynajmniej z założenia. Bo praktyka pokazuje, że „cóś nie idzie…”
Co do zbawienia – ofiara już została złożona. Do nas należy decyzja, czy dar zbawienia przyjmiemy, czy nie. Truno to pojąć – ludzie nie czują, czym jest bezwarunkowa miłość. Dlatego czepiają się uczynków. One nie decydują, one są jedynie konsekwencją określonego wyboru.
Popierasz czy nie?
2
0
Joanna Mazurczak
2 grudnia 2011 o 12:04
A moze dlatego „cóś nie idzie”, że te instytucje nie współpracują?
Popierasz czy nie?
0
0
Krzysztof Habich
2 grudnia 2011 o 22:16
Nie ma cudów. Jednakze jeżeli wspiera wychowanie, jezeli wspiera Rodzine, to robi dobrą robotę. Znam wielu wspanialych księży i z wielka satysfakcją obserwuje ich działanie.
Popierasz czy nie?
2
0
Ryszard
3 grudnia 2011 o 10:46
Bardzo dobry wpis panie Krzysztofie.Nic tak nie uświadamia jak magia nagich liczb.Tylko jest jedno ale.Cyt.”Wypracowując zapłatę za pracę w wysokości 3.820,98 PLN uzyskujemy na rękę zaledwie. 2.313,39 PLN”.Czyli za wykonaną pracę dostaję 2313,39zł i taka suma mnie satysfakcjonuję przynajmniej na tyle że dalej będę ją wykonywał.Gdzie jest gwarancja że po reformie wolno rynkowej autorstwa np.JKM pracodawca zapłaci mi 3820,98 zł a nie tylko 2313,39.Reszta to jego zysk i niekoniecznie przeznaczy go na wzrost płac swoich pracowników.W mojej gesti z tych niedużych pieniędzy pozostaje opłacenie nauki swoich dzieci,ewentualne leczenie i odłożenie na przyszłość.Chyba że nastąpi znacząca deflacja i umocnienie złotego.Tak ale w jakim okresie czasu?.
Popierasz czy nie?
0
0
Joanna Mazurczak
3 grudnia 2011 o 12:15
Panie Ryszardzie, pracodawców dostawców towarów i usług jest multum. Jeśli obniżą się koszty pracy, będzie margines do obniżania cen – co rynek wymusza. Więc te pieniadze, o których Pan mówi, że to zysk pracodawcy, nie trafią do jego kieszeni – tylko do jego klientów. Pracownik i pracodawca też zyskają na tym – bo niższe ceny to większa siła nabywcza pieniądza. Wystarczy, że kilku obniży ceny i machina ruszy… Kto nie pójdzie za ciosem, straci rynek – wątpię, czy któryś dostawca/pracodawca chciałby ryzykować. Rynek to nie jest martwa struktura.
Popierasz czy nie?
0
0
Krzysztof Habich
4 grudnia 2011 o 10:15
Pani Joanno! Tym razem pozostanę w opozycji. Duża część pracodawców zwiększy produkcję nie obnizając ceny. Po co obniżac cenę rynkową. (niektórzy tak zrobią żeby pokonać konkurencję).
Dopiero wzrost produkcji obniży cenę rynkową produktów i podwyższy cenę rynkową pracy.
Popierasz czy nie?
2
0
Krzysztof Habich
4 grudnia 2011 o 10:11
Gwarancji nie tylko nie ma, ale wręcz jest pewność, ze pracodawca tak nie zrobi. Cena jego produktów jest rynkowa. Cena płacy jest tez rynkowa. Pracodawca zachowa ceny i weźmie sobie te pieniądze, ale on jest pazerny. Będzie chciał ich więcej. Dlatego za te pieniądze zainwestuje w rozwój produkcji. Rozwój pociąga za sobą wzrost zatrudnienia i wzrost masy towarowej. Po pewnym czasie wzrośni rynkowa wartosć pracy i zmaleją ceny towarów. Okres czasu w jakim to nastąpi jest nieokreślony. Będzie on sukcesywny. Pierwsze jego jaskółki będa od zaraz. Niektórzy zdecydują sie, w celu zwiększenia konkurencyjności na obniżenie cen.
Popierasz czy nie?
3
0
Joanna Mazurczak
5 grudnia 2011 o 14:36
Faktycznie, Panie Krzysztofie. Ale jakby na to nie patrzeć wyjdzie z tego coś dobrego dla szerszego grona…
Popierasz czy nie?
0
0
Łukasz K.
1 grudnia 2011 o 12:42
do głowy przyszedł mi jeszcze podatek od nieruchomości, podatek Belki dla oszczędzających w bankach, podatki CIT itp. nałożone na pracodawców, którzy jednak obciążają ich spłatę poprzez podwyżkę cen towaru/usługi (pośrednio przeciętny obywatel płaci więc również państwu CITy producentów/ usługodawców).
Inflacja to również forma opodatkowania. Państwo dodrukuje pieniędzy, a obywatela oszczędności stanowią mniejszą siłę nabywczą niż przed „dodrukiem”. Np. 10 lat temu za 1,20 podatnik mógł kupić chleb, obecnie kosztuje 2,20 w wyniku wyższych podatków VAT, cen paliw, ale także inflacji.
Popierasz czy nie?
0
0
Krzysztof Habich
2 grudnia 2011 o 07:33
Chyba mniej ważne od czego., tylko ważne ile. Teraz teoretycy ważają, że musi być szereg różnych zdarzeń rodzących obowiązek podatkowy, żeby nawet mysz się nie przeslizgnęła. Taki drań nie pije i nie płaci akcyzy, to ma kasę. Więc podatek belki albo podatek inflacyjny. Nie kijem a pałką.
Popierasz czy nie?
1
0
Paweł W.
3 grudnia 2011 o 23:57
Witam.
Ciągle brakuje mi, albo jestem ślepy, nazwiska/nicku autora wpisu w blogu. Jak rozumiem, autorem tego jest pani Joanna, ale to wynika z wpisu pana Krzysztofa :(
A co do kwestii obciążeń – są horrendalnie wysokie. A największym oszustwem jest podawanie pensji brutto przez rząd – przecież z tego nie nakarmi się dzieci. Dopiero wartość pensji netto można podawać np. w corocznych statystykach wzrostu płac(jakoś nigdy spadku). Dlatego też założyłem pół roku temu firmę i teraz przynajmniej część kosztów życia pokrywam z pensji brutto, a nie netto.
Popierasz czy nie?
0
0
Krzysztof Habich
4 grudnia 2011 o 10:06
Autorem wpisu jestem ja. Jeżeli ktoś inny jest autorem, wtedy zamieszczam stosowną informację.
Popierasz czy nie?
0
0
Krzysztof Habich
4 grudnia 2011 o 10:17
Dlatego jest szara strefa. Wtedy pensja brutto równa jest pensji netto.
Popierasz czy nie?
0
0
patataj
13 grudnia 2011 o 01:12
Do podatków przerzucanych na konsumenta zaliczmy także wszelkiego rodzaju opłaty koncesyjne i pozwolenia. Biorąc pod uwagę ilość działalności wymagających takich opłat może uzbierać się niemała kwota.
Oprócz wydatków obywateli, które stanowią dochód państwa i – przynajmniej w teorii – wracają do obywatela, ponosimy także znaczącą ilość kosztów, które są czysta stratą i służą tylko utrzymaniu biurokracji. Np. opłata za dowód osobisty (który trzeba zmienić po każdej zmianie adresu), zakup kasy fiskalnej, opłata za projekt tabliczki z numerem domu (poważnie – niedawno w Warszawie to robiłem) .
No i dlaczego mamy pominąć starty czasu jakie ponosimy bo państwo wymaga od nas wypełniania PITów, CITów, uzyskiwania pozwoleń, rejestrowania samochodów, psów i bóg wie czego jeszcze.
Może jestem pesymistą, ale wydaje mi się, że po uwzględnieniu także pozostałych wymienionych na forum podatków i opłat pozostaje nam do wydania na NASZE potrzeby około 20% kwoty, którą moglibyśmy otrzymać.
Do pełnego bilansu należałoby jeszcze odjąć od tego wartość dostarczanych nam przez państwo świadczeń albo właściwie ich ersatzu: służba zdrowia, szkolnictwo, emerytura,…
Popierasz czy nie?
0
0